Osobiście wierzę w pewną istotną idee, nazywam ją ideą o istnieniu dużej i małej miłości.
Mała miłość to ta, którą np. żona kocha męża. W pewnej chwili swojego życia jest przekonana na 100% że ten "on" jest dokładnie taki jaki ona chce aby był. Jest zadowolona i pewna swojego uczucia, jest w związku. Niestety, w pewnym momencie dowiaduje się że mąż ma..... powiedzmy koleżankę. I dokładnie w tym momencie jej uczucie się zmienia, przestaje być takie samo. Dlaczego tak się dzieje? Jaki to jest proces? Staje się tak ponieważ mała miłość jest uczuciem warunkowym, zależnym od czynników zewnętrznych, potrafi nią być od pewnego stadium, kiedy przestaje być ślepym zakochaniem, a zaczyna już kochać z otwartymi oczami.
Wielką miłość reprezentuje miłość matki do dziecka. Ta dla odmiany ona jest bezwarunkowa. Nawet jeśli matka wie, że dziecko działa przeciwko niej a nawet przeciwko sobie, to opierając się jedynie na wielkiej miłości chce być ślepa przez cały czas. Nawet w sytuacji w której dziecko przyjdzie i poprosi ją o 100 złotych pod pretekstem czegoś tam, a matka wiedząc że to pójdzie na narkotyki.... daje mu je, mówiąc jedynie "uważaj na siebie".
Kluczem do rozwiązania zagadki jest właściwe działanie.
W przypadku matki polega ono mniej więcej na tym, że mimo wielkiej miłości, potrafi ona w sytuacji w której dziecko biega pomiędzy samochodami wsiąść je na bok i nakrzyczeć "nie rób tego, nigdy więcej". A nawet dać w tyłek. W przypadku małej miłości polega ono na tym wsiąść odpowiedzialność przed sobą za własne uczucia i stworzyć właściwa relację z druga stroną związku, opartą na nowej sytuacji. W stosunku do siebie trzeba wiedzieć o tym, że uczucie nadal jest, nadal pozostaje w sercu, tyle że zostaje przesłonięte takimi emocjami, które nie pozwalają by dalej cieszyć się nim. W stosunku do drugiej osoby właściwe działanie polegać może np. na tym, aby mieć odwagę jasno powiedzieć "Kocham Cię, ale nie chce już być z Tobą w związku", zamiast robienia jakiś projekcji (np. to się nie powtórzy) czy racjonalizacji intencji działania drugiej strony (np. biedny miś, może to ja byłam dla niego niedobra).
W obu przypadkach co najważniejsze kontrola i odpowiedzialność za to co się dzieje nadal pozostaje po właściwej stronie, bez potrzeby pójścia na łatwiznę i zrzucania odpowiedzialności na innych.