„Nie uskarżaj się, że różany krzew ma kolce; ciesz się, że kolczasty krzew nosi na sobie róże” – przysłowie islamskie
Są trzy wymiary inteligencji:
Inteligencja racjonalna – która jest umiejętnością radzenia sobie z otoczeniem. To coś co powszechnie nazywamy zdolnością rozumowania. Większa część ludzkiego mózgu, zwłaszcza kora mózgowa obsługuje tą część inteligencji.
Inteligencja emocjonalna to z kolei umiejętność kierowania emocjami i zdolnością odczuwania. Wskaźnik EQ, podobnie jak IQ, można do pewnego stopnia zwiększyć do dzięki treningowi i nauce. Może także się on zmniejszyć, na wskutek specyficznych wstrząsów emocjonalnych.
Jest jeszcze trzeci rodzaj inteligencji, która prowadzi zarówno do szczęścia jak i do jego źródła.
Inteligencja duchowa jest zdolnością naszego niematerialnego wymiaru. To nieoszlifowany diament który ma każdy z nas. Inteligencja duchowa umacnia nas, abyśmy byli szczęśliwi mimo okoliczności, a nie dzięki nim. Śmierć kogoś bliskiego, rozwód czy odtrącenie to wszystko może nas zniszczyć. I właśnie w takich chwilach nasza siła duchowa minimalizuje ból i każe nam się podnieść i żyć dalej.
Niezmiernie istotna jest integracja tych trzech rodzajów inteligencji. Są one jak trzy konie zaprzężone do jednego powozu, często ciągnąc różnych kierunkach. To człowiek staje przed ogromnym wyznaniem aby zharmonizować energię owych trzech rumaków.
Potrzebujemy ich wszystkich, aby tak zintegrować ich zdolności byśmy mogli osiągnąć cel naszego życia.
Koń emocji jest zawsze impulsywny, mimo to odłączanie go od zaprzęgu pozbawiło by naszą dalszą podróż polotu. Nie liczy się jak intensywne są twoje uczucia, lecz to, dokąd Cie one w końcu zaprowadzą.
Z kolei nie liczy się jak bardzo jesteś bystry ale to jak jesteś ludzki w korzystaniu ze swojej inteligencji racjonalnej.
Szeroka przepaść dzieli wiedzę, iż coś jest lepsze lub gorsze i samo czynienie dobra. Inteligencja duchowa kładzie most nad ta przepaścią. Inteligencja duchowa chroni nas przed nami samymi i wiedzie ku trwałemu szczęściu.
Zapytano kiedyś mędrca „Czym jest niebo, a czym piekło? „niebem jest serce szczęśliwe, piekłem serce obarczone ciężarem”- odparł.
środa, 30 września 2009
poniedziałek, 28 września 2009
PRZYWIĄZANIE
"Jesteś tak dumny ze swojej inteligencji - zwrócił się Mistrz do jednego z uczniów.- Jesteś jak skazaniec, dumny, że jego więzienna cela jest taka obszerna." A.D. Mello
Istnieje jedna z podstawowych przyczyn nieszczęścia, której na imię przywiązanie. To pewien emocjonalny stan kurczowego trzymania się zjawisk wynikający z przekonania, że bez pewnych rzeczy czy osób nie możesz być szczęśliwy. Jego natura jest taka, że nawet jeśli mając ich wiele uda ci się zaspokoić większość z nich, to tylko to jedno, którego nie zaspokoisz, będzie cię dręczyć i uczyni cię nieszczęśliwym. Niekończące się dociekania „dlaczego”, „co” i „jak” zajmują większą część Twojego życia. Poczucie szczęścia zależy bardziej od tego jak radzimy sobie z życiem, niż od tego jak życie traktuje nas. Osoby przywiązane do sławy, bogactwa, atrakcyjności, tacy którzy wydają się mieć wszystko mają egzystencje przepełnioną pustką.
Mówi się nawet, że posiadamy naturalną potrzebę bycia kochanym, bycia docenianym, potrzebę przynależności i przywiązania. To kłamstwo. Porzuć te złudzenia, a odnajdziesz wolność. Mamy naturalną potrzebę dążenia do wolności, naturalną potrzebę kochania, ale nie bycia kochanym. Ktoś ci wmówił, że musisz być zakochany? To, czego potrzebujesz, to wolność. To, czego potrzebujesz, to kochać. I taka jest Twa natura. Ale może chcesz być pożądany, oklaskiwany, atrakcyjny, lubiany. Marnujesz swoje życie. Obudź się. Nie potrzebujesz tego. Możesz trwać w błogim szczęściu i bez tych atrakcji. Jeśli zaś coś jest ślepe to właśnie przywiązanie, w swej naturze ma swe źródło w błędnym przekonaniu, że coś albo ktoś jest koniecznie potrzebny dla Twojego szczęścia. Czy jesteś do czegoś albo kogoś przywiązany — czy istnieją ludzie albo rzeczy, bez których wydaje ci się, że nie możesz być szczęśliwy? Mistycy wciąż próbują nam przekazywać, że rzeczywistość, która nas otacza, jest najzupełniej w porządku. Problemy tkwią nie w tej rzeczywistości, znajdują się one wyłącznie w ludzkich umysłach. Sama rzeczywistość jest pozbawiona problemów.
Jak dochodzi do powstania przywiązania? Na początku stykasz się z czymś, co działa na emocje, przyjemność: nowy zakup, zręcznie zrobiona reklama, słowo pochwały, towarzystwo jakiejś osoby. Potem przychodzi pragnienie, by to przy sobie zatrzymać, powtórzyć uczucie, jakie dana rzecz czy osoba w Tobie wywołały. Przyjemne doświadczenia dodają życiu uroku. W końcu przychodzi przekonanie, że bez tej osoby czy bez tej rzeczy nie możesz być szczęśliwy, gdyż nakreśliłeś znak równości pomiędzy doznaną przyjemnością a szczęściem. Ruch wahadła w jedną stronę nieuchronnie pociąga za sobą ruch w przeciwną. Miłość i wolność można znaleźć tylko wtedy, kiedy człowiek potrafi cieszyć się każdą nową chwilą, która nadchodzi, i następnie gdy pozwala jej odejść, by móc być w pełni otwartym na przychodzącą rzeczywistość. Psychologowie mówią nam, jak ważne jest poczucie przynależności. Gadanie! Dlaczego miałbyś chcieć przynależeć do kogokolwiek? Czysty absurd.
Spójrz na całą sprawę w następujący sposób: postrzegasz osoby i rzeczy nie takimi, jakimi one naprawdę są, ale takimi, jakimi ty je uczyniłeś. Jeśli chcesz zobaczyć, jakie one są naprawdę, to musisz się przyjrzeć Twoim lękom, zrodzonym przez te wyobrażenia. Dzieje się tak dlatego, że kiedy patrzysz na życie, twoje przywiązania i lęki decydują o tym, co dostrzeżesz, a co umknie twojej uwadze. To one kierują twoją uwagą niezależnie od tego, co dostrzegłeś. Tutaj właśnie rodzą się twoje przekonania: ustalony, przez wewnętrzny system wartości sposób patrzenia na rzeczywistość, która wcale nie jest ustalona ani niezmienna, ale podlega ciągłemu ruchowi i zmianom. Tak więc świat, który masz przed oczyma i który kochasz, wcale nie jest prawdziwy, ale jest to świat stworzony przez twój umysł. Zwykle chcemy, by dla naszego dobrego samopoczucia zmienił się ktoś inny. Ale czy nigdy nie pomyśleliście, co by się stało, gdyby rzeczywiście twój partner się zmienił? Ty jesteś tym, który ma się zmieniać, który musi zażyć lekarstwa. Twierdzisz: "Czuję się dobrze, bo świat jest w porządku." Nieprawda. Świat jest w porządku, ponieważ Ty czujesz się dobrze :)
Przyjrzyj się z pewnego dystansu swoim przywiązaniem i zobacz fałszywość takiej drogi. Po prostu zauważ swoje przywiązanie i odrzuć je. Jeśli nauczysz się cenić zapach tysiąca kwiatów, nie przywiążesz się kurczowo do jednego i nie będziesz cierpiał, jeśli go nie dostaniesz. Jeśli masz tysiąc ulubionych przysmaków, utrata jednego nie zostanie nawet zauważona i nie naruszy twego dobrego samopoczucia. To właśnie twoje przywiązania uniemożliwiają ci szerszy, bardziej zróżnicowany rozwój rozumienia i smakowania tego co dostajesz od życia.
Istnieje jedna z podstawowych przyczyn nieszczęścia, której na imię przywiązanie. To pewien emocjonalny stan kurczowego trzymania się zjawisk wynikający z przekonania, że bez pewnych rzeczy czy osób nie możesz być szczęśliwy. Jego natura jest taka, że nawet jeśli mając ich wiele uda ci się zaspokoić większość z nich, to tylko to jedno, którego nie zaspokoisz, będzie cię dręczyć i uczyni cię nieszczęśliwym. Niekończące się dociekania „dlaczego”, „co” i „jak” zajmują większą część Twojego życia. Poczucie szczęścia zależy bardziej od tego jak radzimy sobie z życiem, niż od tego jak życie traktuje nas. Osoby przywiązane do sławy, bogactwa, atrakcyjności, tacy którzy wydają się mieć wszystko mają egzystencje przepełnioną pustką.
Mówi się nawet, że posiadamy naturalną potrzebę bycia kochanym, bycia docenianym, potrzebę przynależności i przywiązania. To kłamstwo. Porzuć te złudzenia, a odnajdziesz wolność. Mamy naturalną potrzebę dążenia do wolności, naturalną potrzebę kochania, ale nie bycia kochanym. Ktoś ci wmówił, że musisz być zakochany? To, czego potrzebujesz, to wolność. To, czego potrzebujesz, to kochać. I taka jest Twa natura. Ale może chcesz być pożądany, oklaskiwany, atrakcyjny, lubiany. Marnujesz swoje życie. Obudź się. Nie potrzebujesz tego. Możesz trwać w błogim szczęściu i bez tych atrakcji. Jeśli zaś coś jest ślepe to właśnie przywiązanie, w swej naturze ma swe źródło w błędnym przekonaniu, że coś albo ktoś jest koniecznie potrzebny dla Twojego szczęścia. Czy jesteś do czegoś albo kogoś przywiązany — czy istnieją ludzie albo rzeczy, bez których wydaje ci się, że nie możesz być szczęśliwy? Mistycy wciąż próbują nam przekazywać, że rzeczywistość, która nas otacza, jest najzupełniej w porządku. Problemy tkwią nie w tej rzeczywistości, znajdują się one wyłącznie w ludzkich umysłach. Sama rzeczywistość jest pozbawiona problemów.
Jak dochodzi do powstania przywiązania? Na początku stykasz się z czymś, co działa na emocje, przyjemność: nowy zakup, zręcznie zrobiona reklama, słowo pochwały, towarzystwo jakiejś osoby. Potem przychodzi pragnienie, by to przy sobie zatrzymać, powtórzyć uczucie, jakie dana rzecz czy osoba w Tobie wywołały. Przyjemne doświadczenia dodają życiu uroku. W końcu przychodzi przekonanie, że bez tej osoby czy bez tej rzeczy nie możesz być szczęśliwy, gdyż nakreśliłeś znak równości pomiędzy doznaną przyjemnością a szczęściem. Ruch wahadła w jedną stronę nieuchronnie pociąga za sobą ruch w przeciwną. Miłość i wolność można znaleźć tylko wtedy, kiedy człowiek potrafi cieszyć się każdą nową chwilą, która nadchodzi, i następnie gdy pozwala jej odejść, by móc być w pełni otwartym na przychodzącą rzeczywistość. Psychologowie mówią nam, jak ważne jest poczucie przynależności. Gadanie! Dlaczego miałbyś chcieć przynależeć do kogokolwiek? Czysty absurd.
Spójrz na całą sprawę w następujący sposób: postrzegasz osoby i rzeczy nie takimi, jakimi one naprawdę są, ale takimi, jakimi ty je uczyniłeś. Jeśli chcesz zobaczyć, jakie one są naprawdę, to musisz się przyjrzeć Twoim lękom, zrodzonym przez te wyobrażenia. Dzieje się tak dlatego, że kiedy patrzysz na życie, twoje przywiązania i lęki decydują o tym, co dostrzeżesz, a co umknie twojej uwadze. To one kierują twoją uwagą niezależnie od tego, co dostrzegłeś. Tutaj właśnie rodzą się twoje przekonania: ustalony, przez wewnętrzny system wartości sposób patrzenia na rzeczywistość, która wcale nie jest ustalona ani niezmienna, ale podlega ciągłemu ruchowi i zmianom. Tak więc świat, który masz przed oczyma i który kochasz, wcale nie jest prawdziwy, ale jest to świat stworzony przez twój umysł. Zwykle chcemy, by dla naszego dobrego samopoczucia zmienił się ktoś inny. Ale czy nigdy nie pomyśleliście, co by się stało, gdyby rzeczywiście twój partner się zmienił? Ty jesteś tym, który ma się zmieniać, który musi zażyć lekarstwa. Twierdzisz: "Czuję się dobrze, bo świat jest w porządku." Nieprawda. Świat jest w porządku, ponieważ Ty czujesz się dobrze :)
Przyjrzyj się z pewnego dystansu swoim przywiązaniem i zobacz fałszywość takiej drogi. Po prostu zauważ swoje przywiązanie i odrzuć je. Jeśli nauczysz się cenić zapach tysiąca kwiatów, nie przywiążesz się kurczowo do jednego i nie będziesz cierpiał, jeśli go nie dostaniesz. Jeśli masz tysiąc ulubionych przysmaków, utrata jednego nie zostanie nawet zauważona i nie naruszy twego dobrego samopoczucia. To właśnie twoje przywiązania uniemożliwiają ci szerszy, bardziej zróżnicowany rozwój rozumienia i smakowania tego co dostajesz od życia.
UMYSŁ
"Tylko ofiary pytają wciąż: „dlaczego?!”. Spokoju należy szukać
w akceptacji faktu, iż w każdym zdarzeniu kryje się „boska doskonałość”, lekcja dla Ciebie." C. Tipping
Często ludzie lubią się poczuć w jakiś sposób lepsi do innych. W związku z tym chętnie obudowujemy nasze życie różnymi rzeczami: edukacją, pieniędzmi, religią, filozofią, praktyką zen, tao, czymkolwiek. Powodem, dla którego ludzie lubią zasady, plany i religie jest fakt, iż dają one ludziom chwilowe poczucie bezpieczeństwa. Jedynym sposobem zrozumienia jest nie wiedzieć. Wtedy nie zostaje w nas nic czym moglibyśmy być przygnieceni i zagubieni. Z jednej strony budujemy przecież to wszystko, żeby móc się czegoś trzymać - tymczasem z drugiej te podtrzymujące idee trzymają nas w szachu. Stajemy się więźniami. Medytując mając konkretny cel przenosisz się z jednego więzienia do drugiego. Stajesz się więźniem subtelnej postawy, która mówi że wchodząc w duchowość, zmieniając się wewnętrznie wchodzisz na właściwą drogę.
Pozornie mamy wrażenie, że wszystko jest dobrze, że jesteśmy pobożni lub wyzwoleni, że robimy rzecz, która jest ponad przeciętność. Ci inni paskudni ludzie piją, jedzą, uprawiają seks, liczą pieniądze, a ja siedzę i medytuję - a więc jestem w porządku. To bardzo niebezpieczne myślenie, bardzo niebezpieczny sen. Ten sen z pieniędzmi i całą resztą nie jest aż tak niebezpieczny, bo łatwo się z niego obudzić. Ale ten sen o praktyce, o oświeceniu, o specjalnych energiach, o byciu na drodze do oświecenia to jest dopiero demoniczny sen. To się do nas przykleja i dużo trudniej jest zmyć to z siebie. Z jednej strony to cudowna rzecz, to coś nieocenionego, "jestem osobą zaangażowaną w duchowość, a więc jestem lepszy". Jest taki kącik w naszym umyśle, który potrzebuje jakiejś kariery, nawet tej wewnętrznej. Pojawiają się pieniądze umysłu. Tyle, że to kolejna iluzja. Ci którzy sztywno przestrzegają zasad pobożności, starają się jak mogą. Dla nich obserwowanie, jak świat pogrąża się w pozornym chaosie jest przerażające dopóki nie uświadomią sobie , że chaos sam w sobie jest Bogiem w jego nieskończonej inteligencji. Sądzą że wszystko jest lepsze, wtedy kiedy zostanie zamknięte w koherentnej strukturze.
A gdzie są korzenie ludzkiego strachu? Zgadnij! Umysł. Nadal umysł. Jakikolwiek problem pojawia się na tym świecie, także ten naprawdę wielki, jeśli się mu przyjrzysz, zaczniesz analizować i sprawdzać, gdzie to się zaczęło, skąd się to wzięło - zawsze skończysz w umyśle. Umysł jest tak potężny, że mógłby unieść wyimaginowaną pieść, uderzyć nią w mur i wierzyć, że to naprawdę Twoja pięść. Jeśli do tego dojdzie zacznij wątpić w to że siedzący w Tobie terrorysta jest Tobą. Nie ważne od czego zaczniesz to kwestionować. Zadawaj dobre pytania: czy to że „ja jestem taki – czy to prawda?”, czy "on jest niewdzięczny – czy to prawda?” Wola Boga i twoja wola to jedno i to samo. Bez znaczenia czy jesteś tego świadomy czy nie. Te rzeczy, które uważamy za najstraszniejsze w rzeczywistości uczą nas najwięcej. Zawsze dostajemy to, co jest nam potrzebne, a nie to co myślimy że jest nam potrzebne.
Świat stworzony przez umysł można unicestwić tak by wrócił tam, skąd przyszedł. Jak? Stawiając odpowiednie pytania i szukając głębokiej odpowiedzi, nie płynącej już z umysłu, ze słów wypowiadanych przez umysł ale wypływające z samej głębi siebie.
1. Zapytaj siebie czy to o czym mówi umysł to prawda, absolutnie niepodważalna czy tylko pewne wyobrażenie, historyjka na ten temat. Odrzuć pierwsze, automatyczne i wychodzące z umysłu odpowiedzi. Szukaj głębiej. Coraz głębiej. Aż znajdziesz prawdę w sobie.
2. Jak się czujesz myśląc w dotychczasowy sposób, bez kontestowania tego co umysł wytworzył?
3. Gdzie w Tobie jest to uczucie, w jaki sposób Cię prześladuje?
4. Teraz po prostu odrzuć ten sposób myślenia i sprawdź kim byłabyś bez tej pierwotnej, niszczącej Cię myśli. Jakie to uczucie? Co czujesz?
5. Znajdź co najmniej trzy dowody na to, że myśl przeciwna myśli w którą wierzyłaś, tej która pozornie wydawała się prawdziwa są jeszcze bardziej prawdziwe niż ona sama. Najprawdopodobniej znajdziesz ich znacznie więcej niż trzy.
6. Porównaj je z pierwotną, nieszczącą Cię myślą. Zauważ, że dzięki temu ćwiczeniu przestała sprawiać wrażenie prawdziwej.
To zdumiewające jak to działa. Jesteś wolna. Możesz czuć radość, która jest Twoją pierwotną naturą.
Dzięki temu procesowi odkryjesz, że jesteś uwolniona z okowów umysłu, uwalniasz się z jego kontroli. Możesz zakochać się w tym, co niepoznane. A ponieważ przestaniesz wtedy wierzyć umysłowi, w myśli, nawet umysł odczuje spokój, ostatecznie stając się Twoim przyjacielem.
Być może w pewnym momencie myśl podobna do tej pierwotnej powróci w zbliżonej, zmienionej formie. Zakwestionuj ją ponownie, działając wg. tej procedury.
Chcesz wiedzieć czy to zadziała? Zawsze działa. Przekonaj się.
w akceptacji faktu, iż w każdym zdarzeniu kryje się „boska doskonałość”, lekcja dla Ciebie." C. Tipping
Często ludzie lubią się poczuć w jakiś sposób lepsi do innych. W związku z tym chętnie obudowujemy nasze życie różnymi rzeczami: edukacją, pieniędzmi, religią, filozofią, praktyką zen, tao, czymkolwiek. Powodem, dla którego ludzie lubią zasady, plany i religie jest fakt, iż dają one ludziom chwilowe poczucie bezpieczeństwa. Jedynym sposobem zrozumienia jest nie wiedzieć. Wtedy nie zostaje w nas nic czym moglibyśmy być przygnieceni i zagubieni. Z jednej strony budujemy przecież to wszystko, żeby móc się czegoś trzymać - tymczasem z drugiej te podtrzymujące idee trzymają nas w szachu. Stajemy się więźniami. Medytując mając konkretny cel przenosisz się z jednego więzienia do drugiego. Stajesz się więźniem subtelnej postawy, która mówi że wchodząc w duchowość, zmieniając się wewnętrznie wchodzisz na właściwą drogę.
Pozornie mamy wrażenie, że wszystko jest dobrze, że jesteśmy pobożni lub wyzwoleni, że robimy rzecz, która jest ponad przeciętność. Ci inni paskudni ludzie piją, jedzą, uprawiają seks, liczą pieniądze, a ja siedzę i medytuję - a więc jestem w porządku. To bardzo niebezpieczne myślenie, bardzo niebezpieczny sen. Ten sen z pieniędzmi i całą resztą nie jest aż tak niebezpieczny, bo łatwo się z niego obudzić. Ale ten sen o praktyce, o oświeceniu, o specjalnych energiach, o byciu na drodze do oświecenia to jest dopiero demoniczny sen. To się do nas przykleja i dużo trudniej jest zmyć to z siebie. Z jednej strony to cudowna rzecz, to coś nieocenionego, "jestem osobą zaangażowaną w duchowość, a więc jestem lepszy". Jest taki kącik w naszym umyśle, który potrzebuje jakiejś kariery, nawet tej wewnętrznej. Pojawiają się pieniądze umysłu. Tyle, że to kolejna iluzja. Ci którzy sztywno przestrzegają zasad pobożności, starają się jak mogą. Dla nich obserwowanie, jak świat pogrąża się w pozornym chaosie jest przerażające dopóki nie uświadomią sobie , że chaos sam w sobie jest Bogiem w jego nieskończonej inteligencji. Sądzą że wszystko jest lepsze, wtedy kiedy zostanie zamknięte w koherentnej strukturze.
A gdzie są korzenie ludzkiego strachu? Zgadnij! Umysł. Nadal umysł. Jakikolwiek problem pojawia się na tym świecie, także ten naprawdę wielki, jeśli się mu przyjrzysz, zaczniesz analizować i sprawdzać, gdzie to się zaczęło, skąd się to wzięło - zawsze skończysz w umyśle. Umysł jest tak potężny, że mógłby unieść wyimaginowaną pieść, uderzyć nią w mur i wierzyć, że to naprawdę Twoja pięść. Jeśli do tego dojdzie zacznij wątpić w to że siedzący w Tobie terrorysta jest Tobą. Nie ważne od czego zaczniesz to kwestionować. Zadawaj dobre pytania: czy to że „ja jestem taki – czy to prawda?”, czy "on jest niewdzięczny – czy to prawda?” Wola Boga i twoja wola to jedno i to samo. Bez znaczenia czy jesteś tego świadomy czy nie. Te rzeczy, które uważamy za najstraszniejsze w rzeczywistości uczą nas najwięcej. Zawsze dostajemy to, co jest nam potrzebne, a nie to co myślimy że jest nam potrzebne.
Świat stworzony przez umysł można unicestwić tak by wrócił tam, skąd przyszedł. Jak? Stawiając odpowiednie pytania i szukając głębokiej odpowiedzi, nie płynącej już z umysłu, ze słów wypowiadanych przez umysł ale wypływające z samej głębi siebie.
1. Zapytaj siebie czy to o czym mówi umysł to prawda, absolutnie niepodważalna czy tylko pewne wyobrażenie, historyjka na ten temat. Odrzuć pierwsze, automatyczne i wychodzące z umysłu odpowiedzi. Szukaj głębiej. Coraz głębiej. Aż znajdziesz prawdę w sobie.
2. Jak się czujesz myśląc w dotychczasowy sposób, bez kontestowania tego co umysł wytworzył?
3. Gdzie w Tobie jest to uczucie, w jaki sposób Cię prześladuje?
4. Teraz po prostu odrzuć ten sposób myślenia i sprawdź kim byłabyś bez tej pierwotnej, niszczącej Cię myśli. Jakie to uczucie? Co czujesz?
5. Znajdź co najmniej trzy dowody na to, że myśl przeciwna myśli w którą wierzyłaś, tej która pozornie wydawała się prawdziwa są jeszcze bardziej prawdziwe niż ona sama. Najprawdopodobniej znajdziesz ich znacznie więcej niż trzy.
6. Porównaj je z pierwotną, nieszczącą Cię myślą. Zauważ, że dzięki temu ćwiczeniu przestała sprawiać wrażenie prawdziwej.
To zdumiewające jak to działa. Jesteś wolna. Możesz czuć radość, która jest Twoją pierwotną naturą.
Dzięki temu procesowi odkryjesz, że jesteś uwolniona z okowów umysłu, uwalniasz się z jego kontroli. Możesz zakochać się w tym, co niepoznane. A ponieważ przestaniesz wtedy wierzyć umysłowi, w myśli, nawet umysł odczuje spokój, ostatecznie stając się Twoim przyjacielem.
Być może w pewnym momencie myśl podobna do tej pierwotnej powróci w zbliżonej, zmienionej formie. Zakwestionuj ją ponownie, działając wg. tej procedury.
Chcesz wiedzieć czy to zadziała? Zawsze działa. Przekonaj się.
niedziela, 27 września 2009
OŚWIECENIE
“Nie umiem wyobrazić sobie Boga nagradzającego i karzącego tych, których stworzył, a którego cele są wzorowane na naszych własnych – krótko mówiąc, Boga, który jest jedynie odbiciem ludzkich słabości.” A.Einstein
Ludzie myślą, że aby uzyskać wolność, muszą doświadczyć oświecenia, lecz nikt nie wie czym ono jest. Owszem, słowo to pojawia się w świętych pismach, owszem, ten guru czy tamten lama twierdzi że jest oświecony, lecz to tylko pojęcie, opowieść o przeszłości. Oświecenie mogło by istnieć jedynie w chwili teraźniejszej. Czy wierzysz w myśl, która wywołuje w Tobie napięcie? Jeśli tak to jesteś zagubiona. Czy zdajesz sobie sprawę że ta myśl nie jest prawdziwa? Jeśli tak to jesteś oświecony. To takie proste.
Ludzie starają się uwolnić od swoich myśli. Przypomina to sytuacje, w której ludzie uciekają od świata na pustynie, ale zabierając ze sobą w myślach cały świat, wszystko co kiedykolwiek doświadczyli. To nie działa. Myśli nie są bardziej indywidualne niż program telewizyjny, który wszyscy oglądają. Na całym świecie, w każdej kulturze ludzie cierpią ponieważ wierzą w podobne, wywołujące ból stwierdzenia typu „matka mnie nie kocha”, „nie jestem wystarczająco dobra”, „mąż powinien mnie rozumieć”, „żona nie miała prawa ode mnie odejść”, „należy ocalić świat”.
Niestety, nic nie możemy poradzić na to, że wierzymy swoim myślom, dopóki nie zaczniemy ich podważać, obserwować zamiast się z nimi identyfikować. Właśnie tak to działa.
Umiłuj świat jako Siebie. Wówczas wszystkie rzeczy będą dla Ciebie ważne. Papierkiem lakmusowym pozwalającym sprawdzić, czy urzeczywistniliśmy siebie jest nieustające poczucie wdzięczności. To całkowita akceptacja i jednocześnie pochłanianie siebie, które w tej chwili zostaje odzwierciedlone w centralnym punkcie, przypominającym syntezę, połączeni. Kiedy źródłem Twojego życia staje się ta wdzięczność to znak, że wróciłaś do domu.
Ludzie myślą, że aby uzyskać wolność, muszą doświadczyć oświecenia, lecz nikt nie wie czym ono jest. Owszem, słowo to pojawia się w świętych pismach, owszem, ten guru czy tamten lama twierdzi że jest oświecony, lecz to tylko pojęcie, opowieść o przeszłości. Oświecenie mogło by istnieć jedynie w chwili teraźniejszej. Czy wierzysz w myśl, która wywołuje w Tobie napięcie? Jeśli tak to jesteś zagubiona. Czy zdajesz sobie sprawę że ta myśl nie jest prawdziwa? Jeśli tak to jesteś oświecony. To takie proste.
Ludzie starają się uwolnić od swoich myśli. Przypomina to sytuacje, w której ludzie uciekają od świata na pustynie, ale zabierając ze sobą w myślach cały świat, wszystko co kiedykolwiek doświadczyli. To nie działa. Myśli nie są bardziej indywidualne niż program telewizyjny, który wszyscy oglądają. Na całym świecie, w każdej kulturze ludzie cierpią ponieważ wierzą w podobne, wywołujące ból stwierdzenia typu „matka mnie nie kocha”, „nie jestem wystarczająco dobra”, „mąż powinien mnie rozumieć”, „żona nie miała prawa ode mnie odejść”, „należy ocalić świat”.
Niestety, nic nie możemy poradzić na to, że wierzymy swoim myślom, dopóki nie zaczniemy ich podważać, obserwować zamiast się z nimi identyfikować. Właśnie tak to działa.
Umiłuj świat jako Siebie. Wówczas wszystkie rzeczy będą dla Ciebie ważne. Papierkiem lakmusowym pozwalającym sprawdzić, czy urzeczywistniliśmy siebie jest nieustające poczucie wdzięczności. To całkowita akceptacja i jednocześnie pochłanianie siebie, które w tej chwili zostaje odzwierciedlone w centralnym punkcie, przypominającym syntezę, połączeni. Kiedy źródłem Twojego życia staje się ta wdzięczność to znak, że wróciłaś do domu.
sobota, 26 września 2009
ŻYJ ZAMIAST SZUKAĆ ŻYCIA
"Przepraszam panią - rzekła jedna morska ryba do drugiej - jest pani starsza ode mnie i bardziej doświadczona, pewnie będzie mi pani mogła dopomóc. Proszę mi powiedzieć, gdzie mogę znaleźć to, co nazywają oceanem? Szukałam już wszędzie - bez rezultatu. - Oceanem jest miejsce, gdzie teraz pływasz - odpowiedziała stara ryba. - To? Przecież to tylko woda... A ja szukam oceanu! - odparła rozczarowana młoda ryba odpływając, by szukać gdzie indziej." A.D.Mello
Jest pewna chrześcijańska idea, którą można określić mianem koncepcji, w której kiedy robimy coś dla innych nie musimy być szczęśliwi sami. Jak masz cieszyć się życiem i pomagać innym, gdy stale czujesz się winny, stale chodzisz do kościoła, by spowiadać się ze swych złych uczynków? Źle zrobiłem, źle, źle… całe życie wydaje ci się składać z grzechów. Instytucja spowiedzi powstała ponad 1100 lat po śmierci Chrystusa, dodatkowo nigdzie w Nowym Testamencie nie znajdziesz informacji o konieczności tworzenia jakiejkolwiek instytucji katolickiej. Kto dał kapłanom prawo do rozgrzeszania i oceny innych w imię Boga? To czysta iluzja, że jakikolwiek człowiek może kogokolwiek rozgrzeszyć. Pierwszy Papież był mianowany w IV wieku a Rzym stał się miejscem jego urzędowania jedynie dlatego, że tam było ówczesne "urzędowe" centrum cywilizacji. Stąd była potrzeba sformalizowania także religijności, aby cała władza nad ludzkością znalazła w jednym miejscu. Formuła istnienia grzechu, mimo śmierci Zbawiciela, który odkupił ludzkość za wszystko z przeszłości i przyszłości to w istocie pogląd, który pozwala wygodnie manipulować społeczeństwem.
Natomiast jeżeli Ty chcesz kochać świat, zbawiać go i karmić, to wspaniale. Lecz najpierw pokochaj i nakarm siebie.
Koncepcje oparte na duchowości Wschodu są w opozycji do idei typu nieszczęśliwy pomaga nieszczęśliwym i jest to coś, do czego pomału dochodzą nurty współczesnej filozofii i psychologii. Nie musisz nadstawiać drugiego policzka, możesz robić coś co da radość, bez poczucia winy, działać celowo i efektywnie. Jeśli twój umysł za swoją naturalną drogę uznaje cierpienie skupiasz się na koncepcji winy, kary i nagrody po śmierci. Dobre uczynki dają automatycznie szczęście temu kto je wykonuje, co więcej przynoszenie szczęścia innym daje własne poczucie radości i spełnienia. Nie jest to ograniczone przez formy dualizmu. Jeden ze starożytnych filozofów twierdził, że całe dobro, które wykonujemy jest egoistyczne. Dziś jego pogląd nazywa się „Błędem Hedrona”. Wynika to z faktu, iż wtedy, kiedy odczuwamy głód lub pragnienie to myślimy o jego zaspokojeniu a nie o dobrym samopoczuciu. Jeśli jakaś cześć naszego ego myśli, że otrzyma za to jakąś nagrodę, choćby przez to, że dostaniesz od świata to co mu dajesz ma to zdecydowanie drugorzędne znaczenie. Ciesz się z dobrych uczuć, które masz w sobie robiąc coś dla innych. Jakiekolwiek poglądy na temat tego, co robić a czego nie robić nie są potrzebne. W takim podejściu jest za mało wolności i prawdziwej radości. W życiu chodzi nie o to, aby mieć wszystko, czego się pragnie, ale o to, aby pragnąć wszystkiego, co się ma. Najdonioślejsze stwierdzenia na temat życia na ogół są intuicyjne. Wiesz, że są prawda, zanim jeszcze rozumiesz, jak i dlaczego. Są wynikiem głębokiego wglądu, który wykracza poza dowody, logikę, rozum. Każde zdarzenie w życiu jest cudem, jak samo życie. Życie ma za zadanie dostarczyć duszy idealnych narzędzi, idealnych okoliczności, idealnych warunków, do urzeczywistniania i doświadczania, ogłaszania i obwieszczania, objawiania i spełniania twej prawdziwej istoty. Toteż nie osądzaj ani nie potępiaj. Odrzucaj etykietki wszędzie tam gdzie są. Żyj poprzez doświadczenie.
Twoje życie jest zbyt krótkie i zbyt cenne aby stać się kopią czy naśladowcą. Oczywiście, możesz je spędzić ucząc się na pamięć wersetów biblijnych czy sutr. Ale tak naprawdę zostaw to co pomyśleli i napisali wcześniej inni. Zostaw wygrywanie i przegrywanie, po porostu odnajdź swoją pierwotną radość. Szczęście jest chwilowe a radość jest na zawsze. Lepiej być Panem siebie niż panem całego świata. Ten kto osiągnie radość stanie się źródłem inspiracji dla innych ludzi. Czegokolwiek dotkniesz stanie się złotem. Zwykłe kamyki w Twojej ręce przeobrażą się w diamenty a ludzie dotknięci przez Ciebie nie będą już zwykłymi ludźmi.
Karol Marks i jego naśladowcy twierdzili, że religia a w zasadzie duchowość to opium dla ludu. To zdecydowanie błędny pogląd ponieważ było to pigułką nasenną dla marksistów. Rzeczywiste doświadczenie pokazuje, że opium daje takiego kopa, że trudno uwierzyć. Karol Marks prawdopodobnie nie wiedział nawet jak ono działa. Ale tak jest z większością tak zwanych prawd powszechnych, uznawanych za społeczeństwo za pewnik. Ludzie nie mających pewnych doświadczeń wiedzą zwykle lepiej "jak to jest" od tych co je mieli :)
Zachodnia cywilizacja unika prawd związanych z prawdziwą naturą istnienia. Ważne jest to aby żyć komfortowo i przyjemnie, w świecie iluzji. Unika się tematów choroby, starości i śmierci czyli tego co kluczowe i ostateczne. Kiedy Bóg chce Ci zrobić podarunek, zawsze opakowuje go w kłopot. Im większy podarunek otrzymujesz, tym większym kłopotem Bóg go maskuje.
Pewna iluzja dotycząca pozycji społecznej, władzy, posiadania wiedzy czy też uznania w oczach innych popularności czy finansowego spełniania, tytułów naukowych, daje pozory prawdziwego życia. Buduje pozornie prawdziwy obraz tego, co jest ważne. Ludzie tracą czas usiłując znaleźć szczęście tam, gdzie nigdy znaleźć go nie można. Są jednak cztery pośrednie cierpienia, które dharma od ponad dwóch tysięcy lat ściśle definiuje. Cierpienie tego, że a) nie ma się do czego się dąży lub się pragnie, b) lęk przed utratą tego co się ma, c) cierpienie związane z tym, że dostaje się to czego się nie lubi oraz d) cierpienie związane z tym, że nie dostaje się tego co się lubi. Zauważ jak to po wielu latach jest nadal superaktualne.
Aleksander Macedoński, który jako jedyny w historii władał praktycznie całym światem, ostatecznie kazał się pochować w pustymi rękami, aby pokazać ludziom, że bogactwo, władza, prestiż i szacunek nie mają żadnego realnego znaczenia. Uznał ostatecznie, że zmarnował swój czas na to, aby cieszyć się życiem, nigdy nie będąc w pełni szczęśliwy ani spełniony mimo iż był prawdziwym numerem jeden tamtych czasów. Cesarzem świata. Niestety, taka dokładnie jest natura ludzkiego umysłu. Twoje potrzeby powstają wtedy, kiedy wydaje ci się, że istnieje coś na zewnątrz Ciebie, czego nie posiadasz, a co twoim zdaniem jest konieczne dla twojego szczęścia.
Ciekawa jest powszechnie akceptowana koncepcja, że ludzie oddają cześć Bogom, z którymi tak naprawdę nie potrafiliby w rzeczywistym świecie egzystować. Jestem przekonany, że gdyby Chrystus zstąpił powtórnie na ziemie ludzie bardzo szybko doszli by do wniosku, że nie spełnia ich oczekiwań religijnych. Prawdopodobnie nie trzymałby się nauk tzw. Pisma Świętego, zadawał by się z niewłaściwymi ludźmi i tak dla hierarchów kościoła jak i dla fundamentalistów dosyć szybko stałby się wrogiem. Ludzie zbyt są przywiązaniu do prawd upatrujących jedynej słusznej wersji w Pismach napisanych przez ludzi, a zwanymi przez innych Świętymi.
Podobnie Allach. Jestem pewien, że robiąc to co kiedyś robił na pewno siedział by w więzieniu. Nie wiem także czy z Bogiem ze Starego Testamentu chciałbyś zamieszkać w jednym domu. Jeśli ktoś nie nadaje się na Twojego sąsiada z pewnością nie powinieneś traktować go jako swojego Boga. Rozumiem, że mahometanie chcą mieć jak najwięcej dzieci aby móc toczyć święte wojny a chrześcijanie aby miał kto utrzymywać hierarchię kościelną, ale nie zgadzam się z takim postawieniem sprawy. Nam powinno zależeć przede wszystkim na jakości a nie ilości. Zresztą nigdzie w Pismach nie sprecyzowano, że do modlitwy potrzebni są duchowni, wspólnota religijna czy księża. To koncepcje czysto ludzkie. Do Boga można i warto się modlić bez żadnych pośredników. Zauważ że religia jest kompletnym i sprawdzonym biznesowo systemem, opartym na zarządzaniu i logistyce, najczęściej nie mającym w istocie zbyt wiele wspólnego z prawdziwą duchowością.
Jeśli do szczęścia potrzebne ci jest zaistnienie określonego wyniku, to jest to uzależnienie. Jeśli po prostu życzysz sobie określonego wyniku, to jest to upodobanie. Jeśli zaś nie masz upodobań w tym względzie, to jest to akceptacja.
Jest pewna chrześcijańska idea, którą można określić mianem koncepcji, w której kiedy robimy coś dla innych nie musimy być szczęśliwi sami. Jak masz cieszyć się życiem i pomagać innym, gdy stale czujesz się winny, stale chodzisz do kościoła, by spowiadać się ze swych złych uczynków? Źle zrobiłem, źle, źle… całe życie wydaje ci się składać z grzechów. Instytucja spowiedzi powstała ponad 1100 lat po śmierci Chrystusa, dodatkowo nigdzie w Nowym Testamencie nie znajdziesz informacji o konieczności tworzenia jakiejkolwiek instytucji katolickiej. Kto dał kapłanom prawo do rozgrzeszania i oceny innych w imię Boga? To czysta iluzja, że jakikolwiek człowiek może kogokolwiek rozgrzeszyć. Pierwszy Papież był mianowany w IV wieku a Rzym stał się miejscem jego urzędowania jedynie dlatego, że tam było ówczesne "urzędowe" centrum cywilizacji. Stąd była potrzeba sformalizowania także religijności, aby cała władza nad ludzkością znalazła w jednym miejscu. Formuła istnienia grzechu, mimo śmierci Zbawiciela, który odkupił ludzkość za wszystko z przeszłości i przyszłości to w istocie pogląd, który pozwala wygodnie manipulować społeczeństwem.
Natomiast jeżeli Ty chcesz kochać świat, zbawiać go i karmić, to wspaniale. Lecz najpierw pokochaj i nakarm siebie.
Koncepcje oparte na duchowości Wschodu są w opozycji do idei typu nieszczęśliwy pomaga nieszczęśliwym i jest to coś, do czego pomału dochodzą nurty współczesnej filozofii i psychologii. Nie musisz nadstawiać drugiego policzka, możesz robić coś co da radość, bez poczucia winy, działać celowo i efektywnie. Jeśli twój umysł za swoją naturalną drogę uznaje cierpienie skupiasz się na koncepcji winy, kary i nagrody po śmierci. Dobre uczynki dają automatycznie szczęście temu kto je wykonuje, co więcej przynoszenie szczęścia innym daje własne poczucie radości i spełnienia. Nie jest to ograniczone przez formy dualizmu. Jeden ze starożytnych filozofów twierdził, że całe dobro, które wykonujemy jest egoistyczne. Dziś jego pogląd nazywa się „Błędem Hedrona”. Wynika to z faktu, iż wtedy, kiedy odczuwamy głód lub pragnienie to myślimy o jego zaspokojeniu a nie o dobrym samopoczuciu. Jeśli jakaś cześć naszego ego myśli, że otrzyma za to jakąś nagrodę, choćby przez to, że dostaniesz od świata to co mu dajesz ma to zdecydowanie drugorzędne znaczenie. Ciesz się z dobrych uczuć, które masz w sobie robiąc coś dla innych. Jakiekolwiek poglądy na temat tego, co robić a czego nie robić nie są potrzebne. W takim podejściu jest za mało wolności i prawdziwej radości. W życiu chodzi nie o to, aby mieć wszystko, czego się pragnie, ale o to, aby pragnąć wszystkiego, co się ma. Najdonioślejsze stwierdzenia na temat życia na ogół są intuicyjne. Wiesz, że są prawda, zanim jeszcze rozumiesz, jak i dlaczego. Są wynikiem głębokiego wglądu, który wykracza poza dowody, logikę, rozum. Każde zdarzenie w życiu jest cudem, jak samo życie. Życie ma za zadanie dostarczyć duszy idealnych narzędzi, idealnych okoliczności, idealnych warunków, do urzeczywistniania i doświadczania, ogłaszania i obwieszczania, objawiania i spełniania twej prawdziwej istoty. Toteż nie osądzaj ani nie potępiaj. Odrzucaj etykietki wszędzie tam gdzie są. Żyj poprzez doświadczenie.
Twoje życie jest zbyt krótkie i zbyt cenne aby stać się kopią czy naśladowcą. Oczywiście, możesz je spędzić ucząc się na pamięć wersetów biblijnych czy sutr. Ale tak naprawdę zostaw to co pomyśleli i napisali wcześniej inni. Zostaw wygrywanie i przegrywanie, po porostu odnajdź swoją pierwotną radość. Szczęście jest chwilowe a radość jest na zawsze. Lepiej być Panem siebie niż panem całego świata. Ten kto osiągnie radość stanie się źródłem inspiracji dla innych ludzi. Czegokolwiek dotkniesz stanie się złotem. Zwykłe kamyki w Twojej ręce przeobrażą się w diamenty a ludzie dotknięci przez Ciebie nie będą już zwykłymi ludźmi.
Karol Marks i jego naśladowcy twierdzili, że religia a w zasadzie duchowość to opium dla ludu. To zdecydowanie błędny pogląd ponieważ było to pigułką nasenną dla marksistów. Rzeczywiste doświadczenie pokazuje, że opium daje takiego kopa, że trudno uwierzyć. Karol Marks prawdopodobnie nie wiedział nawet jak ono działa. Ale tak jest z większością tak zwanych prawd powszechnych, uznawanych za społeczeństwo za pewnik. Ludzie nie mających pewnych doświadczeń wiedzą zwykle lepiej "jak to jest" od tych co je mieli :)
Zachodnia cywilizacja unika prawd związanych z prawdziwą naturą istnienia. Ważne jest to aby żyć komfortowo i przyjemnie, w świecie iluzji. Unika się tematów choroby, starości i śmierci czyli tego co kluczowe i ostateczne. Kiedy Bóg chce Ci zrobić podarunek, zawsze opakowuje go w kłopot. Im większy podarunek otrzymujesz, tym większym kłopotem Bóg go maskuje.
Pewna iluzja dotycząca pozycji społecznej, władzy, posiadania wiedzy czy też uznania w oczach innych popularności czy finansowego spełniania, tytułów naukowych, daje pozory prawdziwego życia. Buduje pozornie prawdziwy obraz tego, co jest ważne. Ludzie tracą czas usiłując znaleźć szczęście tam, gdzie nigdy znaleźć go nie można. Są jednak cztery pośrednie cierpienia, które dharma od ponad dwóch tysięcy lat ściśle definiuje. Cierpienie tego, że a) nie ma się do czego się dąży lub się pragnie, b) lęk przed utratą tego co się ma, c) cierpienie związane z tym, że dostaje się to czego się nie lubi oraz d) cierpienie związane z tym, że nie dostaje się tego co się lubi. Zauważ jak to po wielu latach jest nadal superaktualne.
Aleksander Macedoński, który jako jedyny w historii władał praktycznie całym światem, ostatecznie kazał się pochować w pustymi rękami, aby pokazać ludziom, że bogactwo, władza, prestiż i szacunek nie mają żadnego realnego znaczenia. Uznał ostatecznie, że zmarnował swój czas na to, aby cieszyć się życiem, nigdy nie będąc w pełni szczęśliwy ani spełniony mimo iż był prawdziwym numerem jeden tamtych czasów. Cesarzem świata. Niestety, taka dokładnie jest natura ludzkiego umysłu. Twoje potrzeby powstają wtedy, kiedy wydaje ci się, że istnieje coś na zewnątrz Ciebie, czego nie posiadasz, a co twoim zdaniem jest konieczne dla twojego szczęścia.
Ciekawa jest powszechnie akceptowana koncepcja, że ludzie oddają cześć Bogom, z którymi tak naprawdę nie potrafiliby w rzeczywistym świecie egzystować. Jestem przekonany, że gdyby Chrystus zstąpił powtórnie na ziemie ludzie bardzo szybko doszli by do wniosku, że nie spełnia ich oczekiwań religijnych. Prawdopodobnie nie trzymałby się nauk tzw. Pisma Świętego, zadawał by się z niewłaściwymi ludźmi i tak dla hierarchów kościoła jak i dla fundamentalistów dosyć szybko stałby się wrogiem. Ludzie zbyt są przywiązaniu do prawd upatrujących jedynej słusznej wersji w Pismach napisanych przez ludzi, a zwanymi przez innych Świętymi.
Podobnie Allach. Jestem pewien, że robiąc to co kiedyś robił na pewno siedział by w więzieniu. Nie wiem także czy z Bogiem ze Starego Testamentu chciałbyś zamieszkać w jednym domu. Jeśli ktoś nie nadaje się na Twojego sąsiada z pewnością nie powinieneś traktować go jako swojego Boga. Rozumiem, że mahometanie chcą mieć jak najwięcej dzieci aby móc toczyć święte wojny a chrześcijanie aby miał kto utrzymywać hierarchię kościelną, ale nie zgadzam się z takim postawieniem sprawy. Nam powinno zależeć przede wszystkim na jakości a nie ilości. Zresztą nigdzie w Pismach nie sprecyzowano, że do modlitwy potrzebni są duchowni, wspólnota religijna czy księża. To koncepcje czysto ludzkie. Do Boga można i warto się modlić bez żadnych pośredników. Zauważ że religia jest kompletnym i sprawdzonym biznesowo systemem, opartym na zarządzaniu i logistyce, najczęściej nie mającym w istocie zbyt wiele wspólnego z prawdziwą duchowością.
Jeśli do szczęścia potrzebne ci jest zaistnienie określonego wyniku, to jest to uzależnienie. Jeśli po prostu życzysz sobie określonego wyniku, to jest to upodobanie. Jeśli zaś nie masz upodobań w tym względzie, to jest to akceptacja.
TWOJA MIŁOŚĆ
"Początkiem cierpienia jest przeświadczenie, że ktoś powinien Cię kochać. Gdybym miała wypowiedzieć modlitwę, była by ona następująca : Boże wybaw mnie od pragnienia miłości, aprobaty lub uznania. Amen." B.Katie
Człowiek, który myśli że "Powinien pokochać samego siebie", nie ma pojęcia o miłości. Miłość jest już tym, czym jesteśmy. Przekonanie, że powinnyśmy kochać samego siebie, gdy tego nie czynimy jest samooszukiwaniem. Skąd wiesz że nie powinieneś kochać siebie? Ponieważ nie darzysz siebie miłością! Jeśli w tej chwili tak właśnie jest to tak właśnie jest. Po prostu. Dogłębna prawda nie przejmuje się zbytnio różnymi koncepcjami duchowości. Miłość nie jest działaniem. Jest czymś co się ma lub czego się nie ma.
Zakochanie budzi w nas wspaniałe uczucia. Doznanie jest tak cudowne, że pragniemy zachować je na zawsze, nawiązując trwały związek z drugą osobą. Kłamstwem na temat miłości jest to, że źródłem uczucia jest ktoś inny niż my sami, że jest to ktoś "jedyny". Dojrzała miłość trwa tak długo, dopóki nie przysłonią jej myśli powodujące cierpienie. Jednak prawdziwą przyczyną szczęścia jest to że powróciłaś do samej siebie. Miłość była w Tobie cały czas, lecz została zasłonięta przez bolesne myśli.
Większość ludzi sądzi, że znalezienie miłości i uniknięcie samotności zależy od tego czy uda im się znaleźć wyjątkową osobę. Możesz jednak doświadczyć tego uczucia niezależnie od niej. Sprawdź czy to prawda wykonując następujące ćwiczenie.
1. Przypomnij sobie czym dla Ciebie jest miłość. Czym jest przeżycie miłości.
2. Zlokalizuj to doznanie siedząc nieruchomo, zamknij oczy i przypomnij sobie chwilę w której doświadczyłaś miłości.
3. Przypomnij sobie doznania, jakie pojawiły się w Twoim ciele. Być może to była chwila kiedy leżałaś w czyiś ramionach lub przyglądałaś się śpiącemu dziecku.
4. Kiedy przypomnisz sobie moment, w którym to doświadczenie będzie żywe zrób coś czego nie robiłaś do tej pory. Skieruj uwagę do własnego wnętrza i ożyw tamte doznania. Zamiast koncentrować się na osobie, która według Ciebie była źródłem doznania miłość zwróć uwagę na to, co działo się w Twoim wnętrzu, o tym to odczuwałaś.
5. Przeżywaj tak długo to doznanie, aby go najlepiej poznać. Opisz je sobie kilkoma słowami. Pomyśl czego trzeba aby ponownie go doświadczyć. Teraz i później.
Robiąc to ćwiczenie odkryjesz bardzo interesującą prawdę na temat siebie.
Kiedy zaczniesz obserwować i kwestionować swój sposób myślenia wreszcie odkryjesz, że jedyną rzeczą która powstrzymuje Cię od stania się miłością są stresujące myśli. Kiedy zaczniesz spisywać je na kartce, dokładnie w sposób, w jaki masz je w głowie i przeczytasz to sobie nawet po kilku minutach wtedy okaże się, że praktycznie wszystkie one są kompletnie absurdalne. Czy nadal chcesz wierzyć w szaleństwo, które nie jest prawdziwą Tobą, a w istocie używa Cię jako narzędzie? To przecież nonsens! Możesz przestać wierzyć swoim myślom. To jedyny skuteczny sposób. Znajdź dystans do tego huraganu jaki nosisz w swojej głowie. Możesz medytować albo po prostu zadać sobie mądre pytania, które udowodnią Ci bezsens tego, co nosisz w swojej głowie.
Często wykorzystujemy swoje piękno, inteligencje i urok, aby skłonić drugą osobą aby się z nami związała. Kiedy próbuje ona wydostać się z klatki, w której chcemy ją zamknąć często wpadamy we wściekłość. Takie postępowanie to nie jest troska, zupełnie nie na tym polega miłość. Chcę aby mój partner pragnął tego, na co sam ma ochotę. Ma prawo do własnego wyboru, do własnego życia. Jeśli robi to, a ja to akceptuje to go kocham prawdziwie. Nie odczuwam wtedy bólu, który pojawiłby się kiedy zacząłbym walczyć z rzeczywistością taką jaką ona jest.
W jaki sposób okazujesz miłość samemu sobie? Po pierwsze nie szukając aprobaty z zewnątrz. Pragnę, aby ludzie myśleli w taki sposób jaki myślą. Na tym polega miłość - miłość niczego nie zmienia. Jest akceptująca.
Miłość jest możliwa tylko wtedy, gdy Twój płomień płonie. Miłość jest światłem a nienawiść ciemnością. Jeśli wewnątrz panują ciemności jak możesz próbować dać światło innym?
"Żyj w radości, w miłości, nawet wśród tych którzy nienawidzą" G.Budda.
Wszystko czego potrzebujesz już masz. Skąd wiem, że nie potrzebujesz czegoś co uważasz za potrzebne? To oczywiste, ponieważ tego nie masz. Nie dzieje się nic okropnego z wyjątkiem naszych niezakwestionowanych myśli o tym, co widzimy. Uwolnij się od nich, znajdź dystans. To tylko iluzja i sztuczki umysłu. Odzyskaj wolność poprzez odrzucenie dyktatury myśli. Miłość nie odwraca się od delikatnego tchnienia, ziarenka piasku ani odrobiny pyłu. Ogrania samą siebie, rozkoszuje się afirmacją poprzez obecność w każdy możliwy sposób. Bez żadnych granic. Jest tak rozległa, że nie można się jej oprzeć. Można się nią jedynie stać.
Człowiek, który myśli że "Powinien pokochać samego siebie", nie ma pojęcia o miłości. Miłość jest już tym, czym jesteśmy. Przekonanie, że powinnyśmy kochać samego siebie, gdy tego nie czynimy jest samooszukiwaniem. Skąd wiesz że nie powinieneś kochać siebie? Ponieważ nie darzysz siebie miłością! Jeśli w tej chwili tak właśnie jest to tak właśnie jest. Po prostu. Dogłębna prawda nie przejmuje się zbytnio różnymi koncepcjami duchowości. Miłość nie jest działaniem. Jest czymś co się ma lub czego się nie ma.
Zakochanie budzi w nas wspaniałe uczucia. Doznanie jest tak cudowne, że pragniemy zachować je na zawsze, nawiązując trwały związek z drugą osobą. Kłamstwem na temat miłości jest to, że źródłem uczucia jest ktoś inny niż my sami, że jest to ktoś "jedyny". Dojrzała miłość trwa tak długo, dopóki nie przysłonią jej myśli powodujące cierpienie. Jednak prawdziwą przyczyną szczęścia jest to że powróciłaś do samej siebie. Miłość była w Tobie cały czas, lecz została zasłonięta przez bolesne myśli.
Większość ludzi sądzi, że znalezienie miłości i uniknięcie samotności zależy od tego czy uda im się znaleźć wyjątkową osobę. Możesz jednak doświadczyć tego uczucia niezależnie od niej. Sprawdź czy to prawda wykonując następujące ćwiczenie.
1. Przypomnij sobie czym dla Ciebie jest miłość. Czym jest przeżycie miłości.
2. Zlokalizuj to doznanie siedząc nieruchomo, zamknij oczy i przypomnij sobie chwilę w której doświadczyłaś miłości.
3. Przypomnij sobie doznania, jakie pojawiły się w Twoim ciele. Być może to była chwila kiedy leżałaś w czyiś ramionach lub przyglądałaś się śpiącemu dziecku.
4. Kiedy przypomnisz sobie moment, w którym to doświadczenie będzie żywe zrób coś czego nie robiłaś do tej pory. Skieruj uwagę do własnego wnętrza i ożyw tamte doznania. Zamiast koncentrować się na osobie, która według Ciebie była źródłem doznania miłość zwróć uwagę na to, co działo się w Twoim wnętrzu, o tym to odczuwałaś.
5. Przeżywaj tak długo to doznanie, aby go najlepiej poznać. Opisz je sobie kilkoma słowami. Pomyśl czego trzeba aby ponownie go doświadczyć. Teraz i później.
Robiąc to ćwiczenie odkryjesz bardzo interesującą prawdę na temat siebie.
Kiedy zaczniesz obserwować i kwestionować swój sposób myślenia wreszcie odkryjesz, że jedyną rzeczą która powstrzymuje Cię od stania się miłością są stresujące myśli. Kiedy zaczniesz spisywać je na kartce, dokładnie w sposób, w jaki masz je w głowie i przeczytasz to sobie nawet po kilku minutach wtedy okaże się, że praktycznie wszystkie one są kompletnie absurdalne. Czy nadal chcesz wierzyć w szaleństwo, które nie jest prawdziwą Tobą, a w istocie używa Cię jako narzędzie? To przecież nonsens! Możesz przestać wierzyć swoim myślom. To jedyny skuteczny sposób. Znajdź dystans do tego huraganu jaki nosisz w swojej głowie. Możesz medytować albo po prostu zadać sobie mądre pytania, które udowodnią Ci bezsens tego, co nosisz w swojej głowie.
Często wykorzystujemy swoje piękno, inteligencje i urok, aby skłonić drugą osobą aby się z nami związała. Kiedy próbuje ona wydostać się z klatki, w której chcemy ją zamknąć często wpadamy we wściekłość. Takie postępowanie to nie jest troska, zupełnie nie na tym polega miłość. Chcę aby mój partner pragnął tego, na co sam ma ochotę. Ma prawo do własnego wyboru, do własnego życia. Jeśli robi to, a ja to akceptuje to go kocham prawdziwie. Nie odczuwam wtedy bólu, który pojawiłby się kiedy zacząłbym walczyć z rzeczywistością taką jaką ona jest.
W jaki sposób okazujesz miłość samemu sobie? Po pierwsze nie szukając aprobaty z zewnątrz. Pragnę, aby ludzie myśleli w taki sposób jaki myślą. Na tym polega miłość - miłość niczego nie zmienia. Jest akceptująca.
Miłość jest możliwa tylko wtedy, gdy Twój płomień płonie. Miłość jest światłem a nienawiść ciemnością. Jeśli wewnątrz panują ciemności jak możesz próbować dać światło innym?
"Żyj w radości, w miłości, nawet wśród tych którzy nienawidzą" G.Budda.
Wszystko czego potrzebujesz już masz. Skąd wiem, że nie potrzebujesz czegoś co uważasz za potrzebne? To oczywiste, ponieważ tego nie masz. Nie dzieje się nic okropnego z wyjątkiem naszych niezakwestionowanych myśli o tym, co widzimy. Uwolnij się od nich, znajdź dystans. To tylko iluzja i sztuczki umysłu. Odzyskaj wolność poprzez odrzucenie dyktatury myśli. Miłość nie odwraca się od delikatnego tchnienia, ziarenka piasku ani odrobiny pyłu. Ogrania samą siebie, rozkoszuje się afirmacją poprzez obecność w każdy możliwy sposób. Bez żadnych granic. Jest tak rozległa, że nie można się jej oprzeć. Można się nią jedynie stać.
DUCHOWOŚĆ
"Są dwie drogi, aby przeżyć życie. Jedna to żyć tak, jakby nic nie było cudem. Druga to żyć tak, jakby cudem było wszystko." A.Einstein
Prawdziwy duchowy nauczyciel niczego nie naucza w potocznym rozumieniu tego słowa. Pomoże jedynie Ci odkryć i odsłonić wymiar wewnętrznej głębi, która jest Tobą. Słowa nie są niczym więcej jak drogowskazami, prowadząc do głębi Ciebie, do przestrzeni nieskończenie rozleglejszej niż myśli. Wewnętrzna cisza i wewnętrzny spokój to esencja istnienia.
Istnieją dwa rodzaje duchowości: pierwszy polega na tym, że dobrze nam się powodzi, radzimy sobie nieźle w pracy, mamy przyjaciół i dajemy szczęście partnerowi czy partnerce, ale w pewnym wieku nagle odkrywamy, że czterdzieści lat w fabryce, niezadowolone dzieci, gderliwa żona, piękne przemówienia przy odchodzeniu na emeryturę i wreszcie skromny pochówek, nie mogą być wszystkim, co składa się na ludzkie życie. Postanawiamy wówczas, że chcemy zrobić coś więcej, stopniowo zaczynamy interesować się umysłem i rozwijać się. Jest to zdrowa postawa - coś już się nam udaje, od niczego nie uciekamy, uczymy się jedynie czegoś nowego.
Drugi rodzaj duchowości nie jest już tak zdrowy. Nic nam się nie udaje, mamy mnóstwo problemów i uciekamy od nich w jakiś dziwaczny rodzaj religijności, w którym i tak chodzi jedynie o to, żeby zapomnieć o kłopotach. To nie jest dobre, dlatego upewnijcie się, że przed niczym się nie ukrywacie, że radzicie sobie w życiu.
Częstym powodem, który inspiruje człowieka do wejścia w duchowość jest lęk. Zjawiska trwają dopóty, dopóki nie odetniemy ich od ich korzeni. Oczyszczając umysł odcinamy korzenie wszystkich trudności i problemów. Najpiękniejsza choćby fala znaczy mniej niż ocean. Najlepszym sposobem pozbycia się strachu jest życzenie wszystkim wszystkiego co najlepsze. Musisz zobaczyć, że lęk nie jest pierwotną, lecz wtórną chorobą umysłu.
Na początku istnieje podstawowa niewiedza, która sprawia, że nie jesteśmy zdolni do postrzegania przedmiotu, podmiotu i działania jako części tej samej całości. Następnie z tego podstawowego pomieszania wyłania się przywiązanie do tego, co lubimy i niechęć wobec tego, co nam nie odpowiada. A z tych uczuć wyłania się więcej uczuć. Z niewiedzy wyłania się głupia, wyłączająca duma, która nas samych wynosi ku górze, a innych poniża. Istnieje jeszcze dobra duma, która włącza - mówi ona, że wszyscy jesteśmy wspaniali. Z przywiązania wyłania się chciwość, chcemy zatrzymać to, co się nam podoba, z gniewu rodzi się zawiść, ponieważ nie chcemy aby ci, których nie lubimy, byli szczęśliwi. Kiedy te przeszkadzające uczucia już się pojawią, wówczas z ich wzajemnych kombinacji powstają kolejne kombinacje przeszkadzających uczuć. Tak naprawdę lęk wyłania się z gniewu. Po prostu ktoś, kto doświadcza lęku, częściej pozwalał sobie na luksus gromadzenia w umyśle gniewnych i niechętnych myśli. Kiedy umysł spogląda na siebie samego, skonfrontowany z własną zawartością, widzi te wszystkie straszne rzeczy i się boi.
Najlepszą metodą pozbywania się lęku jest jak największa ilość dobrych życzeń dla innych. Jeżeli będziesz to robił, to lęk nie będzie miał do ciebie dostępu.
Prawdziwy duchowy nauczyciel niczego nie naucza w potocznym rozumieniu tego słowa. Pomoże jedynie Ci odkryć i odsłonić wymiar wewnętrznej głębi, która jest Tobą. Słowa nie są niczym więcej jak drogowskazami, prowadząc do głębi Ciebie, do przestrzeni nieskończenie rozleglejszej niż myśli. Wewnętrzna cisza i wewnętrzny spokój to esencja istnienia.
Istnieją dwa rodzaje duchowości: pierwszy polega na tym, że dobrze nam się powodzi, radzimy sobie nieźle w pracy, mamy przyjaciół i dajemy szczęście partnerowi czy partnerce, ale w pewnym wieku nagle odkrywamy, że czterdzieści lat w fabryce, niezadowolone dzieci, gderliwa żona, piękne przemówienia przy odchodzeniu na emeryturę i wreszcie skromny pochówek, nie mogą być wszystkim, co składa się na ludzkie życie. Postanawiamy wówczas, że chcemy zrobić coś więcej, stopniowo zaczynamy interesować się umysłem i rozwijać się. Jest to zdrowa postawa - coś już się nam udaje, od niczego nie uciekamy, uczymy się jedynie czegoś nowego.
Drugi rodzaj duchowości nie jest już tak zdrowy. Nic nam się nie udaje, mamy mnóstwo problemów i uciekamy od nich w jakiś dziwaczny rodzaj religijności, w którym i tak chodzi jedynie o to, żeby zapomnieć o kłopotach. To nie jest dobre, dlatego upewnijcie się, że przed niczym się nie ukrywacie, że radzicie sobie w życiu.
Częstym powodem, który inspiruje człowieka do wejścia w duchowość jest lęk. Zjawiska trwają dopóty, dopóki nie odetniemy ich od ich korzeni. Oczyszczając umysł odcinamy korzenie wszystkich trudności i problemów. Najpiękniejsza choćby fala znaczy mniej niż ocean. Najlepszym sposobem pozbycia się strachu jest życzenie wszystkim wszystkiego co najlepsze. Musisz zobaczyć, że lęk nie jest pierwotną, lecz wtórną chorobą umysłu.
Na początku istnieje podstawowa niewiedza, która sprawia, że nie jesteśmy zdolni do postrzegania przedmiotu, podmiotu i działania jako części tej samej całości. Następnie z tego podstawowego pomieszania wyłania się przywiązanie do tego, co lubimy i niechęć wobec tego, co nam nie odpowiada. A z tych uczuć wyłania się więcej uczuć. Z niewiedzy wyłania się głupia, wyłączająca duma, która nas samych wynosi ku górze, a innych poniża. Istnieje jeszcze dobra duma, która włącza - mówi ona, że wszyscy jesteśmy wspaniali. Z przywiązania wyłania się chciwość, chcemy zatrzymać to, co się nam podoba, z gniewu rodzi się zawiść, ponieważ nie chcemy aby ci, których nie lubimy, byli szczęśliwi. Kiedy te przeszkadzające uczucia już się pojawią, wówczas z ich wzajemnych kombinacji powstają kolejne kombinacje przeszkadzających uczuć. Tak naprawdę lęk wyłania się z gniewu. Po prostu ktoś, kto doświadcza lęku, częściej pozwalał sobie na luksus gromadzenia w umyśle gniewnych i niechętnych myśli. Kiedy umysł spogląda na siebie samego, skonfrontowany z własną zawartością, widzi te wszystkie straszne rzeczy i się boi.
Najlepszą metodą pozbywania się lęku jest jak największa ilość dobrych życzeń dla innych. Jeżeli będziesz to robił, to lęk nie będzie miał do ciebie dostępu.
POZYTYWNE MYŚLENIE
"Jeśli dojdziesz do ładu z własnym wnętrzem, wówczas to, co zewnętrzne, samo się ułoży. Rzeczywistość pierwotna tkwi wewnątrz, a zewnętrzna jest wobec niej wtórna." E.Tolle
W pozytywnym myśleniu, tak ostatnio modnym i lansowanym medialnie w zachodniej kulturze trzeba się starać utrzymywać przyjemny stan umysłu, unikając jednocześnie rzeczy nieprzyjemnych. Ludzie starają się poprzez wiarę w moc sprawczą swoich myśli i wizualizowane pragnienia kreować rzeczywistość bawiąc się w Boga. Czy to etyczne? Czy to zgodne z ich wiarą?
Kiedy inni postrzegają Ciebie jako “złego”, nie chcą, abyś się zmieniał, gdyż pragną dalej mieć “racje”, jeśli chodzi o ocenę Ciebie. To pozwala im usprawiedliwić sposób, w jaki ciebie traktują. Toteż nie osądzaj ani nie potępiaj. Patrząc na zjawiska takimi, jakimi są zrozumiesz, że rzeczywistość jest dokładnie taka jak ma być a w pozytywnym myśleniu jedynie oszukujesz siebie poprzez umysł. A przecież to on ma być narzędziem a nie Twoim nadzorcą. Wierząc mu fundujesz sobie prawdziwe piekło i sen w śnie. Śniąc w ten sposób zapadasz w jeszcze większy sen, zamiast wreszcie się budzić. Chwytasz rzeczy, które są jedynie płytkie i powierzchowne, bez wglądu w to, jaka rzeczywistość naprawdę jest. Nie uchwycisz tego umysłem, który zamiast być jedynie narzędziem staje się chwytaniem przemijających i nietrwałych doznań pojawiających się jedynie na powierzchni.
Wiele rzeczy w życiu ma swoją wagę, lecz tylko jedna ma absolutne znaczenie. W oczach innych ma znaczenie czy odniesiesz sukces czy porażkę. Ma znaczenie czy jesteś bogata czy biedna. W istocie jest to bardzo relatywne. Dużo ważniejsze jest odnalezienie istoty kim jesteś, pod zewnętrzną formą.
Obudź się i żyj, akceptując to co jest, zamiast żyć iluzorycznie w świecie pozytywnych wyobrażeń. Stwarzając dualizm masz gwarancję nieustannej walki, cierpiąc przez huśtawkę wzlotów i upadków. Zaufać możesz jedynie czystemu poglądowi pojawiającemu się między myślami a nie samym myślom. Nie jesteś swoim umysłem, jesteś czym znacznie, znacznie głębszym. Wszystko, co dostrzegasz, stanowi odbicie ciebie. A jeśli zwierciadła życia pokazują zniekształcony obraz, to wynik twoich własnych wypaczonych myśli na swój temat. Jeśli do szczęścia potrzebne ci jest zaistnienie określonego wyniku, to jest to uzależnienie. Jeśli po prostu życzysz sobie określonego wyniku, to jest to upodobanie. Jeśli zaś nie masz upodobań w tym względzie, to jest to akceptacja.
Prawdziwa, życiowa mądrość to nie inteligencja ani osobowość. Nie ma nic wspólnego z ilorazem IQ, testami EPQ-R czy popisami oratorskimi erudyty. Co ciekawe angielskie słowo personality pochodzi od greckiego synonimu person czyli maska. Jest to pojęcie wprowadzone przez Junga, które wskazuje na sposób adaptacji do modelu kulturowego. Oznacza maskę jaką człowiek przybiera na użytek społeczny, kompromis pomiędzy jednostką a społeczeństwem, jakiej się od niego oczekuje w relacjach społecznych, rolach społecznych lub zawodowych. Persona nie jest składnikiem autentycznej osobowości, lecz powierzchnią psychiki. Persona pośredniczy między ego a światem zewnętrznym. Jeśli ego identyfikuje się z personą to jednostka znacznie lepiej uświadamia sobie rolę, jaką odgrywa, niż swe autentyczne odczucia. Wyobcowuje się ona zatem od samej siebie, a jej osobowość staje się jednostajna, bezbarwna, dwuwymiarowa. Jednostka taka staje się jedynie imitacją człowieka, odzwierciedleniem społeczeństwa, a nie autonomiczną istotą ludzką.
Właściwa postawa każe odrzucać pozytywne myślenie jako kolejną społeczną iluzję. Mądrość to najwyższy poziom rozwoju emocjonalnego, duchowego i umysłowego, na którym ceni się intuicję nie mniej niż informację, dobre chęci nie mniej niż umiejętności, a natchnienie nie mniej niż wiedzę. To tam gdzie jest najgłębsze zrozumienie wspomaga ona codzienne działania.
Prawdziwa inteligencja działa zawsze w ciszy. Tam gdzie znajdziesz bezruch pojawi się kreatywność, rozwiązanie wszystkich problemów. To mądrość sama w sobie, z której rodzi się każda forma. To właśnie spostrzeżesz, kiedy spojrzysz na świat z poziomu cichego bezruchu.
W pozytywnym myśleniu, tak ostatnio modnym i lansowanym medialnie w zachodniej kulturze trzeba się starać utrzymywać przyjemny stan umysłu, unikając jednocześnie rzeczy nieprzyjemnych. Ludzie starają się poprzez wiarę w moc sprawczą swoich myśli i wizualizowane pragnienia kreować rzeczywistość bawiąc się w Boga. Czy to etyczne? Czy to zgodne z ich wiarą?
Kiedy inni postrzegają Ciebie jako “złego”, nie chcą, abyś się zmieniał, gdyż pragną dalej mieć “racje”, jeśli chodzi o ocenę Ciebie. To pozwala im usprawiedliwić sposób, w jaki ciebie traktują. Toteż nie osądzaj ani nie potępiaj. Patrząc na zjawiska takimi, jakimi są zrozumiesz, że rzeczywistość jest dokładnie taka jak ma być a w pozytywnym myśleniu jedynie oszukujesz siebie poprzez umysł. A przecież to on ma być narzędziem a nie Twoim nadzorcą. Wierząc mu fundujesz sobie prawdziwe piekło i sen w śnie. Śniąc w ten sposób zapadasz w jeszcze większy sen, zamiast wreszcie się budzić. Chwytasz rzeczy, które są jedynie płytkie i powierzchowne, bez wglądu w to, jaka rzeczywistość naprawdę jest. Nie uchwycisz tego umysłem, który zamiast być jedynie narzędziem staje się chwytaniem przemijających i nietrwałych doznań pojawiających się jedynie na powierzchni.
Wiele rzeczy w życiu ma swoją wagę, lecz tylko jedna ma absolutne znaczenie. W oczach innych ma znaczenie czy odniesiesz sukces czy porażkę. Ma znaczenie czy jesteś bogata czy biedna. W istocie jest to bardzo relatywne. Dużo ważniejsze jest odnalezienie istoty kim jesteś, pod zewnętrzną formą.
Obudź się i żyj, akceptując to co jest, zamiast żyć iluzorycznie w świecie pozytywnych wyobrażeń. Stwarzając dualizm masz gwarancję nieustannej walki, cierpiąc przez huśtawkę wzlotów i upadków. Zaufać możesz jedynie czystemu poglądowi pojawiającemu się między myślami a nie samym myślom. Nie jesteś swoim umysłem, jesteś czym znacznie, znacznie głębszym. Wszystko, co dostrzegasz, stanowi odbicie ciebie. A jeśli zwierciadła życia pokazują zniekształcony obraz, to wynik twoich własnych wypaczonych myśli na swój temat. Jeśli do szczęścia potrzebne ci jest zaistnienie określonego wyniku, to jest to uzależnienie. Jeśli po prostu życzysz sobie określonego wyniku, to jest to upodobanie. Jeśli zaś nie masz upodobań w tym względzie, to jest to akceptacja.
Prawdziwa, życiowa mądrość to nie inteligencja ani osobowość. Nie ma nic wspólnego z ilorazem IQ, testami EPQ-R czy popisami oratorskimi erudyty. Co ciekawe angielskie słowo personality pochodzi od greckiego synonimu person czyli maska. Jest to pojęcie wprowadzone przez Junga, które wskazuje na sposób adaptacji do modelu kulturowego. Oznacza maskę jaką człowiek przybiera na użytek społeczny, kompromis pomiędzy jednostką a społeczeństwem, jakiej się od niego oczekuje w relacjach społecznych, rolach społecznych lub zawodowych. Persona nie jest składnikiem autentycznej osobowości, lecz powierzchnią psychiki. Persona pośredniczy między ego a światem zewnętrznym. Jeśli ego identyfikuje się z personą to jednostka znacznie lepiej uświadamia sobie rolę, jaką odgrywa, niż swe autentyczne odczucia. Wyobcowuje się ona zatem od samej siebie, a jej osobowość staje się jednostajna, bezbarwna, dwuwymiarowa. Jednostka taka staje się jedynie imitacją człowieka, odzwierciedleniem społeczeństwa, a nie autonomiczną istotą ludzką.
Właściwa postawa każe odrzucać pozytywne myślenie jako kolejną społeczną iluzję. Mądrość to najwyższy poziom rozwoju emocjonalnego, duchowego i umysłowego, na którym ceni się intuicję nie mniej niż informację, dobre chęci nie mniej niż umiejętności, a natchnienie nie mniej niż wiedzę. To tam gdzie jest najgłębsze zrozumienie wspomaga ona codzienne działania.
Prawdziwa inteligencja działa zawsze w ciszy. Tam gdzie znajdziesz bezruch pojawi się kreatywność, rozwiązanie wszystkich problemów. To mądrość sama w sobie, z której rodzi się każda forma. To właśnie spostrzeżesz, kiedy spojrzysz na świat z poziomu cichego bezruchu.
PODRÓŻ W CZASIE
"Najbardziej intymnym z naszych związków jest ten, który łączy nas z własnymi myślami." B. Katie.
Nie szukaj siebie w umyśle. Wtedy kiedy utożsamiasz się z nim zasilasz go własną energią, a wtedy kiedy go jedynie obserwujesz odbierasz mu ją. Będąc jego lennikiem stajesz się więźniem, stajesz pod jarzmem, które każe Ci żyć niemal wyłącznie wśród emitowanych przez umysł wspomnień lub oczekiwań. Gdybyś nawet trafiła do raju, twój umysł już po niedługim czasie powiedziałby „tak, to raj ale…”
Chyba to skądś znasz:)
Smutne że ludzkość zagubiła się w myśleniu. To co uważasz za przeszłość jest jedynie zachowanym w umyśle śladem minionej teraźniejszości. Ilekroć wspominasz, wskrzeszasz ją teraz. Przeszłość to wyimaginowanie, umysłowa projekcja. Być może nie potrafisz dostrzec, że to właśnie projekcja jest przyczyną twojego cierpienia i problemów. Składasz je na wtedy karb różnych sytuacji życiowych jednak negacja teraźniejszości powoduje, że zastępujesz stare problemy nowymi.
Gdyby jeszcze dziś uwolniono Cię od problemów i od wszystkiego co uważasz za przyczynę swojego cierpienia stwierdzisz wkrótce, że osacza Cię podobna kombinacja problemów, niby podążający za Tobą cień. Jest tylko jeden problem – umysł uwięziony w czasie. W pełni więc wykorzystuj swoje zmysły. Nie interpretuj, po prostu obserwuj i pozostaw za sobą zabójczy świat umysłowych abstrakcji.
Żyjąc w stresie jesteś tak pochłonięty podrożą w przyszłość, że teraźniejszości wyznaczasz jedynie rolę pojazdu, który ma Cię tam zawieść. Jesteś niby tu, ale wolisz być tam, przenieść się w przyszłość. I wtedy cierpisz. Po prostu porzuć to i ciesz się tym co masz, własnym istnieniem. Przestań odtrącać to co masz na rzecz tego co pragniesz, czego nie masz.
Ilekroć na coś czekasz bezwiednie wywołujesz konflikt wewnętrzny łudząc się czysto projekcyjną przyszłością, w której chciałbyś być.
Być może ktoś Ci mówi, że potrzebujesz więcej czasu aby zrozumieć przeszłość lub się od niej uwolnić. Wtedy zakładasz że przyszłość uwolni Cię w końcu od przeszłości. Obudź się. Nie uwolnisz się od pułapki czasu, mnożąc czas. Sam się przekonaj. Sekret życia polega na tym aby umrzeć zanim umrzesz – i stwierdzić że tak naprawdę śmierci nie ma.
"Myśl, że inni ludzie powinni być kimś innym niż są przypomina mówienie, że drzewo powinno być niebem" B. Katie
Nie szukaj siebie w umyśle. Wtedy kiedy utożsamiasz się z nim zasilasz go własną energią, a wtedy kiedy go jedynie obserwujesz odbierasz mu ją. Będąc jego lennikiem stajesz się więźniem, stajesz pod jarzmem, które każe Ci żyć niemal wyłącznie wśród emitowanych przez umysł wspomnień lub oczekiwań. Gdybyś nawet trafiła do raju, twój umysł już po niedługim czasie powiedziałby „tak, to raj ale…”
Chyba to skądś znasz:)
Smutne że ludzkość zagubiła się w myśleniu. To co uważasz za przeszłość jest jedynie zachowanym w umyśle śladem minionej teraźniejszości. Ilekroć wspominasz, wskrzeszasz ją teraz. Przeszłość to wyimaginowanie, umysłowa projekcja. Być może nie potrafisz dostrzec, że to właśnie projekcja jest przyczyną twojego cierpienia i problemów. Składasz je na wtedy karb różnych sytuacji życiowych jednak negacja teraźniejszości powoduje, że zastępujesz stare problemy nowymi.
Gdyby jeszcze dziś uwolniono Cię od problemów i od wszystkiego co uważasz za przyczynę swojego cierpienia stwierdzisz wkrótce, że osacza Cię podobna kombinacja problemów, niby podążający za Tobą cień. Jest tylko jeden problem – umysł uwięziony w czasie. W pełni więc wykorzystuj swoje zmysły. Nie interpretuj, po prostu obserwuj i pozostaw za sobą zabójczy świat umysłowych abstrakcji.
Żyjąc w stresie jesteś tak pochłonięty podrożą w przyszłość, że teraźniejszości wyznaczasz jedynie rolę pojazdu, który ma Cię tam zawieść. Jesteś niby tu, ale wolisz być tam, przenieść się w przyszłość. I wtedy cierpisz. Po prostu porzuć to i ciesz się tym co masz, własnym istnieniem. Przestań odtrącać to co masz na rzecz tego co pragniesz, czego nie masz.
Ilekroć na coś czekasz bezwiednie wywołujesz konflikt wewnętrzny łudząc się czysto projekcyjną przyszłością, w której chciałbyś być.
Być może ktoś Ci mówi, że potrzebujesz więcej czasu aby zrozumieć przeszłość lub się od niej uwolnić. Wtedy zakładasz że przyszłość uwolni Cię w końcu od przeszłości. Obudź się. Nie uwolnisz się od pułapki czasu, mnożąc czas. Sam się przekonaj. Sekret życia polega na tym aby umrzeć zanim umrzesz – i stwierdzić że tak naprawdę śmierci nie ma.
"Myśl, że inni ludzie powinni być kimś innym niż są przypomina mówienie, że drzewo powinno być niebem" B. Katie
ODPOWIEDZIALNOŚĆ
"Nie tworzę własnych myśli. To one mnie stwarzają, dopóki ich nie zakwestionuję."B. Katie
Zaufaj procesowi życia, uwierz, że jest po Twojej stronie i dba o wszystko, czego potrzeba dla największego dobra i największej radości. Jeśli rozejrzysz się dookoła wszędzie znajdziesz kościoły i inne instytucje religijne. Są one przeznaczone dla dla ludzi poszukujących wsparcia, dla tych którzy czując się słabe poszukują pocieszenia.
Raj i piekło to nie są miejsca – one wydarzają się po prostu w nas, w zależności od tego gdzie dopatrujesz się swojego umysłu. Istnieje wiele instytucji społecznych, w których można otrzymać innych rodzaj pomocy. Ale są też ludzie którzy chcą dawać światu, nie tylko do niego dostawać. Jednak wskakując do dołu, w którym siedzi 50 uwięzionych w nim osób, nie uzyskasz innego efektu niż to, ze będzie w nim uwięzionych osób 51. Obudź się, nie o to w tym chodzi.
Jeśli traktujemy innych ludzi jako mocnych i mądrych, to będą oni mocni i mądrzy natomiast jeśli traktujemy ich jak dzieci będą nimi. Wyrazem siły człowieka jest jego zdolność do bycia mądrym. Małe psy szczekają a duże nie muszą tego robić, bo i tak są wielkie. Odkrywając w sobie nowe możliwości możemy być natchnieniem dla innych.
Nie lubimy brać na siebie pełnej odpowiedzialności za nasze istnienie i wszystko to, czego w nim doświadczamy. Bezustannie szukamy możliwości dokonywania projekcji naszej winy na zewnątrz. To iluzja. Wtedy za każdym razem złościmy się, gdy ktoś zdemaskuje te usiłowania. Większość wysiłków podejmowanych przez naukowców służy temu, by podbudować teoretycznie i uprawomocnić tego typu projekcje. Z ludzkiego punktu widzenia jest to całkowicie zrozumiałe. Musimy zdać sobie sprawę, że zawsze istnieje coś, co wydaje się zbliżać ku nam z zewnątrz i co zawsze możemy uznać za „przyczynę”. Gdy spoglądamy w lustro, również wydaje nam się, że nasze odbicie patrzy na nas z zewnątrz, a przecież nie lustro jest przyczyną naszego wyglądu. Na płaszczyźnie funkcjonalnej zawsze znajdzie się jakieś wytłumaczenie. Nie przeszkadza ono jednak w tym, by interpretować wydarzenia na płaszczyźnie merytorycznej.
Odpowiedzialność za wszystko, co nas w życiu spotyka, ponosimy jednak zawsze my sami. Wyjątki nie istnieją i dlatego nie ma sensu ich szukać. Jeśli ktoś cierpi, cierpi zawsze z powodu siebie (co zresztą nie umniejsza cierpienia!). Każdy jest sprawcą i ofiarą w jednej osobie. Dopóki człowiek sam tego nie odkryje, nie może zostać w pełni świadomy. Każdy kierunek i każda norma w życiu kiedyś przeżywają się, powodując konieczność zmiany. Ludzie bronią swoich norm, najczęściej powołując się na to, że zostały one potwierdzone w przeszłości. Wynika to z tego, że problem można rozwiązać ostatecznie tylko postępując świadomie, natomiast nieświadome rozwiązywanie jest jedynie materializacją problemu.
Obarczanie winą innych z pewnością nie pomoże nam w uporaniu się z naszym problemem. Przypisywanie winy komuś stawia nas w pozycji biernej ofiary. Zrozumienie tego umożliwi nam spojrzenie z góry na tę sprawę i przejęcie steru w swoje ręce. Przeszłości nie da się zmienić. Przyszłość natomiast jest kształtowana przez nasze obecne myślenie. Jeśli obwiniamy innych, oznacza to, że nie bierzemy odpowiedzialności za siebie samych.
Często nie chcemy sobie uświadomić, że zatrzymywanie w pamięci zdarzeń przeszłości – bez względu na to, co to było i jak było okropne – rani tylko Ciebie. Tak naprawdę „oni” się tym nie przejmują. Zazwyczaj nawet nie są tego świadomi. Ranimy wyłącznie siebie, odmawiając sobie teraz życia pełnią życia. Przeszłość była, minęła i nie można jej zmienić. Przeżywać możemy tylko to, co jest teraz.
Jeśli mamy jakąś urazę z przeszłości, przeżywamy jej wspomnienie w tej, obecnej chwili, tracąc jednocześnie rzeczywiste doświadczenie, które niesie ze sobą ta chwila. Bądź w tu i teraz. W momencie kiedy oddajesz władzę w ręce Twojego umysłu on wybiega poza teraźniejszość tworząc problemy.
Zaufaj procesowi życia, uwierz, że jest po Twojej stronie i dba o wszystko, czego potrzeba dla największego dobra i największej radości. Jeśli rozejrzysz się dookoła wszędzie znajdziesz kościoły i inne instytucje religijne. Są one przeznaczone dla dla ludzi poszukujących wsparcia, dla tych którzy czując się słabe poszukują pocieszenia.
Raj i piekło to nie są miejsca – one wydarzają się po prostu w nas, w zależności od tego gdzie dopatrujesz się swojego umysłu. Istnieje wiele instytucji społecznych, w których można otrzymać innych rodzaj pomocy. Ale są też ludzie którzy chcą dawać światu, nie tylko do niego dostawać. Jednak wskakując do dołu, w którym siedzi 50 uwięzionych w nim osób, nie uzyskasz innego efektu niż to, ze będzie w nim uwięzionych osób 51. Obudź się, nie o to w tym chodzi.
Jeśli traktujemy innych ludzi jako mocnych i mądrych, to będą oni mocni i mądrzy natomiast jeśli traktujemy ich jak dzieci będą nimi. Wyrazem siły człowieka jest jego zdolność do bycia mądrym. Małe psy szczekają a duże nie muszą tego robić, bo i tak są wielkie. Odkrywając w sobie nowe możliwości możemy być natchnieniem dla innych.
Nie lubimy brać na siebie pełnej odpowiedzialności za nasze istnienie i wszystko to, czego w nim doświadczamy. Bezustannie szukamy możliwości dokonywania projekcji naszej winy na zewnątrz. To iluzja. Wtedy za każdym razem złościmy się, gdy ktoś zdemaskuje te usiłowania. Większość wysiłków podejmowanych przez naukowców służy temu, by podbudować teoretycznie i uprawomocnić tego typu projekcje. Z ludzkiego punktu widzenia jest to całkowicie zrozumiałe. Musimy zdać sobie sprawę, że zawsze istnieje coś, co wydaje się zbliżać ku nam z zewnątrz i co zawsze możemy uznać za „przyczynę”. Gdy spoglądamy w lustro, również wydaje nam się, że nasze odbicie patrzy na nas z zewnątrz, a przecież nie lustro jest przyczyną naszego wyglądu. Na płaszczyźnie funkcjonalnej zawsze znajdzie się jakieś wytłumaczenie. Nie przeszkadza ono jednak w tym, by interpretować wydarzenia na płaszczyźnie merytorycznej.
Odpowiedzialność za wszystko, co nas w życiu spotyka, ponosimy jednak zawsze my sami. Wyjątki nie istnieją i dlatego nie ma sensu ich szukać. Jeśli ktoś cierpi, cierpi zawsze z powodu siebie (co zresztą nie umniejsza cierpienia!). Każdy jest sprawcą i ofiarą w jednej osobie. Dopóki człowiek sam tego nie odkryje, nie może zostać w pełni świadomy. Każdy kierunek i każda norma w życiu kiedyś przeżywają się, powodując konieczność zmiany. Ludzie bronią swoich norm, najczęściej powołując się na to, że zostały one potwierdzone w przeszłości. Wynika to z tego, że problem można rozwiązać ostatecznie tylko postępując świadomie, natomiast nieświadome rozwiązywanie jest jedynie materializacją problemu.
Obarczanie winą innych z pewnością nie pomoże nam w uporaniu się z naszym problemem. Przypisywanie winy komuś stawia nas w pozycji biernej ofiary. Zrozumienie tego umożliwi nam spojrzenie z góry na tę sprawę i przejęcie steru w swoje ręce. Przeszłości nie da się zmienić. Przyszłość natomiast jest kształtowana przez nasze obecne myślenie. Jeśli obwiniamy innych, oznacza to, że nie bierzemy odpowiedzialności za siebie samych.
Często nie chcemy sobie uświadomić, że zatrzymywanie w pamięci zdarzeń przeszłości – bez względu na to, co to było i jak było okropne – rani tylko Ciebie. Tak naprawdę „oni” się tym nie przejmują. Zazwyczaj nawet nie są tego świadomi. Ranimy wyłącznie siebie, odmawiając sobie teraz życia pełnią życia. Przeszłość była, minęła i nie można jej zmienić. Przeżywać możemy tylko to, co jest teraz.
Jeśli mamy jakąś urazę z przeszłości, przeżywamy jej wspomnienie w tej, obecnej chwili, tracąc jednocześnie rzeczywiste doświadczenie, które niesie ze sobą ta chwila. Bądź w tu i teraz. W momencie kiedy oddajesz władzę w ręce Twojego umysłu on wybiega poza teraźniejszość tworząc problemy.
ZEGAR Z KUKUŁKĄ
"Kiedy człowiek jest niedojrzały, reaguje nienawiścią." Konfucjusz
Obecnie na świecie jest ok. 250 kierunków psychoterapii, dzielonych na 3 kategorie wg. orientacji na przeszłość, przyszłość i koncentrowania się na teraźniejszości. Tylko w Polsce istnieje kilka stowarzyszeń, zrzeszających zawodowo terapeutów i psychologów, nie uznających się i bezpardonowo zwalczających się wzajemnie, w imię własnych, biznesowo-prestiżowych celów. Nie prowadzi się kompletnych badań, czy te metody bardziej pomagają czy szkodzą klientom, terapeuci nie są lekarzami a w pewnym sensie jedynie eksperymentatorami na materiale ludzkim. Co ciekawe stomatologia, chirurgia czy kardiologia ma racjonalną spójność środowiskową, jednomyślność i efektywność, która jest mierzalna.
Osobiście uważam, że jest to głównie świetny biznes, niezmiernie mało etyczny, napędzany ludzkim strachem i obietnicami nie mającymi pokrycia w efektach. Może nie aż tak dochodowy jak religia czy polityka, ale w sumie niewiele im ustępuje. Klient jest na tyle cenny, im dłużej można go terepeutyzować. A trwa to najczęściej bardzo długo, a po pewnym czasie okazuje się zwykle że mimo wydanej pokaźnej sumki pieniędzy i czasowi, jaki się na terapie straciło efekty są krótkotrwałe. Wtedy rekomenduje się wznowić terapię lub zmienić metodę, terapeutę i zacząć od nowa :)
Gdybyśmy, powiedzmy, zaczęli obserwować dzieci np. pod kątem tego jak szybko chodzą po pewnym czasie mogła by powstać nowa gałąź psychoterapii dziecięcej pt. chodologia pediatryczna. W poczytnych magazynach dla Pań i tych typu Bądź Supermamą pojawiły by się alarmujące artykuły o tym jak zbyt szybkie lub zbyt wolne chodzenie zagrozi stawom twojego malucha, niszcząc mu całe życie. Najpierw oczywiście powstały by odpowiednie kategorie szufladkujące dzieci np. dechodologia - dla tych, którzy chodzili by za wolno w stosunku do wzorca i achodologia czyli Ci do chodzili by za szybko. Można by było wydać masę opracowań a także doktoryzować się z chodologii pediatrycznej. Były by sympozja, odczyty i opracowania profesorskie. Książki i periodyki. Prawdopodobnie powstały by także kosztowne terapie, wyciągające od rodziców pieniądze pod pozorem doprowadzenia ich pociechy "do wzorca społecznego", a z czasem może i leki lub szczepionki (vide modne swego czasu kampanie dot. pneumokoków, reklamowane w czasie kiedy wynaleziono szczepionkę, oferowaną za jedyne kilkaset złotych). Będzie to oczywiście niezmiernie bolesne, szczególnie w sferze finansowej. Cóż, w końcu udowodniono, że ludzie potrafią zapłacić wiele aby przestać się bać lęku, szczególnie tego który przyszedł z zewnątrz:)
Ciekawa jest analiza założeń obecnych założeń kultury i filozofii Zachodu, stojących w konfrontacji z znanymi od setek lat koncepcjami Wschodniej myśli oraz systemu wartości. Uznany amerykański psychiatra Howard C. Cutler prześledził losy bardziej lub mniej znanych osób które w życiu spotkała duża tragedia osobista lub wydarzenie, które ziściło swoje wcześniejsze marzenia. Najczęściej spotykaną opinią wśród osób, które znacznie zmieniły swój status materialny np. zwycięzców loterii którzy w nieoczekiwany w sposób nawet w młodym wieku stali się ludźmi nie muszącymi do końca życia pracować był fakt iż w 86% przypadków poziom ich zadowolenia z życia zamiast się podnieść uległ znacznemu lub bardzo znacznemu obniżeniu. Paradoksalnie osoby ciężko doświadczone przez los np. paraliżem czy potwierdzeniem zachorowania na AIDS, chorobą nowotworową czy t.p. zazwyczaj wracają do normalnego stanu lub tez bardzo zbliżonego do normalnego sposobu funkcjonowania po pewnym czasie do adaptacji do całkiem nowej sytuacji. Filozofia Wschodu mówi nam, że aby mieć odpowiednią satysfakcję z życia musimy mieć odpowiedni stan umysłu. On tak naprawdę stanowi prawdziwy klucz do szczęścia. W dzisiejszych czasach pod przykrywką opieki socjalnej, bogactwa materialnego, kryje się jakiś wewnętrzny niepokój prowadzący do frustracji, kłótni, uzależnienia od narkotyków typu media, alkohol, nikotyna czy skłonność do obgadywania innych.
Niektóre kierunki buddyzmu, np. ścieżka praktykowana przez światowy autorytet w tej dziedzinie J. Św. Dalajlamę mówi nam że jedynie poprzez pełne przeżywanie cierpienie możemy znaleźć odpowiednią ścieżkę rozwoju i odnalezienia właściwej prawdy o sobie. Stoi to w konfrontacji z zachodnim modelem życia oraz postrzegania rzeczywistości, gdzie wszystko ma być łatwe, szybkie, przyjemne i dostępne niemalże na wyciągnięcie ręki. Hedonizm nie zapobiega cierpieniu na głębszych niż powierzchowne poziomy przeżywania rzeczywistości.
Najnowsze metody pseudopsychoterapeutyczne jak rebirthing, New Age, przyciąganie mentalne, wizualizacje czy modne swego kursy rozwoju osobistego, obiecujące osiągniecie natychmiastowego sukcesu minimalnym nakładem sił, stoją w opozycji z tym, co skuteczne i sprawdzone.
Marketing obiecuje gruszki na sośnie. Wchodząc do księgarni na liście bestsellerów znajdziesz książkę "Przyciągnij do siebie trylion dolarów nie wychodząc z domu" lub "Hipnotyzuj sam siebie aby łatwym sposobem znaleźć to czego pragniesz" (szkoda, że bez dopisku oszukując się jeszcze mocniej niż się oszukujesz teraz). To oczywiście działa, lecz jedynie w przypadku tych którzy piszą i dystrybuują tego typu poradniki. O ludzka naiwności.... Pomyśl : po co zasypiać jeszcze głębszym snem wtedy kiedy i tak nie jesteś przebudzona?
Kompletnie inaczej wygląda rozwój przez doświadczenie. Jest prawdziwy, skuteczny, kompletny i dający konkretne owoce w przyszłości. Polega na odrzuceniu niewłaściwego poglądu, działaniu we właściwy sposób, utrzymania najlepszych możliwych relacji. Zdając sobie sprawy z tego że cierpienie jest efektywne. Dowody? We Włoszech za czasów przez 30 lat rządów Borgiów panowały wojny, morderstwa, terror, ogólne cierpienie społeczne ale wydały one Michała Anioła, Leonarda da Vinci i Renesans. Przypadek? Hmmm. Za to w nieodległej Szwajcarii przez 500 lat królowała braterska miłość, demokracja i pokój.
Cóż ona przyniosła światu?
Zegar z kukułką!
Obecnie na świecie jest ok. 250 kierunków psychoterapii, dzielonych na 3 kategorie wg. orientacji na przeszłość, przyszłość i koncentrowania się na teraźniejszości. Tylko w Polsce istnieje kilka stowarzyszeń, zrzeszających zawodowo terapeutów i psychologów, nie uznających się i bezpardonowo zwalczających się wzajemnie, w imię własnych, biznesowo-prestiżowych celów. Nie prowadzi się kompletnych badań, czy te metody bardziej pomagają czy szkodzą klientom, terapeuci nie są lekarzami a w pewnym sensie jedynie eksperymentatorami na materiale ludzkim. Co ciekawe stomatologia, chirurgia czy kardiologia ma racjonalną spójność środowiskową, jednomyślność i efektywność, która jest mierzalna.
Osobiście uważam, że jest to głównie świetny biznes, niezmiernie mało etyczny, napędzany ludzkim strachem i obietnicami nie mającymi pokrycia w efektach. Może nie aż tak dochodowy jak religia czy polityka, ale w sumie niewiele im ustępuje. Klient jest na tyle cenny, im dłużej można go terepeutyzować. A trwa to najczęściej bardzo długo, a po pewnym czasie okazuje się zwykle że mimo wydanej pokaźnej sumki pieniędzy i czasowi, jaki się na terapie straciło efekty są krótkotrwałe. Wtedy rekomenduje się wznowić terapię lub zmienić metodę, terapeutę i zacząć od nowa :)
Gdybyśmy, powiedzmy, zaczęli obserwować dzieci np. pod kątem tego jak szybko chodzą po pewnym czasie mogła by powstać nowa gałąź psychoterapii dziecięcej pt. chodologia pediatryczna. W poczytnych magazynach dla Pań i tych typu Bądź Supermamą pojawiły by się alarmujące artykuły o tym jak zbyt szybkie lub zbyt wolne chodzenie zagrozi stawom twojego malucha, niszcząc mu całe życie. Najpierw oczywiście powstały by odpowiednie kategorie szufladkujące dzieci np. dechodologia - dla tych, którzy chodzili by za wolno w stosunku do wzorca i achodologia czyli Ci do chodzili by za szybko. Można by było wydać masę opracowań a także doktoryzować się z chodologii pediatrycznej. Były by sympozja, odczyty i opracowania profesorskie. Książki i periodyki. Prawdopodobnie powstały by także kosztowne terapie, wyciągające od rodziców pieniądze pod pozorem doprowadzenia ich pociechy "do wzorca społecznego", a z czasem może i leki lub szczepionki (vide modne swego czasu kampanie dot. pneumokoków, reklamowane w czasie kiedy wynaleziono szczepionkę, oferowaną za jedyne kilkaset złotych). Będzie to oczywiście niezmiernie bolesne, szczególnie w sferze finansowej. Cóż, w końcu udowodniono, że ludzie potrafią zapłacić wiele aby przestać się bać lęku, szczególnie tego który przyszedł z zewnątrz:)
Ciekawa jest analiza założeń obecnych założeń kultury i filozofii Zachodu, stojących w konfrontacji z znanymi od setek lat koncepcjami Wschodniej myśli oraz systemu wartości. Uznany amerykański psychiatra Howard C. Cutler prześledził losy bardziej lub mniej znanych osób które w życiu spotkała duża tragedia osobista lub wydarzenie, które ziściło swoje wcześniejsze marzenia. Najczęściej spotykaną opinią wśród osób, które znacznie zmieniły swój status materialny np. zwycięzców loterii którzy w nieoczekiwany w sposób nawet w młodym wieku stali się ludźmi nie muszącymi do końca życia pracować był fakt iż w 86% przypadków poziom ich zadowolenia z życia zamiast się podnieść uległ znacznemu lub bardzo znacznemu obniżeniu. Paradoksalnie osoby ciężko doświadczone przez los np. paraliżem czy potwierdzeniem zachorowania na AIDS, chorobą nowotworową czy t.p. zazwyczaj wracają do normalnego stanu lub tez bardzo zbliżonego do normalnego sposobu funkcjonowania po pewnym czasie do adaptacji do całkiem nowej sytuacji. Filozofia Wschodu mówi nam, że aby mieć odpowiednią satysfakcję z życia musimy mieć odpowiedni stan umysłu. On tak naprawdę stanowi prawdziwy klucz do szczęścia. W dzisiejszych czasach pod przykrywką opieki socjalnej, bogactwa materialnego, kryje się jakiś wewnętrzny niepokój prowadzący do frustracji, kłótni, uzależnienia od narkotyków typu media, alkohol, nikotyna czy skłonność do obgadywania innych.
Niektóre kierunki buddyzmu, np. ścieżka praktykowana przez światowy autorytet w tej dziedzinie J. Św. Dalajlamę mówi nam że jedynie poprzez pełne przeżywanie cierpienie możemy znaleźć odpowiednią ścieżkę rozwoju i odnalezienia właściwej prawdy o sobie. Stoi to w konfrontacji z zachodnim modelem życia oraz postrzegania rzeczywistości, gdzie wszystko ma być łatwe, szybkie, przyjemne i dostępne niemalże na wyciągnięcie ręki. Hedonizm nie zapobiega cierpieniu na głębszych niż powierzchowne poziomy przeżywania rzeczywistości.
Najnowsze metody pseudopsychoterapeutyczne jak rebirthing, New Age, przyciąganie mentalne, wizualizacje czy modne swego kursy rozwoju osobistego, obiecujące osiągniecie natychmiastowego sukcesu minimalnym nakładem sił, stoją w opozycji z tym, co skuteczne i sprawdzone.
Marketing obiecuje gruszki na sośnie. Wchodząc do księgarni na liście bestsellerów znajdziesz książkę "Przyciągnij do siebie trylion dolarów nie wychodząc z domu" lub "Hipnotyzuj sam siebie aby łatwym sposobem znaleźć to czego pragniesz" (szkoda, że bez dopisku oszukując się jeszcze mocniej niż się oszukujesz teraz). To oczywiście działa, lecz jedynie w przypadku tych którzy piszą i dystrybuują tego typu poradniki. O ludzka naiwności.... Pomyśl : po co zasypiać jeszcze głębszym snem wtedy kiedy i tak nie jesteś przebudzona?
Kompletnie inaczej wygląda rozwój przez doświadczenie. Jest prawdziwy, skuteczny, kompletny i dający konkretne owoce w przyszłości. Polega na odrzuceniu niewłaściwego poglądu, działaniu we właściwy sposób, utrzymania najlepszych możliwych relacji. Zdając sobie sprawy z tego że cierpienie jest efektywne. Dowody? We Włoszech za czasów przez 30 lat rządów Borgiów panowały wojny, morderstwa, terror, ogólne cierpienie społeczne ale wydały one Michała Anioła, Leonarda da Vinci i Renesans. Przypadek? Hmmm. Za to w nieodległej Szwajcarii przez 500 lat królowała braterska miłość, demokracja i pokój.
Cóż ona przyniosła światu?
Zegar z kukułką!
Subskrybuj:
Posty (Atom)