Osobiście wierzę w pewną istotną idee, nazywam ją ideą o istnieniu dużej i małej miłości.
Mała miłość to ta, którą np. żona kocha męża. W pewnej chwili swojego życia jest przekonana na 100% że ten "on" jest dokładnie taki jaki ona chce aby był. Jest zadowolona i pewna swojego uczucia, jest w związku. Niestety, w pewnym momencie dowiaduje się że mąż ma..... powiedzmy koleżankę. I dokładnie w tym momencie jej uczucie się zmienia, przestaje być takie samo. Dlaczego tak się dzieje? Jaki to jest proces? Staje się tak ponieważ mała miłość jest uczuciem warunkowym, zależnym od czynników zewnętrznych, potrafi nią być od pewnego stadium, kiedy przestaje być ślepym zakochaniem, a zaczyna już kochać z otwartymi oczami.
Wielką miłość reprezentuje miłość matki do dziecka. Ta dla odmiany ona jest bezwarunkowa. Nawet jeśli matka wie, że dziecko działa przeciwko niej a nawet przeciwko sobie, to opierając się jedynie na wielkiej miłości chce być ślepa przez cały czas. Nawet w sytuacji w której dziecko przyjdzie i poprosi ją o 100 złotych pod pretekstem czegoś tam, a matka wiedząc że to pójdzie na narkotyki.... daje mu je, mówiąc jedynie "uważaj na siebie".
Kluczem do rozwiązania zagadki jest właściwe działanie.
W przypadku matki polega ono mniej więcej na tym, że mimo wielkiej miłości, potrafi ona w sytuacji w której dziecko biega pomiędzy samochodami wsiąść je na bok i nakrzyczeć "nie rób tego, nigdy więcej". A nawet dać w tyłek. W przypadku małej miłości polega ono na tym wsiąść odpowiedzialność przed sobą za własne uczucia i stworzyć właściwa relację z druga stroną związku, opartą na nowej sytuacji. W stosunku do siebie trzeba wiedzieć o tym, że uczucie nadal jest, nadal pozostaje w sercu, tyle że zostaje przesłonięte takimi emocjami, które nie pozwalają by dalej cieszyć się nim. W stosunku do drugiej osoby właściwe działanie polegać może np. na tym, aby mieć odwagę jasno powiedzieć "Kocham Cię, ale nie chce już być z Tobą w związku", zamiast robienia jakiś projekcji (np. to się nie powtórzy) czy racjonalizacji intencji działania drugiej strony (np. biedny miś, może to ja byłam dla niego niedobra).
W obu przypadkach co najważniejsze kontrola i odpowiedzialność za to co się dzieje nadal pozostaje po właściwej stronie, bez potrzeby pójścia na łatwiznę i zrzucania odpowiedzialności na innych.
niedziela, 29 listopada 2009
sobota, 28 listopada 2009
LUDZKA DROGA
"Przychodząc z pustymi rękoma, odchodząc z pustymi rękoma – to jest ludzkie.
Kiedy się rodzisz, skąd przychodzisz?
Kiedy umierasz, dokąd odchodzisz?
Życie jest jak przepływająca chmura, która się pojawia.
Śmierć jest jak przepływająca chmura, która znika.
Pierwotnie przepływająca chmura nie istnieje.
Życie i śmierć, przychodzenie i odchodzenie, również są takie.
Jest jednak jedna rzecz, która zawsze pozostaje jasna.
Jest czysta i jasna, niezależna od życia i śmierci.
Zatem, co jest tą jedną czystą i jasną rzeczą?" S.Sahn
Kiedy się rodzisz, skąd przychodzisz?
Kiedy umierasz, dokąd odchodzisz?
Życie jest jak przepływająca chmura, która się pojawia.
Śmierć jest jak przepływająca chmura, która znika.
Pierwotnie przepływająca chmura nie istnieje.
Życie i śmierć, przychodzenie i odchodzenie, również są takie.
Jest jednak jedna rzecz, która zawsze pozostaje jasna.
Jest czysta i jasna, niezależna od życia i śmierci.
Zatem, co jest tą jedną czystą i jasną rzeczą?" S.Sahn
piątek, 13 listopada 2009
CZY TA MYŚL JEST ZGODNA Z PRAWDĄ?
Poniższy tekst pochodzi z bloga michalpasterski.pl. The Work to zdecydowanie najskuteczniejsza metoda pozbywania się niechcianych myśli, jaką do tej pory poznałem. Warto jest poświęcić temu trochę czasu, bo zyskasz narzędzie, które Ci będzie towarzyszyć przez długie lata. A skoro tak, do dzieła!
Pierwszy etap poprzedzający 4 pytania, nazywa się „Oceń swojego sąsiada” i będziesz go wypełniać tylko, jeśli myśl nad którą pracujesz jest o Tobie samym lub o jakiejś innej osobie. Jeśli jest to myśl na temat jakiejś sytuacji w przeszłości lub przyszłości, omiń ten etap. Kursywą opisany jest przykład.
Kasia mnie nie słucha.
Formularz „oceń swojego sąsiada”:
1. Z czyjego powodu jesteś zły, zagubiony, smutny lub rozczarowany i dlaczego? Czego nie lubisz w tej osobie?
Jestem…zły…na………Kasię………bo………mnie nie słucha………
2. Co chciałbyś, aby zmieniło się w tej osobie? Co chcesz, aby zrobiła?
Chcę, by……………………Kasia mnie słuchała……………………
3. Co ta osoba powinna lub nie powinna robić, myśleć, czuć, lub czym być albo nie być? Jaką dałbyś jej radę?
…………Kasia………(nie) powinien / powinna………mnie uważnie słuchać………
4. Czy czegoś potrzebujesz od tej osoby? Co musiałaby zrobić, abyś był szczęśliwy?
Chcę, by…………Kasia zawsze słuchała tego, co mam do powiedzenia……
5. Co myślisz o tej osobie? (idź na całość, wylej całą swoją złość na papier)
……Kasia……jest…………egoistką, myśli tylko o sobie, ma mnie gdzieś…………
6. Czego nie chcesz znowu doświadczyć, jeśli chodzi o tą osobę?
Nigdy nie chcę……………już być w ten sposób potraktowanym przez Kasię…………
Teraz zadaj sobie 4 pytania:
1. Czy ta myśl jest zgodna z rzeczywistością?(tak/nie)
2. Czy jesteś absolutnie przekonany, że ta myśl jest zgodna z rzeczywistością?(tak/nie)
Jeśli odpowiedź brzmi „nie”, przejdź do pytania nr. 3. Jeśli odpowiedź brzmi w obu przypadkach „tak”, skorzystaj z poniższych opcji:
a) To oznacza, że… /zacznij pracować od nowa z interpretacją, która powstanie/
Nie jestem dla Kasi ważny.
b) Co by się wydarzyło, gdybyś miał, to co chcesz? /zacznij pracować z tym, co byś uzyskał/
Kasia by mnie lepiej rozumiała.
c) Co najgorszego może się wydarzyć? /zacznij pracować z najgorszymi konsekwencjami/
Kasia przestanie ze mną rozmawiać w ogóle.
d) Dodaj powinność /dodaj słowo powinien/powinna i pracuj z tym/
Kasia powinna mnie zawsze słuchać i dawać mi to do zrozumienia.
e) Znajdź dowód /pracuj z każdym dowodem, zadając 4 pytania/
Kasia nie przytakuje głową, gdy z nią rozmawiam. Kasia nie patrzy mi w oczy, gdy do niej mówię.
3. Jak się czujesz, gdy myślisz tę myśl?
a. Jak się czujesz, gdy myślisz tę myśl?
b. Czy ta myśl przynosi pokój czy stres do Twego życia?
c. Co się dzieje w Twoim ciele, gdy wierzysz w tę myśl? Jakie są jego reakcje?
d. Jak wpływa ona na relacje z innymi? Jak ich traktujesz?
e. Jak traktujesz siebie, myśląc tę myśl?
f. Jakie konsekwencje ma wiara w tę myśl?
g. Co myślisz złego mogłoby się stać, gdybyś przestał wierzyć w tę historię? (Zrób listę i powtórz cały proces).
h. Czy masz jakikolwiek bezstresowy powód, by wierzyć w tę myśl?
i. Czy chcesz się pozbyć tej myśli?
4. Kim byś był bez tej myśli? Zamknij oczy i zastanów się, jak byś się czuł bez tej myśli?
Odwrócenie
Wariant 1):Odwróć tę myśl (określ przekonanie, które jest przeciwieństwem myśli, nad którą pracujesz) i znajdź 3 autentyczne dowody na to, że ta nowa myśl jest zgodna z prawdą.
Np. Kasia nie musi mnie słuchać
Wariant 2):Przeramuj tę myśl i odnieś ją:
a) Do drugiej strony (to ja nie słucham Kasi)
b) Do siebie (to ja nie słucham siebie)
c) Odwróć całkowicie (Kasie nie powinna mnie słuchać)
A następnie znajdź po 3 dowody na to, że każde z powyższych przeramowań jest zgodne z prawdą.
piątek, 30 października 2009
PLUSZOWY MIŚ
"Czysta logika jest ruiną ducha." Antoine de Saint-Exupéry
Często świat wydaje się człowiekowi dziwny, dlatego boi się i dąży do osiągnięcia poczucia wewnętrznego bezpieczeństwa. Ciekawe są niektóre idee, które ludzie noszą w sobie jako swoje własne, pomimo iż sam ich koncept przyszedł do nich w którymś momencie z zewnątrz. Jedną z najbardziej intrygujących jest fakt przyklejenia etykietki przyjaciela osobom, które się z nimi zgadzają i etykietki wroga tym, którzy z nimi zgadzać się nie chcą. Tyle że świat w którym żyjesz nie jest "jakiś", on po prostu jest. Czy naprawdę ktoś z zewnątrz może sprawić że ty będziesz szczęśliwy?
Małe dzieci mają zwykle swoją ulubioną zabawkę, misia przytulankę lub ukochany kocyk czy coś innego co ma dla nich specjalne znacznie. Takiego czegoś nie da się niczym innym zastąpić, malec kocha to ponad wszystko, jest rzeczą z którą czuje się bezpiecznie. Mimo iż przytulanka może być brudna i może czasem nieładnie pachnieć, jest niezmiernie wyjątkowa i dziecko nie potrafi się z nią rozstać. Nie może go zastąpić żadna nowa zabawka więc rodzice muszą uszanować tą więź, inaczej malec będzie nieszczęśliwy. Gdy rodzina wybiera się w podróż wtedy pluszowy miś jedzie także i jest z reguły traktowany jak członek rodziny.
Jakie znaczenie ma dla dziecka ten pluszowy miś? Jest dla niego czymś obiektywnym, mimo iż znajdując się na zewnątrz stanowi część rzeczywistości. Istnieje naprawdę ale ponieważ łączy się z wieloma marzeniami jest jednocześnie powiązany z subiektywnością. Malec traktuje go jak żywą istotę, rozmawia z nim, czasem kłóci się z misiem, obraża się, złości się na niego a potem go przeprasza, godzą się i znów są nierozłączni. Ten miś jest fajny, jedyny, inne misie już nie są takie fajne, bo są obce i nie takie jak ten jego, jego prawdziwy przyjaciel. Bez misia dziecko nie może iść spać, zasypiając przytula go do siebie bo wtedy czuje się bezpiecznie. Gdy miś jest obok świat wydaje się w porządku, kiedy miś znika malec czuje się samotny.
Kiedy ludzie dorastają część z nich robi to jedynie fizycznie. Nie dorastając duchowo przez całe życie potrzebuje takiego właśnie pluszowego misia. Wizerunki Boga w świątyniach to właśnie takie misie na ich dorosłe życie. Kiedy chrześcijanin idzie do swojej świątyni widzi tam coś, czego nie dostrzega muzułmanin. Mimo iż przedmiot ten znajduje się w świecie zewnętrznym, wyznawca projektuje na niego swoje subiektywne przekonania, służy mu on jako ekran, dzięki czemu ma znowu tego swojego pluszowego misia.
Interesujące że zawsze kiedy ktoś się boi, zaczyna przypominać sobie o Bogu, przez co Bóg staje się produktem ubocznym ludzkiego strachu. Gdy jest dobrze i bezpiecznie potrzeba religii jest dużo mnie odczuwalna. Być może modlitwa dodaje otuchy i wystarczy wyobrażenie sobie, że jest ktoś kto nas wysłucha powoduje sam mechanizm psychologiczny w którym odczuwa się lekką ulgę i odprężenie.
Weźmy muzułmańską, chrześcijańską i hinduistyczną koncepcję raju. Mówi ona o tym, że wszystko czego człowiek musi sobie odmawiać w tym życiu otrzyma w niebie w nadmiarze. Muzułmanie powstrzymują się od picia napojów alkoholowych a w ich niebie czekają na nich rzeki wina. Czy to nie absurdalne? Jeśli coś ma etykietkę bycia złym to jak może się nagle stać dobre w niebie?
Wszystkie tego typu religie opierają się na teologii. Pojawiają się pandici, ludzie którzy próbują dowieść istnienia Boga z pomocą logiki uważając iż coś co jest poza rozumowe można dowieść rozumem. Zaczynają tworzyć wyznania wiary, dogmaty, kościoły, dociekać "Co też Jezus miał na myśli", dając coś intelektualnego ale nie wypływającego z prawdziwego doświadczenia. Przypomina to próbę żeglowania w papierowej łódce. Życia nie zrozumiesz za pomocą logiki. Wywodzi się z niej filozofia, lecz nie prawdziwa, wewnętrzna duchowość. Podobno to diabeł jest niesłychanie konsekwentny i logiczny, prawdziwy Bóg niekoniecznie.
Często świat wydaje się człowiekowi dziwny, dlatego boi się i dąży do osiągnięcia poczucia wewnętrznego bezpieczeństwa. Ciekawe są niektóre idee, które ludzie noszą w sobie jako swoje własne, pomimo iż sam ich koncept przyszedł do nich w którymś momencie z zewnątrz. Jedną z najbardziej intrygujących jest fakt przyklejenia etykietki przyjaciela osobom, które się z nimi zgadzają i etykietki wroga tym, którzy z nimi zgadzać się nie chcą. Tyle że świat w którym żyjesz nie jest "jakiś", on po prostu jest. Czy naprawdę ktoś z zewnątrz może sprawić że ty będziesz szczęśliwy?
Małe dzieci mają zwykle swoją ulubioną zabawkę, misia przytulankę lub ukochany kocyk czy coś innego co ma dla nich specjalne znacznie. Takiego czegoś nie da się niczym innym zastąpić, malec kocha to ponad wszystko, jest rzeczą z którą czuje się bezpiecznie. Mimo iż przytulanka może być brudna i może czasem nieładnie pachnieć, jest niezmiernie wyjątkowa i dziecko nie potrafi się z nią rozstać. Nie może go zastąpić żadna nowa zabawka więc rodzice muszą uszanować tą więź, inaczej malec będzie nieszczęśliwy. Gdy rodzina wybiera się w podróż wtedy pluszowy miś jedzie także i jest z reguły traktowany jak członek rodziny.
Jakie znaczenie ma dla dziecka ten pluszowy miś? Jest dla niego czymś obiektywnym, mimo iż znajdując się na zewnątrz stanowi część rzeczywistości. Istnieje naprawdę ale ponieważ łączy się z wieloma marzeniami jest jednocześnie powiązany z subiektywnością. Malec traktuje go jak żywą istotę, rozmawia z nim, czasem kłóci się z misiem, obraża się, złości się na niego a potem go przeprasza, godzą się i znów są nierozłączni. Ten miś jest fajny, jedyny, inne misie już nie są takie fajne, bo są obce i nie takie jak ten jego, jego prawdziwy przyjaciel. Bez misia dziecko nie może iść spać, zasypiając przytula go do siebie bo wtedy czuje się bezpiecznie. Gdy miś jest obok świat wydaje się w porządku, kiedy miś znika malec czuje się samotny.
Kiedy ludzie dorastają część z nich robi to jedynie fizycznie. Nie dorastając duchowo przez całe życie potrzebuje takiego właśnie pluszowego misia. Wizerunki Boga w świątyniach to właśnie takie misie na ich dorosłe życie. Kiedy chrześcijanin idzie do swojej świątyni widzi tam coś, czego nie dostrzega muzułmanin. Mimo iż przedmiot ten znajduje się w świecie zewnętrznym, wyznawca projektuje na niego swoje subiektywne przekonania, służy mu on jako ekran, dzięki czemu ma znowu tego swojego pluszowego misia.
Interesujące że zawsze kiedy ktoś się boi, zaczyna przypominać sobie o Bogu, przez co Bóg staje się produktem ubocznym ludzkiego strachu. Gdy jest dobrze i bezpiecznie potrzeba religii jest dużo mnie odczuwalna. Być może modlitwa dodaje otuchy i wystarczy wyobrażenie sobie, że jest ktoś kto nas wysłucha powoduje sam mechanizm psychologiczny w którym odczuwa się lekką ulgę i odprężenie.
Weźmy muzułmańską, chrześcijańską i hinduistyczną koncepcję raju. Mówi ona o tym, że wszystko czego człowiek musi sobie odmawiać w tym życiu otrzyma w niebie w nadmiarze. Muzułmanie powstrzymują się od picia napojów alkoholowych a w ich niebie czekają na nich rzeki wina. Czy to nie absurdalne? Jeśli coś ma etykietkę bycia złym to jak może się nagle stać dobre w niebie?
Wszystkie tego typu religie opierają się na teologii. Pojawiają się pandici, ludzie którzy próbują dowieść istnienia Boga z pomocą logiki uważając iż coś co jest poza rozumowe można dowieść rozumem. Zaczynają tworzyć wyznania wiary, dogmaty, kościoły, dociekać "Co też Jezus miał na myśli", dając coś intelektualnego ale nie wypływającego z prawdziwego doświadczenia. Przypomina to próbę żeglowania w papierowej łódce. Życia nie zrozumiesz za pomocą logiki. Wywodzi się z niej filozofia, lecz nie prawdziwa, wewnętrzna duchowość. Podobno to diabeł jest niesłychanie konsekwentny i logiczny, prawdziwy Bóg niekoniecznie.
środa, 28 października 2009
PLANOWANIE
Dawno temu w Japonii były dwie świątynie, położone na pobliskich wzgórzach, które jak to w takich przypadkach bywa, mocno rywalizowały ze sobą. Ich mnichowie tak się ze sobą skłócili, że nawet nie chcieli na siebie patrzeć i spotykając się na ulicy odwracali wzrok w odmiennych kierunkach. Od wieków ich poprzednicy nie zamienili ze sobą ani słowa.
Klasztory przygarniały małych chłopców, którzy zanim sami stali się mnichami byli chłopcami na posługi. W obu klasztorach panował strach, że chłopcy mogliby zaprzyjaźnić się ze sobą. Zwykle kapłan pouczał chłopca „Pamiętaj aby nie rozmawiać z tamtym chłopcem, tamta świątynia to nasz odwieczny wróg. To niebezpieczni ludzie – unikaj ich”.
Jednak pewnego razu w świątyni żył chłopiec, który był niezmiernie ciekawski. Męczył się wysłuchiwaniem długich świątynnych kazań ponieważ nie rozumiał ich. Czytano teksty w języku, którego nie znał, wciąż dyskutowano o niezwykle skomplikowanych kwestiach, których znaczenia nie pojmował. A on nie miał się z kim bawić. Wtedy, kiedy kapłan przestrzegł go przed rozmową z chłopcem z drugiego klasztoru, narodziło się w nim pragnienie, wielka pokusa. Pewnego dnia chłopiec nie wytrzymał i odezwał się do tego drugiego chłopca. Zobaczył go na ulicy i spytał go: "Dokąd idziesz?".
Drugi chłopiec był jednak już trochę filozofem ponieważ słuchając filozoficznych wywodów swoich mistrzów przesiąknął już ich nastrojem. Odpowiedział: "Idziesz? Nikt nie idzie i nikt nie wraca! To się dzieje samo, ja idę tam dokąd poniesie mnie wiatr". Wiele razy sam słyszał jak jego mistrz opowiadał, że w ten sposób żyje Budda, który jest jak opadły liść, zmierza tam, dokąd go niesie wiatr. Chłopiec dodał więc: "To nie ja! Nie ma tego kto działa. Jak mam więc iść? Opowiadasz jakieś bzdury! Jestem opadłym liściem. Tam dokąd mnie poniesie wiatr ... "
Pierwszy chłopiec oniemiał. Nie potrafił odpowiedzieć i nie był nawet w stanie wydobyć z siebie słowa. Był naprawdę zakłopotany więc zawstydził się. Wtedy pomyślał jednakże: "Mój mistrz miał rację, nie powinno się rozmawiać z tymi ludźmi! Oni są niebezpieczni. Co to za mowa? Zadałem proste pytanie: "Dokąd idziesz?" Właściwie i tak wiedziałem dokąd idzie, bo obaj mamy kupić warzywa na targu. Wystarczyłaby prosta odpowiedź...
Wrócił do swojego mistrza i poprosił go o rozmowę.
- Przepraszam, wybacz mi mistrzu. Zabroniłeś mi rozmawiać z tamtym chłopcem, ale Cie nie posłuchałem. Właściwie to poczułem pokusę właśnie dlatego, że mi tego zabroniłeś. Po raz pierwszy odezwałem się do niego. Zadałem mu proste pytanie: "Dokąd idziesz?", a on w odpowiedzi zaczął mi opowiadać jakieś dziwactwa: "Nie ma chodzenia i nie ma wracania. Kto idzie? Kto wraca? Jestem całkowitą pustką" - powiada - "Jestem tylko opadłym liściem na wietrze. Idę tam, gdziekolwiek poniesie mnie wiatr"
- A nie mówiłem Ci? - odpowiedział mistrz - Trudno, stało się. Jednak jutro koniecznie poczekaj na niego w tym samym miejscu i znów go zapytaj o to, dokąd idzie. A kiedy powie ci to wszystko, odpowiedz po prostu: "Tak, to prawda, jesteś opadłym liściem i ja też. Ale dokąd idziesz, gdy nie wieje wiatr? Dokąd wtedy pójdziesz?". Powiedz mu tylko te słowa, to wystarczy, by zbić go z tropu - a koniecznie trzeba to zrobić, trzeba go pokonać. Spieramy się już od dawna, do tej pory nie pokonali nas w żadnej dyskusji. Teraz to sprawa honorowa.
Chłopiec wstał rano, przygotował swoją kwestię i powtórzył ją sobie kilka razy przed wyjściem. Stanął w tym samym miejscu, gdzie drugi chłopiec zwykle przechodził przez ulicę, znowu powtórzył sobie, co ma powiedzieć. Wreszcie nadszedł ten drugi chłopiec.
"Jazda, teraz!" - powiedział do siebie ten pierwszy. Tamten podszedł do niego i chłopiec spytał go: "Dokąd idziesz?" - i tylko czekał, aż nadarzy się okazja. Ale w odpowiedzi tym razem usłyszał: "Idę tam gdzie mnie nogi poniosą". Ani słowa o wietrze. Nawet nie wspomniał o nicości. Nic nie mówił o działaniu i nie-działaniu! I co teraz? Cała przygotowana z góry kwestia wyglądała absurdalnie. Cała ta mowa o wietrze do niczego przecież nie pasowała.
Chłopiec zasmucił się, przekonany, że jest rzeczywiście głupi, a ten drugi naprawdę wie o różnych dziwnych rzeczach, bo tym razem odpowiedział: "Gdzie mnie nogi poniosą".
Wrócił więc do swojego mistrza. Mistrz tym razem poważnie się zdenerwował: "Mówiłem ci przecież, lepiej nie rozmawiać z tymi ludźmi, oni są niebezpieczni! Wiemy to od setek lat. Ale teraz trzeba coś zrobić. Jutro znowu go spytaj, dokąd idzie, a kiedy odpowie "Gdzie mnie nogi poniosą", zapytaj go "A gdybyś nie miał nóg?". Trzeba z tym skończyć, i to raz na zawsze!
Toteż następnego dnia znów zapytał: "Dokąd idziesz?" I czekał z przygotowaną kwestią na odpowiedź. A ten drugi chłopiec odrzekł mu wtedy po prostu: "No jak to gdzie, idę do miasta, na rynek, po jarzyny".
Klasztory przygarniały małych chłopców, którzy zanim sami stali się mnichami byli chłopcami na posługi. W obu klasztorach panował strach, że chłopcy mogliby zaprzyjaźnić się ze sobą. Zwykle kapłan pouczał chłopca „Pamiętaj aby nie rozmawiać z tamtym chłopcem, tamta świątynia to nasz odwieczny wróg. To niebezpieczni ludzie – unikaj ich”.
Jednak pewnego razu w świątyni żył chłopiec, który był niezmiernie ciekawski. Męczył się wysłuchiwaniem długich świątynnych kazań ponieważ nie rozumiał ich. Czytano teksty w języku, którego nie znał, wciąż dyskutowano o niezwykle skomplikowanych kwestiach, których znaczenia nie pojmował. A on nie miał się z kim bawić. Wtedy, kiedy kapłan przestrzegł go przed rozmową z chłopcem z drugiego klasztoru, narodziło się w nim pragnienie, wielka pokusa. Pewnego dnia chłopiec nie wytrzymał i odezwał się do tego drugiego chłopca. Zobaczył go na ulicy i spytał go: "Dokąd idziesz?".
Drugi chłopiec był jednak już trochę filozofem ponieważ słuchając filozoficznych wywodów swoich mistrzów przesiąknął już ich nastrojem. Odpowiedział: "Idziesz? Nikt nie idzie i nikt nie wraca! To się dzieje samo, ja idę tam dokąd poniesie mnie wiatr". Wiele razy sam słyszał jak jego mistrz opowiadał, że w ten sposób żyje Budda, który jest jak opadły liść, zmierza tam, dokąd go niesie wiatr. Chłopiec dodał więc: "To nie ja! Nie ma tego kto działa. Jak mam więc iść? Opowiadasz jakieś bzdury! Jestem opadłym liściem. Tam dokąd mnie poniesie wiatr ... "
Pierwszy chłopiec oniemiał. Nie potrafił odpowiedzieć i nie był nawet w stanie wydobyć z siebie słowa. Był naprawdę zakłopotany więc zawstydził się. Wtedy pomyślał jednakże: "Mój mistrz miał rację, nie powinno się rozmawiać z tymi ludźmi! Oni są niebezpieczni. Co to za mowa? Zadałem proste pytanie: "Dokąd idziesz?" Właściwie i tak wiedziałem dokąd idzie, bo obaj mamy kupić warzywa na targu. Wystarczyłaby prosta odpowiedź...
Wrócił do swojego mistrza i poprosił go o rozmowę.
- Przepraszam, wybacz mi mistrzu. Zabroniłeś mi rozmawiać z tamtym chłopcem, ale Cie nie posłuchałem. Właściwie to poczułem pokusę właśnie dlatego, że mi tego zabroniłeś. Po raz pierwszy odezwałem się do niego. Zadałem mu proste pytanie: "Dokąd idziesz?", a on w odpowiedzi zaczął mi opowiadać jakieś dziwactwa: "Nie ma chodzenia i nie ma wracania. Kto idzie? Kto wraca? Jestem całkowitą pustką" - powiada - "Jestem tylko opadłym liściem na wietrze. Idę tam, gdziekolwiek poniesie mnie wiatr"
- A nie mówiłem Ci? - odpowiedział mistrz - Trudno, stało się. Jednak jutro koniecznie poczekaj na niego w tym samym miejscu i znów go zapytaj o to, dokąd idzie. A kiedy powie ci to wszystko, odpowiedz po prostu: "Tak, to prawda, jesteś opadłym liściem i ja też. Ale dokąd idziesz, gdy nie wieje wiatr? Dokąd wtedy pójdziesz?". Powiedz mu tylko te słowa, to wystarczy, by zbić go z tropu - a koniecznie trzeba to zrobić, trzeba go pokonać. Spieramy się już od dawna, do tej pory nie pokonali nas w żadnej dyskusji. Teraz to sprawa honorowa.
Chłopiec wstał rano, przygotował swoją kwestię i powtórzył ją sobie kilka razy przed wyjściem. Stanął w tym samym miejscu, gdzie drugi chłopiec zwykle przechodził przez ulicę, znowu powtórzył sobie, co ma powiedzieć. Wreszcie nadszedł ten drugi chłopiec.
"Jazda, teraz!" - powiedział do siebie ten pierwszy. Tamten podszedł do niego i chłopiec spytał go: "Dokąd idziesz?" - i tylko czekał, aż nadarzy się okazja. Ale w odpowiedzi tym razem usłyszał: "Idę tam gdzie mnie nogi poniosą". Ani słowa o wietrze. Nawet nie wspomniał o nicości. Nic nie mówił o działaniu i nie-działaniu! I co teraz? Cała przygotowana z góry kwestia wyglądała absurdalnie. Cała ta mowa o wietrze do niczego przecież nie pasowała.
Chłopiec zasmucił się, przekonany, że jest rzeczywiście głupi, a ten drugi naprawdę wie o różnych dziwnych rzeczach, bo tym razem odpowiedział: "Gdzie mnie nogi poniosą".
Wrócił więc do swojego mistrza. Mistrz tym razem poważnie się zdenerwował: "Mówiłem ci przecież, lepiej nie rozmawiać z tymi ludźmi, oni są niebezpieczni! Wiemy to od setek lat. Ale teraz trzeba coś zrobić. Jutro znowu go spytaj, dokąd idzie, a kiedy odpowie "Gdzie mnie nogi poniosą", zapytaj go "A gdybyś nie miał nóg?". Trzeba z tym skończyć, i to raz na zawsze!
Toteż następnego dnia znów zapytał: "Dokąd idziesz?" I czekał z przygotowaną kwestią na odpowiedź. A ten drugi chłopiec odrzekł mu wtedy po prostu: "No jak to gdzie, idę do miasta, na rynek, po jarzyny".
MYŚLĘ WIĘC JESTEM
„Myślę więc jestem”
- to sentencja znanego filozofa i matematyka, Kartezjusza.
Jego intelektualni spadkobiercy, w rodzaju Pierre’a Simona de Laplace’a, doszli do wniosku, że człowiek, wraz z jego rozumem, jest tworem czysto materialnym. Skoro nie ma dowodów na istnienie innego świata, niż poznawalny racjonalnie, może oznaczać tym samym, że inny świat nie istnieje. Co ciekawe, niejaki Daniel Dennett reprezentuje pogląd, że wszystko co nazywamy świadomością w ogóle nie ma miejsca. Informacje dopływające do naszego mózgu rozdzielają się na osobne strumienie i przetwarzane są w różnych jego rejonach a póki co jeszcze nie odkryto miejsca, gdzie informacje byłyby gromadzone i przetwarzane w sposób, który mogłyby stanowić „siedzibę świadomości". Myśl, że cały ten przepływ informacji jest centralnie kontrolowany była by kusząca, ale jest też zupełnie możliwe, że mózg nie ma żadnego „szefa" i poszczególne sieci neuronowe są autonomiczne a poszczególne procesy umysłowe stają się świadome, kiedy zwyciężają w konkurencji z innymi procesami umysłowymi. Podług niego świadomość jest epifenomenem.
Fakt, iż widzisz rozstrzyga jednoznacznie o tym, że masz oczy. Tak? Spróbuj więc zobaczyć swoje oczy teraz. Nie ich lustrzane odbicie a właśnie same oczy, posługując się oczami. Jeśli nie możesz tego zrobić musisz przyjąć filozoficzny pogląd że oczy nie istnieją. A to że nadal widzisz powinieneś nazwać epifenomenem.
Próbowanie zrozumienia struktury umysłu samym umysłem opiera się na podobnym, fałszywym założeniu logicznym. Powstaje pogmatwanie, bo sam umysł jest oczywiście kompetentny ale tylko do pewnego momentu. Kto potrafi zdefiniować piękno? Nie możesz zdefiniować niedefiniowalnego. Co prawda idąc tym tropem możesz rozłożyć kwiatek na tysiące części, naukowo je zbadać i nazwać, ale samo przeżycie jego piękna jest od strony naukowej niedefiniowalne i niedostępne. Obecnie żyjemy w epoce dominacji umysłu abstrakcyjnego, globalizacji i dostępności różnorakim form dostarczanych przyjemności. Najlepiej aby wszystko było cyfrowe i jednocześnie dostępne przez sieć. Nawet kompot.
Pokonać umysł umysłem to także niezwykle interesująca idea. Arystoteles określił człowieka jako chodzące na dwóch nogach, bezpióre zwierze. W odpowiedzi Diogenes złapał pawia, wyrwał mu wszystkie pióra i wysłał do Arystotelesa z wiadomością „Proszę przyjmij w darze istotę ludzką”.
Kiedy w 1842 roku Adam Thompson wprowadził na rynek wannę kąpielową, naukowcy sprzeciwili się wprowadzeniu tego produktu na rynek. Ówczesne sławy medyczne przewidywały skutki uboczne w postaci reumatyzmu, epidemii zapalenia płuc a kąpiel w zimie skutkować miała szybkim zmniejszaniem się populacji ludzkiej. Filadelfia próbowała wprowadzić zakaz kąpieli w wannie pomiędzy listopadem a marcem zaś w 1845 roku w Bostonie ogłoszono, że kąpiel bez zalecenia lekarza jest nielegalna.
„Są chwilę w których mój umysł przestaje się poruszać i zatrzymuje się wówczas myślenie. Nie myślę, więc co, nie ma mnie?” – zapytał wschodni mistrz Zen.
- to sentencja znanego filozofa i matematyka, Kartezjusza.
Jego intelektualni spadkobiercy, w rodzaju Pierre’a Simona de Laplace’a, doszli do wniosku, że człowiek, wraz z jego rozumem, jest tworem czysto materialnym. Skoro nie ma dowodów na istnienie innego świata, niż poznawalny racjonalnie, może oznaczać tym samym, że inny świat nie istnieje. Co ciekawe, niejaki Daniel Dennett reprezentuje pogląd, że wszystko co nazywamy świadomością w ogóle nie ma miejsca. Informacje dopływające do naszego mózgu rozdzielają się na osobne strumienie i przetwarzane są w różnych jego rejonach a póki co jeszcze nie odkryto miejsca, gdzie informacje byłyby gromadzone i przetwarzane w sposób, który mogłyby stanowić „siedzibę świadomości". Myśl, że cały ten przepływ informacji jest centralnie kontrolowany była by kusząca, ale jest też zupełnie możliwe, że mózg nie ma żadnego „szefa" i poszczególne sieci neuronowe są autonomiczne a poszczególne procesy umysłowe stają się świadome, kiedy zwyciężają w konkurencji z innymi procesami umysłowymi. Podług niego świadomość jest epifenomenem.
Fakt, iż widzisz rozstrzyga jednoznacznie o tym, że masz oczy. Tak? Spróbuj więc zobaczyć swoje oczy teraz. Nie ich lustrzane odbicie a właśnie same oczy, posługując się oczami. Jeśli nie możesz tego zrobić musisz przyjąć filozoficzny pogląd że oczy nie istnieją. A to że nadal widzisz powinieneś nazwać epifenomenem.
Próbowanie zrozumienia struktury umysłu samym umysłem opiera się na podobnym, fałszywym założeniu logicznym. Powstaje pogmatwanie, bo sam umysł jest oczywiście kompetentny ale tylko do pewnego momentu. Kto potrafi zdefiniować piękno? Nie możesz zdefiniować niedefiniowalnego. Co prawda idąc tym tropem możesz rozłożyć kwiatek na tysiące części, naukowo je zbadać i nazwać, ale samo przeżycie jego piękna jest od strony naukowej niedefiniowalne i niedostępne. Obecnie żyjemy w epoce dominacji umysłu abstrakcyjnego, globalizacji i dostępności różnorakim form dostarczanych przyjemności. Najlepiej aby wszystko było cyfrowe i jednocześnie dostępne przez sieć. Nawet kompot.
Pokonać umysł umysłem to także niezwykle interesująca idea. Arystoteles określił człowieka jako chodzące na dwóch nogach, bezpióre zwierze. W odpowiedzi Diogenes złapał pawia, wyrwał mu wszystkie pióra i wysłał do Arystotelesa z wiadomością „Proszę przyjmij w darze istotę ludzką”.
Kiedy w 1842 roku Adam Thompson wprowadził na rynek wannę kąpielową, naukowcy sprzeciwili się wprowadzeniu tego produktu na rynek. Ówczesne sławy medyczne przewidywały skutki uboczne w postaci reumatyzmu, epidemii zapalenia płuc a kąpiel w zimie skutkować miała szybkim zmniejszaniem się populacji ludzkiej. Filadelfia próbowała wprowadzić zakaz kąpieli w wannie pomiędzy listopadem a marcem zaś w 1845 roku w Bostonie ogłoszono, że kąpiel bez zalecenia lekarza jest nielegalna.
„Są chwilę w których mój umysł przestaje się poruszać i zatrzymuje się wówczas myślenie. Nie myślę, więc co, nie ma mnie?” – zapytał wschodni mistrz Zen.
POKORA
"Zakochanie polega na tym, że mamy oczy zmrużone i za nic nie chcemy ich otworzyć tak, aby widzieć wyraźnie." J. Bucay
Kiedyś do jednego z wschodnich mistyków przyszła chrześcijańska misjonarka. Była nią młoda, sprawiająca wrażenie niezmiernie grzecznej i pokornej, kobieta. Dała mu Biblię i kilka broszurek, zachowując się przy tym bardzo cicho i niezwykle przyjaźnie.
„Zabieraj stąd te wszystkie śmieci.
Natychmiast!
Ta Święta Biblia to jedna z najmniej świętych ksiąg na świecie!”
– krzyknął obdarowany.
Kobieta niemalże eksplodowała. Zaatakowała mistyka oburzona, obrzucając obelgami, rozlewając ocean złości i nienawiści. Zupełnie zapomniała o swojej wcześniejszej, tak pokornej postawie.
„Oczywiście, może Pani zostawić Biblie. To była jedynie sztuczka aby pokazać, jaka Pani naprawdę jest.
Tak naprawdę nie jest Pani naprawdę pokorna, to poza.
Gdyby było inaczej nie uraziłbym Pani”
– powiedział wówczas ze współczuciem ów mistyk.
Jest jeszcze inna opowiastka.
Pewnego razu, kiedy Budda przechodził przez wioskę, ludzie zaczęli mu złorzeczyć. Wykrzykiwali wszystkie najbardziej obraźliwe słowa, jakie znali. Budda postał chwilę, posłuchał w milczeniu z wielką uwagą i odpowiedział: „Dzięki, że do mnie przyszliście, ale się spieszę. Muszę dotrzeć do sąsiedniej wioski, tam na mnie czekają. Dziś nie mogę wam poświęcić więcej czasu, ale jutro, wracając, będę swobodniejszy. Możecie znowu się zebrać i jeśli chcielibyście coś jeszcze powiedzieć, będziecie mieli taką możliwość. Ale dzisiaj musicie mi wybaczyć.”
Ludzie nie wierzyli własnym uszom i oczom: na tym człowieku nic nie zrobiło wrażenia, nic go nie poruszyło. Jeden z nich spytał: „Nie słyszałeś nas? Obrzuciliśmy cię strasznymi obelgami, a ty nawet nie odpowiedziałeś!”
Budda odparł: „Jeśli spodziewaliście się reakcji, przyszliście za późno. Trzeba było przyjść dziesięć lat wcześniej, wtedy bym zareagował na wasze słowa. Ale w ciągu tych dziesięciu lat nauczyłem się nie ulegać manipulacji. Nie jestem już niewolnikiem, jestem panem siebie. Działam zgodnie z moją wewnętrzną potrzebą. Do niczego mnie nie zmusicie. Wszystko jest w najlepszym porządku: wy chcieliście mnie obrażać i obrażaliście. Dostąpiliście spełnienia. Doskonale wykonaliście swoją pracę. Ale ja ze swej strony nie przyjmuję waszych obraźliwych słów, a dopóki ich nie przyjmę, pozostają bez znaczenia.”
Kiedyś do jednego z wschodnich mistyków przyszła chrześcijańska misjonarka. Była nią młoda, sprawiająca wrażenie niezmiernie grzecznej i pokornej, kobieta. Dała mu Biblię i kilka broszurek, zachowując się przy tym bardzo cicho i niezwykle przyjaźnie.
„Zabieraj stąd te wszystkie śmieci.
Natychmiast!
Ta Święta Biblia to jedna z najmniej świętych ksiąg na świecie!”
– krzyknął obdarowany.
Kobieta niemalże eksplodowała. Zaatakowała mistyka oburzona, obrzucając obelgami, rozlewając ocean złości i nienawiści. Zupełnie zapomniała o swojej wcześniejszej, tak pokornej postawie.
„Oczywiście, może Pani zostawić Biblie. To była jedynie sztuczka aby pokazać, jaka Pani naprawdę jest.
Tak naprawdę nie jest Pani naprawdę pokorna, to poza.
Gdyby było inaczej nie uraziłbym Pani”
– powiedział wówczas ze współczuciem ów mistyk.
Jest jeszcze inna opowiastka.
Pewnego razu, kiedy Budda przechodził przez wioskę, ludzie zaczęli mu złorzeczyć. Wykrzykiwali wszystkie najbardziej obraźliwe słowa, jakie znali. Budda postał chwilę, posłuchał w milczeniu z wielką uwagą i odpowiedział: „Dzięki, że do mnie przyszliście, ale się spieszę. Muszę dotrzeć do sąsiedniej wioski, tam na mnie czekają. Dziś nie mogę wam poświęcić więcej czasu, ale jutro, wracając, będę swobodniejszy. Możecie znowu się zebrać i jeśli chcielibyście coś jeszcze powiedzieć, będziecie mieli taką możliwość. Ale dzisiaj musicie mi wybaczyć.”
Ludzie nie wierzyli własnym uszom i oczom: na tym człowieku nic nie zrobiło wrażenia, nic go nie poruszyło. Jeden z nich spytał: „Nie słyszałeś nas? Obrzuciliśmy cię strasznymi obelgami, a ty nawet nie odpowiedziałeś!”
Budda odparł: „Jeśli spodziewaliście się reakcji, przyszliście za późno. Trzeba było przyjść dziesięć lat wcześniej, wtedy bym zareagował na wasze słowa. Ale w ciągu tych dziesięciu lat nauczyłem się nie ulegać manipulacji. Nie jestem już niewolnikiem, jestem panem siebie. Działam zgodnie z moją wewnętrzną potrzebą. Do niczego mnie nie zmusicie. Wszystko jest w najlepszym porządku: wy chcieliście mnie obrażać i obrażaliście. Dostąpiliście spełnienia. Doskonale wykonaliście swoją pracę. Ale ja ze swej strony nie przyjmuję waszych obraźliwych słów, a dopóki ich nie przyjmę, pozostają bez znaczenia.”
piątek, 23 października 2009
BÓG, KTÓREGO NIE BYŁO
Kontrowersyjny, choć w wielu kwestiach spójny z aktualnym obrazem amerykańskiej wiary, materiał autorstwa Briana Flaminga.
Pomijając same rozważania czy Chrystus był faktycznie bogiem czy boskim prorokiem (jak chcą muzułmanie czy nawet ruchy chrześcijan poza wiodącym nurtem) warto przyjrzeć się samemu faktowi jego istnienia w sposób relatywny. Nawet poza samymi źródłami biblijnymi, dla niechrześcijan będące mniej wartościowym źródłem niż ówczesne przekazy świeckie, działalność misyjno-polityczna Jezusa została udokumentowana przez ówczesnego żydowskiego historyka, Józefa Flawiusza. Według jego kroniki "Dawne dzieje Izraela": "Jezus został aresztowany w Jerozolimie, oraz został skazany na śmierć przez Poncjusza Piłata, mimo iż czynił rzeczy niezwykłe". "W tym czasie żył Jezus, człowiek mądry [jeśli w ogóle można go nazwać człowiekiem]. Czynił bowiem rzeczy niezwykłe i był nauczycielem ludzi, którzy z radością przyjmują prawdę." Antiq., ks. XVIII, rozdz.III, 3.
Nie tylko pismach żydowskich i w ewangeliach (tak kanonicznych jak i w apokryficzych, o których wspomina autor) znajdujemy dużo materiału biograficznego, który można łatwo skonfrontować z innymi źródłami, stricte historycznymi. Tak Swetroniusz jak i Tacyt, ówcześni rzymscy kronikarze, umieszczają go jako postać istniejącą realnie, w opisywanych przez siebie wydarzeniach "Żydów wypędził [Klaudiusz] z Rzymu za to, że bezustannie wichrzyli, podżegani przez jakiegoś Chrestosa" (Boski Klaudiusz, XXV) lub "Początek tej nazwie dał Chrystus, który za panowania Tyberiusza skazany został na śmierć przez prokuratora Poncjusza Piłata" (Roczniki XV,44).
Ciekawym wątkiem, który mógłby posłużyć za kanwę sensacji mogłaby być rola samego prokuratora, Piłata. W opowiadaniach biblijnych kreuje się go na prawego i łagodnego osobnika, co zupełnie rozmija się prawdą historyczną tego okresu. Pojawił się on w roku 26 n.e., wkraczając wraz z wojskiem do Jerozolimy. Już wkrótce postanowił zagarnąć mienie Świątyni, potrzebne mu na budowę wodociągu, swoistej gry politycznej o ustawienie status quo. Jako że po samym fakcie dokonanym musiał wówczas stawić czoła wrogiej demonstracji, składającej się prawie 10 tysięcy żydowskich uczestników, rozkazał żołnierzom zdjąć mundury i włożyć czarne żydowskie płaszcze, dostatecznie obszerne by można było pod nimi ukryć sztylety. Na umówiony znak żołnierze "Poczęli zadawać razy, zarówno spokojnym obywatelom jak i zbuntowanym" Józef Flawiusz (Ant. ks. XVIII, rozdz. III, 62).
Od tamtej pory, dla społeczności lokalnej Piłat stał się wrogiem numer jeden, z czego on sam znakomicie zdawał sobie sprawę. Aresztując i skazując Jezusa, pod zarzutem bycia "Żydowskim królem" doprowadziłby do otwartego buntu, patrząc na popularność jaką cieszył się wśród tłumów ów Galilejczyk. Najlepszym sposobem stało się zaangażowanie w akcje kapłanów i nadanie całej akcji pozorów legalności ze strony Sanhedynu, w ten sposób cała sprawa dotyczyć będzie raczej Żydów niż Rzymian.
Kwestią jest jednakże to, że opierając się na źródłach historycznych, bez trudu możemy znaleźć dowody na to, że w tamtym czasie sam Sahedyn miał wystarczające uprawnienia do tego, aby skazać na śmierć każdego, kto dopuścił się bluźnierstwa i często z tego prawa korzystał. Nie było żadnej potrzeby zabierać o zgodę Piłata, administracji państwowej. Dokładnie w tym samym czasie niejaki Szczepan, jeden z diakonów, został także oskarżony o bluźnierstwo, po czym wypędzono go za miasto i niezwłocznie ukamienowano. W całą tą sprawę nie był zamieszany ani jeden Rzymianin, nie było nawet składanego wniosku do prokuratora, co dowodzi faktu iż Jezus został oskarżony, skazany i stracony z przyczyn pozadiasporowych.
Podejrzewam, że późniejsze redakcje kanonu biblijnego miały za zadanie taką manipulacje przesłaniem, aby było ono jak najbardziej akceptowalne przez masy wyznawców, w których przeważającą ilość stanowili właśnie Rzymscy obywatele Republiki.
sobota, 17 października 2009
OBIEKTYWNE POSTRZEGANIE
„Nasz opis natury nie ma na celu odkrycia rzeczywistej esencji zjawisk, lecz po prostu odkrycie, o tyle, o ile to możliwe, relacji między licznymi aspektami naszej egzystencji” H.D. Bohr
Już w starożytnej Grecji zwolennicy Platona i jego ucznia Arystotelesa toczyli spór o rzeczywistość w jakiej istnieli i kwestię realności bądź nierealność otaczających ich zjawisk, o obiektywność rzeczywistości. Platon nauczał, że fizyczne zmysły zaciemniają percepcję wszechświata poprzez fakt, że jesteśmy ucieleśnieni przez co nasza percepcja jest zniekształcona, niedokładna i iluzoryczna.
Dziś możemy to potwierdzić opierając się choćby na badaniach związanych z postrzeganiem świata przez zwierzęta. Pies może widzieć po zmroku ponieważ jego oczy są bardziej wrażliwe na światło podczerwone niż u człowieka, gołąb może odbierać promienie ultrafioletowe, których nie widzimy a nietoperz kontaktuje się ze światem za pomocą nadawania i odbierania sygnałów dźwiękowych. Stąd wniosek, że ich obraz świata musi być kompletnie odmienny od naszego.
Podczas pracy nad poziomem ciała i zmysłów Platon stwierdził, iż nigdy nie będziemy mogli doświadczyć rzeczy, takimi, jakimi są "w rzeczywistości", nauczając, że istnieje bardziej doskonałe, niematerialne królestwo istnienia, wiecznych i niezmiennych idei. Zachodnia, proarystotelesowska modła pojmowania świata została zdefiniowana przez Galileusza, który napisał że wszystko co nie jest wynikiem badań dających się zmierzyć i kwantyfikować właściwości od strony materii nie posiada naukowego charakteru.
W czasach współczesnych używa się instrumentów naukowych, komputerów, aby maksymalnie rozszerzyć moc postrzegania, znakomita większość naukowców podziela podstawowy pogląd na świat Galileusza - to czego nie obejmujemy logicznie nie istnieje. Studiując wywody przedstawicieli „poważnej nauki”, którzy komentują coś, co w ich obrazie świata jest "mniej naukowe", rzuca się w oczy ich stronniczość i tworzenie swoistych teorii na temat teorii. A przecież słowo nauka ma łacińskie korzenie w słowie scire, co znaczy wiedzieć.
Do czasu słynnego eksperymentu EPR, firmowanego min. przez Einsteina, mającego w założeniach obalić „niearystotelesowe” założenia fizyki kwantowej, nic nie przeczyło temu, iż można zmierzyć, zważyć i ujednolicić wszystko w ramach tzw. zachodniej logiki w ramach pro-Galilejskiego paradygmatu. Paradoks wielkości kwantowej, mierzonej zmienną, która nie ma ustalonej wartości, a dopiero pomiar ją ustala, wprowadziło dużo zamieszania do tej idei. Elektron, będący przed pomiarem zarówno falą jak i cząsteczką, opiera się bardziej na prawdopodobieństwie jego istnienia (bądź nieistnienia) w określonym miejscu, niż na jego trwałej i materialnej formie. Było to kompletnie sprzeczne z zasadami zachodniego spojrzenia na naukę.
Stwierdzono istnienie pewnych cząstek elementarnych, których właściwość polega na tym, że przy dokonaniu pomiaru wartości jakiejkolwiek składowej ich spinu, dla obu cząstek względem tego samego kierunku, otrzymujemy zawsze przeciwstawne wyniki. Jeśli nawet takie cząstki oddalimy od siebie, a potem zmierzymy ową składową jednej z nich, to pomiar da nam nie tylko jej wartość, ale jednocześnie wartość składowej spinu pozostałej. Ciekawe. Ponieważ dla owej cząstki przed pomiarem składowe spinów są całkowicie nieokreślone, mamy zatem pewnego rodzaju oddziaływanie, rozchodzące się natychmiastowo, na dowolną odległość, bez zachowania dogmatu maksymalnej prędkości światła jako najszybszego możliwego sposobu przekazania informacji. Doświadczalnie potwierdzono, że nawet w przypadku, kiedy owe cząstki odległe są od siebie o kilkadziesiąt kilometrów, określenie spinu jednej z nich powoduje natychmiastowe ustalenie spinu dla cząstki skorelowanej. Wygląda na to, że sam fakt dokonania pomiaru, pojawienia się obserwatora, powoduje ustalenie rzeczywistości w którejś z form, sprowadzenie jej do wartości mierzalnej, która wcześniej mierzalna w żaden sposób nie była.
Najbardziej istotny w tej układance jest fakt, iż aby dokonać pomiaru musisz dostarczyć mierzonemu układowi energii. Najczęściej jest to foton, elementarna cząstka światła, gdzie im więcej jej dostarczysz wpływając na mierzony obiekt, tym większy jest wynik zjawiska fizycznego, mierzonego prawdopodobieństwem, polegającym na przebywaniu określonego elektronu w określonym miejscu. Tym samym uzyskujesz bardziej precyzyjny wynik pomiaru. Jednak im bardziej chcesz zredukować nieokreśloność owej pozycji elektronu, oświetlając go fotonami o wysokiej energii, tym bardziej zakłócasz jego wcześniejszy stan energetyczny. Jeśli dostarczymy mu energii o mniejszej energetyczności wtedy co prawda mniej zakłócimy jego ruch, ale jednocześnie zwiększymy nieokreśloność jego pozycji.
Mówienie o „obiektywnej” rzeczywistości, która istniała by bez braku wszelkich obserwacji nie ma więc żadnego sensu. Nie jesteśmy biernymi obserwatorami świata atomowego i subatomowego, ale pełnoprawnymi aktorami, biorącymi udział w przedstawieniu. Jednocześnie przecież każdy obiekt makroskopowy, jaki można zaobserwować, jest złożony z cząstek elementarnych, które są podporządkowane kwantowej nieoznaczoności a przez co są bardziej puste niż wypełnione masą. Jądro atomu, mające 99,9% jego masy, zajmuje tylko 0,2% jego objętości, co powoduje iż każdy z fizycznie istniejących przedmiotów tylko w ułamku procenta jest materialny. Zaskakujące, także w innym kontekście.
Jak udowodniono, bieg czasu jest zmienny, relatywny w stosunku do prędkości z jaką porusza się obiekt w stosunku do prędkości światła. Przy 87% owej prędkości czas dla rozpędzonego obiektu płynie dwa razy wolniej, przy 99% czas zwalnia siedmiokrotnie a przy 99,9% już 22,4 raza. Ciekawe jak się to ma do samej prędkości z jaką poruszasz się Ty wraz ze swoją planetą w przestrzeni kosmicznej. Ziemia dookoła Słońca leci się z prędkością 30 kilometrów na sekundę, Słońce krąży wokół centrum Drogi Mlecznej 230 kilometrów na sekundę. Sama Droga Mleczna wpada z prędkością 90 kilometrów na sekundę na Andromedę, Grupa Lokalna, zawierająca naszą Galaktykę i Andromedę leci z prędkością 600 kilometrów na sekundę w kierunku Gromady Panny, która z kolei pędzi ku gigantycznej aglomeracji galaktyk zwanej Wielkim Atraktorem. Z jaką prędkością się więc poruszasz, pozornie nie poruszając się i jak relatywny jest Twój czas i obiektywne postrzeganie?
Już w starożytnej Grecji zwolennicy Platona i jego ucznia Arystotelesa toczyli spór o rzeczywistość w jakiej istnieli i kwestię realności bądź nierealność otaczających ich zjawisk, o obiektywność rzeczywistości. Platon nauczał, że fizyczne zmysły zaciemniają percepcję wszechświata poprzez fakt, że jesteśmy ucieleśnieni przez co nasza percepcja jest zniekształcona, niedokładna i iluzoryczna.
Dziś możemy to potwierdzić opierając się choćby na badaniach związanych z postrzeganiem świata przez zwierzęta. Pies może widzieć po zmroku ponieważ jego oczy są bardziej wrażliwe na światło podczerwone niż u człowieka, gołąb może odbierać promienie ultrafioletowe, których nie widzimy a nietoperz kontaktuje się ze światem za pomocą nadawania i odbierania sygnałów dźwiękowych. Stąd wniosek, że ich obraz świata musi być kompletnie odmienny od naszego.
Podczas pracy nad poziomem ciała i zmysłów Platon stwierdził, iż nigdy nie będziemy mogli doświadczyć rzeczy, takimi, jakimi są "w rzeczywistości", nauczając, że istnieje bardziej doskonałe, niematerialne królestwo istnienia, wiecznych i niezmiennych idei. Zachodnia, proarystotelesowska modła pojmowania świata została zdefiniowana przez Galileusza, który napisał że wszystko co nie jest wynikiem badań dających się zmierzyć i kwantyfikować właściwości od strony materii nie posiada naukowego charakteru.
W czasach współczesnych używa się instrumentów naukowych, komputerów, aby maksymalnie rozszerzyć moc postrzegania, znakomita większość naukowców podziela podstawowy pogląd na świat Galileusza - to czego nie obejmujemy logicznie nie istnieje. Studiując wywody przedstawicieli „poważnej nauki”, którzy komentują coś, co w ich obrazie świata jest "mniej naukowe", rzuca się w oczy ich stronniczość i tworzenie swoistych teorii na temat teorii. A przecież słowo nauka ma łacińskie korzenie w słowie scire, co znaczy wiedzieć.
Do czasu słynnego eksperymentu EPR, firmowanego min. przez Einsteina, mającego w założeniach obalić „niearystotelesowe” założenia fizyki kwantowej, nic nie przeczyło temu, iż można zmierzyć, zważyć i ujednolicić wszystko w ramach tzw. zachodniej logiki w ramach pro-Galilejskiego paradygmatu. Paradoks wielkości kwantowej, mierzonej zmienną, która nie ma ustalonej wartości, a dopiero pomiar ją ustala, wprowadziło dużo zamieszania do tej idei. Elektron, będący przed pomiarem zarówno falą jak i cząsteczką, opiera się bardziej na prawdopodobieństwie jego istnienia (bądź nieistnienia) w określonym miejscu, niż na jego trwałej i materialnej formie. Było to kompletnie sprzeczne z zasadami zachodniego spojrzenia na naukę.
Stwierdzono istnienie pewnych cząstek elementarnych, których właściwość polega na tym, że przy dokonaniu pomiaru wartości jakiejkolwiek składowej ich spinu, dla obu cząstek względem tego samego kierunku, otrzymujemy zawsze przeciwstawne wyniki. Jeśli nawet takie cząstki oddalimy od siebie, a potem zmierzymy ową składową jednej z nich, to pomiar da nam nie tylko jej wartość, ale jednocześnie wartość składowej spinu pozostałej. Ciekawe. Ponieważ dla owej cząstki przed pomiarem składowe spinów są całkowicie nieokreślone, mamy zatem pewnego rodzaju oddziaływanie, rozchodzące się natychmiastowo, na dowolną odległość, bez zachowania dogmatu maksymalnej prędkości światła jako najszybszego możliwego sposobu przekazania informacji. Doświadczalnie potwierdzono, że nawet w przypadku, kiedy owe cząstki odległe są od siebie o kilkadziesiąt kilometrów, określenie spinu jednej z nich powoduje natychmiastowe ustalenie spinu dla cząstki skorelowanej. Wygląda na to, że sam fakt dokonania pomiaru, pojawienia się obserwatora, powoduje ustalenie rzeczywistości w którejś z form, sprowadzenie jej do wartości mierzalnej, która wcześniej mierzalna w żaden sposób nie była.
Najbardziej istotny w tej układance jest fakt, iż aby dokonać pomiaru musisz dostarczyć mierzonemu układowi energii. Najczęściej jest to foton, elementarna cząstka światła, gdzie im więcej jej dostarczysz wpływając na mierzony obiekt, tym większy jest wynik zjawiska fizycznego, mierzonego prawdopodobieństwem, polegającym na przebywaniu określonego elektronu w określonym miejscu. Tym samym uzyskujesz bardziej precyzyjny wynik pomiaru. Jednak im bardziej chcesz zredukować nieokreśloność owej pozycji elektronu, oświetlając go fotonami o wysokiej energii, tym bardziej zakłócasz jego wcześniejszy stan energetyczny. Jeśli dostarczymy mu energii o mniejszej energetyczności wtedy co prawda mniej zakłócimy jego ruch, ale jednocześnie zwiększymy nieokreśloność jego pozycji.
Mówienie o „obiektywnej” rzeczywistości, która istniała by bez braku wszelkich obserwacji nie ma więc żadnego sensu. Nie jesteśmy biernymi obserwatorami świata atomowego i subatomowego, ale pełnoprawnymi aktorami, biorącymi udział w przedstawieniu. Jednocześnie przecież każdy obiekt makroskopowy, jaki można zaobserwować, jest złożony z cząstek elementarnych, które są podporządkowane kwantowej nieoznaczoności a przez co są bardziej puste niż wypełnione masą. Jądro atomu, mające 99,9% jego masy, zajmuje tylko 0,2% jego objętości, co powoduje iż każdy z fizycznie istniejących przedmiotów tylko w ułamku procenta jest materialny. Zaskakujące, także w innym kontekście.
Jak udowodniono, bieg czasu jest zmienny, relatywny w stosunku do prędkości z jaką porusza się obiekt w stosunku do prędkości światła. Przy 87% owej prędkości czas dla rozpędzonego obiektu płynie dwa razy wolniej, przy 99% czas zwalnia siedmiokrotnie a przy 99,9% już 22,4 raza. Ciekawe jak się to ma do samej prędkości z jaką poruszasz się Ty wraz ze swoją planetą w przestrzeni kosmicznej. Ziemia dookoła Słońca leci się z prędkością 30 kilometrów na sekundę, Słońce krąży wokół centrum Drogi Mlecznej 230 kilometrów na sekundę. Sama Droga Mleczna wpada z prędkością 90 kilometrów na sekundę na Andromedę, Grupa Lokalna, zawierająca naszą Galaktykę i Andromedę leci z prędkością 600 kilometrów na sekundę w kierunku Gromady Panny, która z kolei pędzi ku gigantycznej aglomeracji galaktyk zwanej Wielkim Atraktorem. Z jaką prędkością się więc poruszasz, pozornie nie poruszając się i jak relatywny jest Twój czas i obiektywne postrzeganie?
piątek, 16 października 2009
NIENAWIŚĆ
"Dbaj o minuty, godziny zadbają same o siebie" A. Beck.
Ze wszystkich trucizn umysłu najbardziej szkodliwa jest nienawiść, bez niej nie było by morderstw, wojen, miliardów cierpień w historii człowieka. Do momentu kiedy gniew jednej osoby wywołuje gniew innej cykl wzajemnych odwetów i pretensji nigdy nie ustanie. Pod wpływem gniewu umysł widzi wszystko w sposób zafałszowany, co jest źródłem niekończącej się frustracji.
„Gdy ogarnia nas złość, nienawiść wtedy nie czujemy się dobrze ani pod względem fizycznym ani psychicznym. Tracimy apetyt, nie możemy spać, a jeśli bezustannie pozostajemy w tym stanie, z pewnością skracamy sobie życie. Po co? Póki zamieszkuje nas ten wewnętrzny wróg jakim jest złość czy nienawiść możemy niszczyć naszych dzisiejszych wrogów, ale jutro przecież pojawią się inni” Dalajlama
„Jeśli będziemy praktykować zasadę oko za oko, ząb za ząb wkrótce cały świat będzie ślepy i bezzębny” Gandi
Nienawiść wyolbrzymia wady tych przeciwko którym jest wymierzona, lekceważąc jednocześnie ich zalety.
Niechęć to bardziej podstępna i równie szkodliwa twarz nienawiści. Umysł opanowany przez niechęć, urazę i nienawiść zamyka się w iluzji, tłumacząc sobie że źródło jego niezadowolenia znajduje się na zewnątrz niego.
„Czas by odwrócić nienawiść od jej zwykłych celów i zwrócić przeciwko niej samej. Tak naprawdę to nienawiść jest waszym wrogiem i to ją powinniście zniszczyć” Dilgo Czietse Rinpocze
„Liczba moich wrogów jest nieskończona jak przestrzeń, zbyt wielka by sobie z nimi poradzić. Jeśli jednak unicestwię swoją nienawiść, wszyscy moi wrogowie polegną w jednej chwili” Szantidewa
Oto pułapka umysłu, uwikłanego w sieć emocji. Człowiek, który wpada w złość często potem mówi "Nie wiem co we mnie wstąpiło", Nie byłem sobą", "Wyszedłem z siebie". Ego odgrywa wówczas frapującą tragedię, w której przestawia sobie wady swojego wroga, jego wybiegi i knowania. O ile bardziej spójne i prawdziwe z wewnętrzną naturą są stany kiedy doświadczasz radości lub miłości płynącej z wnętrza?
Uczucia zepchnięte do podświadomości przy najbliższej okazji wrócą ze zdwojoną siłą, wzmacniając skłonności, które są przyczyną wewnętrznych konfliktów. Interesujące, że badania nad ludzkim zachowaniem wykazały, że osoby najbardziej zdolne do opanowywania swoich emocji (poprzez kontrolowanie ich, a nie poprzez tłumienie) najczęściej także przejawiały altruizm i empatię w konfrontacji z cierpieniami innych. Udowodnione także, że osoby nadwrażliwe emocjonalnie w obliczu cudzych nieszczęść bardziej skupiają się na swoich problemach, niż na poszukiwaniu środków, które mogły by zaradzić cierpieniom innych istot.
Kiedy zdasz sobie sprawę z uświadamiania sobie własnych, bieżących myśli, które pozwalają zidentyfikować nienawiść czy gniew natychmiast, gdy się pojawia, nie będzie potrzeby szukania ich źródeł gdziekolwiek indziej. Bo nigdzie indziej ich nie ma. I nigdy poza iluzją ich nigdzie więcej nie było.
Ze wszystkich trucizn umysłu najbardziej szkodliwa jest nienawiść, bez niej nie było by morderstw, wojen, miliardów cierpień w historii człowieka. Do momentu kiedy gniew jednej osoby wywołuje gniew innej cykl wzajemnych odwetów i pretensji nigdy nie ustanie. Pod wpływem gniewu umysł widzi wszystko w sposób zafałszowany, co jest źródłem niekończącej się frustracji.
„Gdy ogarnia nas złość, nienawiść wtedy nie czujemy się dobrze ani pod względem fizycznym ani psychicznym. Tracimy apetyt, nie możemy spać, a jeśli bezustannie pozostajemy w tym stanie, z pewnością skracamy sobie życie. Po co? Póki zamieszkuje nas ten wewnętrzny wróg jakim jest złość czy nienawiść możemy niszczyć naszych dzisiejszych wrogów, ale jutro przecież pojawią się inni” Dalajlama
„Jeśli będziemy praktykować zasadę oko za oko, ząb za ząb wkrótce cały świat będzie ślepy i bezzębny” Gandi
Nienawiść wyolbrzymia wady tych przeciwko którym jest wymierzona, lekceważąc jednocześnie ich zalety.
Niechęć to bardziej podstępna i równie szkodliwa twarz nienawiści. Umysł opanowany przez niechęć, urazę i nienawiść zamyka się w iluzji, tłumacząc sobie że źródło jego niezadowolenia znajduje się na zewnątrz niego.
„Czas by odwrócić nienawiść od jej zwykłych celów i zwrócić przeciwko niej samej. Tak naprawdę to nienawiść jest waszym wrogiem i to ją powinniście zniszczyć” Dilgo Czietse Rinpocze
„Liczba moich wrogów jest nieskończona jak przestrzeń, zbyt wielka by sobie z nimi poradzić. Jeśli jednak unicestwię swoją nienawiść, wszyscy moi wrogowie polegną w jednej chwili” Szantidewa
Oto pułapka umysłu, uwikłanego w sieć emocji. Człowiek, który wpada w złość często potem mówi "Nie wiem co we mnie wstąpiło", Nie byłem sobą", "Wyszedłem z siebie". Ego odgrywa wówczas frapującą tragedię, w której przestawia sobie wady swojego wroga, jego wybiegi i knowania. O ile bardziej spójne i prawdziwe z wewnętrzną naturą są stany kiedy doświadczasz radości lub miłości płynącej z wnętrza?
Uczucia zepchnięte do podświadomości przy najbliższej okazji wrócą ze zdwojoną siłą, wzmacniając skłonności, które są przyczyną wewnętrznych konfliktów. Interesujące, że badania nad ludzkim zachowaniem wykazały, że osoby najbardziej zdolne do opanowywania swoich emocji (poprzez kontrolowanie ich, a nie poprzez tłumienie) najczęściej także przejawiały altruizm i empatię w konfrontacji z cierpieniami innych. Udowodnione także, że osoby nadwrażliwe emocjonalnie w obliczu cudzych nieszczęść bardziej skupiają się na swoich problemach, niż na poszukiwaniu środków, które mogły by zaradzić cierpieniom innych istot.
Kiedy zdasz sobie sprawę z uświadamiania sobie własnych, bieżących myśli, które pozwalają zidentyfikować nienawiść czy gniew natychmiast, gdy się pojawia, nie będzie potrzeby szukania ich źródeł gdziekolwiek indziej. Bo nigdzie indziej ich nie ma. I nigdy poza iluzją ich nigdzie więcej nie było.
środa, 14 października 2009
SAMOAKCEPTACJA
„Lubię ludzi, którzy dobrze się czują we własnym towarzystwie” K. Wojewódzki
Zabieganie o miłość i aprobatę jest sprawdzonym oraz gwarantowanym sposobem utraty ich odczuwania. O czym myślimy, poszukując miłości, uznania i aprobaty? Prawdopodobnie uważamy, że miłość i aprobata innych są kluczem do królestwa szczęścia. Wydaje się, że zabieganie o nie zagwarantuje miłość, partnera, trwały intymny związek, małżeństwo i rodzinę.
Najczęściej sądzimy, że podejmowanie prób wywarcia wrażenia na społeczeństwie – zyskania podziwu i uznania właściwych ludzi – przyniesie sławę, bogactwo i zadowolenie z życia. Jeśli się to uda pomoże uzyskać poczucie bezpieczeństwa. Nic dziwnego, że skoro stawka jest tak wysoka poszukiwania mogą budzić wiele nadziei i pochłaniać całą energię. Codziennie ludzi nachodzą dziesiątki natrętnych myśli „Czy dobrze wyglądam?”, „Co oni o mnie pomyślą”, „Czy wywarłam odpowiednio dobre wrażenie”. Stale sprawdzają czy zyskują czy też tracą grunt pod nogami. Śpią. Robią to poza chwilami kiedy muszą przebudzić się na rzeczywistość. Myślenie o tym „Jak wyglądam” w trakcie np. gry w tenisa nie zdarza się. Stąd niektórzy uzależniają się od sportów tzw. ekstremalnych, w istocie sądząc, że to te sporty ich kręcą, nie zauważając że raczej jest to stan, w którym nie mają czasu na myślenie, analizowanie, bycie w przyszłości lub w przeszłości. Interesujące.
Ludzie o szczególnie niskim poczuciu tzw. własnej wartości wierzą iż jeśli nie zostaną zaakceptowani przez innych zostaną na stałe pozbawieni wszelkiej wartości we własnych oczach. Ironia mozolnego zabiegania o miłość i aprobatę innych polega na tym, że trudno tych rzeczy doświadczyć. Ludzie ustawicznie poszukujący aprobaty bliźnich nie zdają sobie sprawy, że są kochani i wspierani nie z powodu lecz pomimo wysiłków, jakie podejmują. Na dodatek im więcej na to pracują tym mniej to dostrzegają. Zaskakujące jak ludzie chętnie obserwują innych a jak rzadko samych siebie. Nie mają czasu zajrzeć w głąb samych siebie i zauważyć faktu, iż skoro mogą obserwować własne myśli to nie są nimi a są właśnie obserwatorami a umysł jest jedynie służącym, narzędziem, podobnie jak noga lub dłoń.
Gdy zaczniesz dostrzegać własne myśli jedną z pierwszych rzeczy jakie zauważysz jest fakt, że nigdy nie jesteś sam. Masz w głowie tajemniczego przyjaciela, który udaje, że jest Tobą. Co ciekawe: człowiek, który ma smutne myśli nigdy nie zauważa, że tylko tak mu się wydaje. Nigdy nie uskarża się, że to jedynie gra wyobraźni, lecz traktuje to jako rzecz najzupełniej prawdziwą. Dokładnie odwrotnie jest z radością czy poczuciem szczęścia. Wielu ludzi traktuje je podejrzliwie. Zaskakujące.
Niezależnie gdzie się udasz i z kim się spotkasz podąży za Tobą głos, który rozlega się w Twojej głowie. Jeśli obawiasz się samotności to oznacza, że obawiasz się własnych myśli. Jeśli je pokochasz będziesz lubić przebywać w ich towarzystwie, nie mając presji na poszukiwanie innego. Nie musisz włączać radia w samochodzie, lub telewizora czy komputera, kiedy wracasz do domu. Sposób w jaki traktujesz własne myśli jest tym, co wnosisz do wszystkich relacji, tak z innymi jak przede wszystkim z samym sobą.
Kiedyś do mędrca przyszedł człowiek, z prośbą aby mu pomógł znaleźć idealnego partnera, ponieważ sam od lat poszukuje kogoś takiego dla siebie po całym świecie, od dawna bezskutecznie. Kiedy mędrzec zapytał człowieka o cechy, jakie ma mieć ten idealny partner człowiek miał już przygotowaną w głowie długą i szczegółową ich listę. Pomogę Ci - rzekł mędrzec - mam na to prosty i gwarantowany sposób aby znaleźć takiego partnera. Po prostu sam stań się dokładnie taki, jak osoba jaką opisałeś. Wtedy od razu partnera do siebie przyciągniesz. Po jakimś czasie okazało się, że człowiek, idąc za radą mędrca stał się dokładnie taki, jak ktoś, kogo poszukiwał po całym świecie. I ze zdumieniem zauważył, że w zasadzie przestał go szukać i potrzebować bo znalazł go.
Tam, gdzie wcześniej wcale go nie szukał.
W samym sobie.
Zabieganie o miłość i aprobatę jest sprawdzonym oraz gwarantowanym sposobem utraty ich odczuwania. O czym myślimy, poszukując miłości, uznania i aprobaty? Prawdopodobnie uważamy, że miłość i aprobata innych są kluczem do królestwa szczęścia. Wydaje się, że zabieganie o nie zagwarantuje miłość, partnera, trwały intymny związek, małżeństwo i rodzinę.
Najczęściej sądzimy, że podejmowanie prób wywarcia wrażenia na społeczeństwie – zyskania podziwu i uznania właściwych ludzi – przyniesie sławę, bogactwo i zadowolenie z życia. Jeśli się to uda pomoże uzyskać poczucie bezpieczeństwa. Nic dziwnego, że skoro stawka jest tak wysoka poszukiwania mogą budzić wiele nadziei i pochłaniać całą energię. Codziennie ludzi nachodzą dziesiątki natrętnych myśli „Czy dobrze wyglądam?”, „Co oni o mnie pomyślą”, „Czy wywarłam odpowiednio dobre wrażenie”. Stale sprawdzają czy zyskują czy też tracą grunt pod nogami. Śpią. Robią to poza chwilami kiedy muszą przebudzić się na rzeczywistość. Myślenie o tym „Jak wyglądam” w trakcie np. gry w tenisa nie zdarza się. Stąd niektórzy uzależniają się od sportów tzw. ekstremalnych, w istocie sądząc, że to te sporty ich kręcą, nie zauważając że raczej jest to stan, w którym nie mają czasu na myślenie, analizowanie, bycie w przyszłości lub w przeszłości. Interesujące.
Ludzie o szczególnie niskim poczuciu tzw. własnej wartości wierzą iż jeśli nie zostaną zaakceptowani przez innych zostaną na stałe pozbawieni wszelkiej wartości we własnych oczach. Ironia mozolnego zabiegania o miłość i aprobatę innych polega na tym, że trudno tych rzeczy doświadczyć. Ludzie ustawicznie poszukujący aprobaty bliźnich nie zdają sobie sprawy, że są kochani i wspierani nie z powodu lecz pomimo wysiłków, jakie podejmują. Na dodatek im więcej na to pracują tym mniej to dostrzegają. Zaskakujące jak ludzie chętnie obserwują innych a jak rzadko samych siebie. Nie mają czasu zajrzeć w głąb samych siebie i zauważyć faktu, iż skoro mogą obserwować własne myśli to nie są nimi a są właśnie obserwatorami a umysł jest jedynie służącym, narzędziem, podobnie jak noga lub dłoń.
Gdy zaczniesz dostrzegać własne myśli jedną z pierwszych rzeczy jakie zauważysz jest fakt, że nigdy nie jesteś sam. Masz w głowie tajemniczego przyjaciela, który udaje, że jest Tobą. Co ciekawe: człowiek, który ma smutne myśli nigdy nie zauważa, że tylko tak mu się wydaje. Nigdy nie uskarża się, że to jedynie gra wyobraźni, lecz traktuje to jako rzecz najzupełniej prawdziwą. Dokładnie odwrotnie jest z radością czy poczuciem szczęścia. Wielu ludzi traktuje je podejrzliwie. Zaskakujące.
Niezależnie gdzie się udasz i z kim się spotkasz podąży za Tobą głos, który rozlega się w Twojej głowie. Jeśli obawiasz się samotności to oznacza, że obawiasz się własnych myśli. Jeśli je pokochasz będziesz lubić przebywać w ich towarzystwie, nie mając presji na poszukiwanie innego. Nie musisz włączać radia w samochodzie, lub telewizora czy komputera, kiedy wracasz do domu. Sposób w jaki traktujesz własne myśli jest tym, co wnosisz do wszystkich relacji, tak z innymi jak przede wszystkim z samym sobą.
Kiedyś do mędrca przyszedł człowiek, z prośbą aby mu pomógł znaleźć idealnego partnera, ponieważ sam od lat poszukuje kogoś takiego dla siebie po całym świecie, od dawna bezskutecznie. Kiedy mędrzec zapytał człowieka o cechy, jakie ma mieć ten idealny partner człowiek miał już przygotowaną w głowie długą i szczegółową ich listę. Pomogę Ci - rzekł mędrzec - mam na to prosty i gwarantowany sposób aby znaleźć takiego partnera. Po prostu sam stań się dokładnie taki, jak osoba jaką opisałeś. Wtedy od razu partnera do siebie przyciągniesz. Po jakimś czasie okazało się, że człowiek, idąc za radą mędrca stał się dokładnie taki, jak ktoś, kogo poszukiwał po całym świecie. I ze zdumieniem zauważył, że w zasadzie przestał go szukać i potrzebować bo znalazł go.
Tam, gdzie wcześniej wcale go nie szukał.
W samym sobie.
piątek, 9 października 2009
DROGA DO DOMU
"Ten kto nie jest zadowolony z tego co ma, nie będzie również zadowolony z tego co chciałby mieć" Sokrates
Jezus nie był chrześcijaninem, Budda nie był buddystą a Mahavira wyznawcą dżainizmu. To ludzie, którzy postarali się przejąć schedę po duchowych gigantach zaczęli budować systemy wiary. Kiedy religie przybrały postać zorganizowaną stały się niebezpieczne ponieważ stały się polityką w masce religii. Dlatego wszelkie religie świata starają się pozyskać jak najwięcej wyznawców, podobnie jak partie polityczne. To jest mowa liczb, kto ma więcej, kto jest bardziej wpływowy. Będąc hinduistą, muzułmaninem czy taoistą niszczysz czystość duchowości. Ona nie potrzebuje żadnych przymiotników i etykiet. Nie daj się nabrać na stereotypy i wrzucanie ludzi w szufladki.
Człowiek jest fundamentem rzeczywistości. Przychodzi sam, zostaje sam a pomiędzy tymi dwiema samotnościami rodzą się wszystkie rodzaje związków, dostarczając nam jedynie złudzeń. W tłumie wydaje Ci się, że wiesz kim jesteś. Masz imię, zawód, masz dane w dowodzie osobistym. A kiedy wchodzisz z tłumu kim jesteś? Nagle zauważasz, że nie jesteś swoim imieniem ponieważ zostało Ci ono nadane przez kogoś innego. Kim jesteś? Nie jesteś swoim zawodem, rolą społeczną, nawet Twoje ciało jest jak pożyczony samochód. Kim jesteś? Nie jesteś też swoimi myślami, ponieważ w nocy kiedy śpisz poza krótką fazą marzeń sennych nie masz myśli a nadal jesteś, istniejesz. Kim więc jesteś? Nie wiesz. To co prawdziwe nie ma imienia. Nie zmienia się, nie płynie, nie odchodzi nie powraca. Jeśli nazwiesz to czymś, nic nie osiągniesz. Po prostu zostań z tym "nie wiem", stanem jaki masz przed myśleniem. To "nie wiem" jedynie wie.
Pomyślimy chwilę nad grą, nazwaną przez społeczeństwa zakochanymi. Kochankowie mówią sobie nawzajem „Kocham Cię” lecz w głębi serca to oni pragną miłości. Im nie chodzi im o to by kochać, lecz o to by być kochanym. Mówią to po to by być kochani, dlatego narzekają „nie kochasz mnie wyjątkowo mocno, prawdziwie”. Do projekcji, jaką tworzysz, do fałszywej idei partnerstwa. Cokolwiek zrobi partner w głębi siebie możesz czuć, że zawsze jest pewnie coś więcej, inaczej, że zawsze możesz liczyć na coś lepszego. I zasypiasz jeszcze mocniej w śnie, którym śpisz na jawie. Myślą często „ja kocham, a ta druga osoba nie odpowiada, nie robi tego co ja potrzebuje”. Zgadnij co robi ta druga osoba. Tak, myśli dokładnie to samo. I tak jak Ty cierpi. Zauważ że mówiąc do innych tak naprawdę mówisz do samego siebie.
Gdy pozbywasz się osobowości, która każe Ci być np.: odpowiedzialnym, inteligentnym, mądrym, dowcipnym czy atrakcyjnym - jakąkolwiek poza - ściągasz siebie, które ma maskę udawania kogoś godnego szacunku, odkrywasz że nie ma żadnej potrzeby szukania akceptacji. Bo po prostu nie ma… Szukanie tego u innych to jedno z największych oszustw w historii świata, jakie zostały ludziom sprzedane przez społeczeństwo. Jedynie osoba pozbawiona inteligencji biega po całym świecie, szukając czegoś, właściwie nie wiedząc czego a kiedy to znajduje to okazuje się że to jednak nie to i nie takie. Czasem myśli, że pieniędzy, że władzy, że szacunku czy właśnie akceptacji innych. Nie wie. Bo szuka nie tam gdzie może znaleźć odpowiedź. Papierkiem lakmusowym czy urzeczywistniasz siebie jest nieustająca radość i poczucie wdzięczności. Kiedy stają się one źródłem Twojego życia to znak, że wracasz do domu.
Człowiek inteligentny zanim rozpocznie podróż do świata zewnętrznego najpierw poszuka własnej istoty. Zanim zacznie szukać po całym świecie zajrzy do wnętrza własnego domu. To przecież proste i logiczne. Jedynie Ci którzy to szukali wewnątrz siebie go tam znaleźli. Bo tylko tam możesz to odnaleźć. W swoim domu, w Tobie.
Jezus nie był chrześcijaninem, Budda nie był buddystą a Mahavira wyznawcą dżainizmu. To ludzie, którzy postarali się przejąć schedę po duchowych gigantach zaczęli budować systemy wiary. Kiedy religie przybrały postać zorganizowaną stały się niebezpieczne ponieważ stały się polityką w masce religii. Dlatego wszelkie religie świata starają się pozyskać jak najwięcej wyznawców, podobnie jak partie polityczne. To jest mowa liczb, kto ma więcej, kto jest bardziej wpływowy. Będąc hinduistą, muzułmaninem czy taoistą niszczysz czystość duchowości. Ona nie potrzebuje żadnych przymiotników i etykiet. Nie daj się nabrać na stereotypy i wrzucanie ludzi w szufladki.
Człowiek jest fundamentem rzeczywistości. Przychodzi sam, zostaje sam a pomiędzy tymi dwiema samotnościami rodzą się wszystkie rodzaje związków, dostarczając nam jedynie złudzeń. W tłumie wydaje Ci się, że wiesz kim jesteś. Masz imię, zawód, masz dane w dowodzie osobistym. A kiedy wchodzisz z tłumu kim jesteś? Nagle zauważasz, że nie jesteś swoim imieniem ponieważ zostało Ci ono nadane przez kogoś innego. Kim jesteś? Nie jesteś swoim zawodem, rolą społeczną, nawet Twoje ciało jest jak pożyczony samochód. Kim jesteś? Nie jesteś też swoimi myślami, ponieważ w nocy kiedy śpisz poza krótką fazą marzeń sennych nie masz myśli a nadal jesteś, istniejesz. Kim więc jesteś? Nie wiesz. To co prawdziwe nie ma imienia. Nie zmienia się, nie płynie, nie odchodzi nie powraca. Jeśli nazwiesz to czymś, nic nie osiągniesz. Po prostu zostań z tym "nie wiem", stanem jaki masz przed myśleniem. To "nie wiem" jedynie wie.
Pomyślimy chwilę nad grą, nazwaną przez społeczeństwa zakochanymi. Kochankowie mówią sobie nawzajem „Kocham Cię” lecz w głębi serca to oni pragną miłości. Im nie chodzi im o to by kochać, lecz o to by być kochanym. Mówią to po to by być kochani, dlatego narzekają „nie kochasz mnie wyjątkowo mocno, prawdziwie”. Do projekcji, jaką tworzysz, do fałszywej idei partnerstwa. Cokolwiek zrobi partner w głębi siebie możesz czuć, że zawsze jest pewnie coś więcej, inaczej, że zawsze możesz liczyć na coś lepszego. I zasypiasz jeszcze mocniej w śnie, którym śpisz na jawie. Myślą często „ja kocham, a ta druga osoba nie odpowiada, nie robi tego co ja potrzebuje”. Zgadnij co robi ta druga osoba. Tak, myśli dokładnie to samo. I tak jak Ty cierpi. Zauważ że mówiąc do innych tak naprawdę mówisz do samego siebie.
Gdy pozbywasz się osobowości, która każe Ci być np.: odpowiedzialnym, inteligentnym, mądrym, dowcipnym czy atrakcyjnym - jakąkolwiek poza - ściągasz siebie, które ma maskę udawania kogoś godnego szacunku, odkrywasz że nie ma żadnej potrzeby szukania akceptacji. Bo po prostu nie ma… Szukanie tego u innych to jedno z największych oszustw w historii świata, jakie zostały ludziom sprzedane przez społeczeństwo. Jedynie osoba pozbawiona inteligencji biega po całym świecie, szukając czegoś, właściwie nie wiedząc czego a kiedy to znajduje to okazuje się że to jednak nie to i nie takie. Czasem myśli, że pieniędzy, że władzy, że szacunku czy właśnie akceptacji innych. Nie wie. Bo szuka nie tam gdzie może znaleźć odpowiedź. Papierkiem lakmusowym czy urzeczywistniasz siebie jest nieustająca radość i poczucie wdzięczności. Kiedy stają się one źródłem Twojego życia to znak, że wracasz do domu.
Człowiek inteligentny zanim rozpocznie podróż do świata zewnętrznego najpierw poszuka własnej istoty. Zanim zacznie szukać po całym świecie zajrzy do wnętrza własnego domu. To przecież proste i logiczne. Jedynie Ci którzy to szukali wewnątrz siebie go tam znaleźli. Bo tylko tam możesz to odnaleźć. W swoim domu, w Tobie.
poniedziałek, 5 października 2009
OSZUSTWO PSYCHOANALIZY
"Wolność w miłości to o nic nie prosić ani niczego nie oczekiwać. Wolność – mieć najważniejszą rzecz na świecie, ale jej nie posiadać. Nikt nikogo nie traci, bo nikt nikogo nie może mieć na własność. Nie można się wzajemnie ranić, bo każdy odpowiada za swoje własne odczucia i nie ma prawa potępiać drugiego. Człowiek poznaje siebie, gdy pozna własne granice" P. Coelho
Teoria Freuda nie jest dowiedziona – oto najłagodniejszy osąd, jaki można o niej wygłosić, pomimo iż jego teorie są na tyle pojemne i nieprecyzyjne, że trudno ufać w jakiekolwiek z jego konkretnych interpretacji. Pewne idee Freuda — takie jak jego teoria pochodzenia religii, odwołująca się do wizji archaicznego ojcobójstwa i kanibalizmu — budziły zrozumiałe zakłopotanie ze względu na swój drastyczny i spekulatywny charakter. Szczególnie poważne zastrzeżenia żywili wobec nich biolodzy — na przykład w 1975 roku laureat Nagrody Nobla sir Peter Medawar nazwał teorię psychoanalityczną „największym intelektualnym oszustwem XX wieku".
Kilku śmiałków próbowało uwiarygodnić teorie Freuda za pomocą obiektywnych metod. Freudyści skłonni są np. wiązać wczesne odstawienie od piersi oraz wczesny trening czystości z odpowiednio z fiksacją oralną i analną. Podobno bierna osobowość oralna charakteryzuje się takimi cechami jak zamiłowanie do jedzenia i picia, pesymizm, poczucie winy i skłonność do uzależniania się od innych. Osobowość analna obsesyjnym zamiłowaniem do porządku, czystości, skąpstwem i uporem. Żadne przeprowadzone badania nie potwierdziły lub potwierdziły w nikłym stopniu korelacje pomiędzy osobowością a tego typu doświadczeniami z dzieciństwa. Tyle samo było wyników potwierdzających, co zaprzeczających tym sugestiom.
Przeprowadzono ponad pięćdziesiąt naukowych eksperymentów mających na celu sprawdzenie teorii represji. Neurotykom i osobom zdrowym prezentowano materiały, które – zgodnie teorią – powinny wywoływać u nich zdenerwowanie, a następnie badano czy reakcja na nie jest gwałtowniejsza niż materiały neutralne. Biorąc pod uwagę dane zgromadzone w wyniku tych eksperymentów pojęcie represji przy wyjaśnianiu tego zagadnienia jest nieuprawnione. Trzeba naprawdę wiele dobrej woli, aby nie wątpić w trafność i przydatność teorii, która nie poddaje się obiektywnym testom.
Jeszcze kilka lat temu wydawało się, że teoria Freuda może zyskać pewne uprawomocnienie dzięki badaniom nad rodzinami patologicznymi i rozbitymi. Jednak wyniki tych badań nie poddają się jednoznacznej interpretacji i nie potwierdzają żadnej części Freudowskiej teorii. Stwierdzono jednoznacznie, że badania prowadzone na ssakach z rodziny naczelnych obalają jego koncepcje w tym aspekcie. Rzeczywiście : np. małpki wychowywane w całkowitej izolacji wykazują w dorosłym życiu zaburzenia, ale osobniki wychowywane bez matki czy obojga rodziców, za to w towarzystwie rówieśników są zupełnie normalne. Badając historię w wielu okresach historycznych miłość rodzicielska była raczej osobliwością niż regułą, co nie powodowało żadnych odstępstw od normy w takich społecznościach (a można to potwierdzić poprzez obserwacje tzw. ludzkich wspólnot prymitywnych) a te kultury wydały na świat osoby prawdziwie spełnione: mistyków, gigantów mentalnych i intelektualnych oraz kultury modelowe (hellada, rzym).
Skoro teoria Freuda jest zbyt ograniczona, nielogiczna, pozbawiona jakiegokolwiek ugruntowania empirycznego to jest to poważny argument przeciwko stosowaniu tej i podobnych praktyk. Wydawało by się, że nic prostszego niż sprawdzić, czy wśród neurotyków poddanych psychoanalizie jest większy odsetek wyleczeń niż u chorych leczonych w inny sposób. W praktyce nie jest takie proste ponieważ:
1. Wielu neurotyków z czasem powraca do zdrowia niezależnie od tego czy są poddawani jakikolwiek terapii czy nie. Aby upewnić się, czy psychoanaliza przynosi pożądane rezultaty należało by rozlosować pacjentów do różnych grup gdzie jedna poddana by była psychoterapii, druga prowadzona za pomocą innej metody, trzecia nie leczona wcale. Jednak u pacjenta wierzącego w psychoanalizę jest to albo niemożliwe do przeprowadzenia, albo wątpliwe etycznie. Prawdopodobny jest w tym wypadku silnie rozciągnięty w czasie efekt placebo http://pl.wikipedia.org/wiki/Placebo
2. Większość psychoanalityków starannie dobiera sobie pacjentów, istnieje więc podejrzenie, że podejmują się leczenia jedynie tych, którzy mają szanse wyzdrowienia bądź tych od których można wyegzekwować odpowiednio dużą kwotę pieniędzy.
3. Bardzo wielu pacjentów wycofuje się z terapii psychoanalitycznej przed jej zakończeniem. Niektóre przeprowadzone badania mówią nawet o wyniku ponad 50% (sic!). Niewykluczone, że to najpoważniej chorzy nie mogą znieść długotrwałej psychoanalizy, a bez konkretnego zbadania tego w sposób statystyczny i niepodważalny wskaźnik "wyleczeń" jest zafałszowany.
4. Nie wiadomo kto bezstronnie miałby rozstrzygać czy pacjent rzeczywiście wyzdrowiał. Przecież nie psychoanalityk, który w tej sytuacji jest stroną. Może rodzina czy znajomi pacjenta, choć tu emocjonalne uwikłanie nie pozwalało by obiektywnie ocenić skutków. Najbardziej wiarygodnym kryterium, jakie się czasem stosuje przy tej okazji, jest zdolność pacjenta do powrotu do pracy. Jednak i ten wskaźnik nie potwierdza jednoznacznie przydatności tej metody terapii.
5. Ciekawą taktyką jest zrzucenie winy za brak efektów terapii na pacjenta. Psychoanalitycy tłumaczą swoja obojętność wobec tych czy innych dowodów w jeszcze inny sposób: podobno efektywne leczenie nie jest jedynym celem terapii, ma ona także zaowocować zmianą charakteru pacjenta. Z tego co ustalono empirycznie, ostatnią rzeczą jakiej chce neurotyk, często znajdujący się na dnie rozpaczy, jest zmiana jego charakteru. On chce po prostu wyzdrowieć i normalnie funkcjonować.
Trudno dowieść że psychoanaliza przynosi jakiekolwiek korzyści, jeśli nawet tak są one niewspółmiernie nikłe w stosunku do ponoszonych nakładów. W roku 1993 David Malan, znany brytyjski psychoanalityk, członek największego centrum psychoanalizy na wyspach brytyjskich przyznał „Dowody potwierdzające skuteczność terapii są wyjątkowo słabe. Badania nad najbardziej wpływową i najambitniejszą formą psychoterapii, tą oparta na psychoanalizie, nie dały żadnych efektów – wstyd i hańba- dopiero w ostatniej chwili uratował ją raport Fundacji Menningera”.
Wymieniona fundacja to jeden z głównych bastionów psychoanalizy w Stanach Zjednoczonych, a rzeczony raport jest podsumowaniem 18 letnich badań nad ta dziedziną wśród 40 pacjentów. Jedynym w miarę sensownym wnioskiem raportu jest stwierdzenie, że "pacjenci z silną osobowością poradzą sobie niezależnie od metody leczenia, a innym terapiom psychoanalityczna na niewiele się zda". Autorzy piszą nawet, że wnioski z ich badania czynią zasadnym pytanie „czy i do jakiego stopnia psychoanaliza jest dobra metoda leczenia nawet dla tych, którzy najmniej jej potrzebują, to jest dla osób o dużej sile ego”. Innymi słowy: psychoanaliza może okazać się bezużyteczna, bez względu na siłę ego pacjenta.
Jak pokazują empiryczne badania jeszcze się nie zdarzyło by usilne pogarszanie czyjegoś samopoczucia kiedykolwiek komukolwiek pomogło poczuć się lepiej.
Moja osobista rada dla wszystkich mających ochotę wybrać się do terapeuty brzmi: jeśli już musisz szukać u nich pomocy, wybierz takiego, który wydaje się Ci sympatyczny. Przynajmniej poznasz kogoś miłego :)
Teoria Freuda nie jest dowiedziona – oto najłagodniejszy osąd, jaki można o niej wygłosić, pomimo iż jego teorie są na tyle pojemne i nieprecyzyjne, że trudno ufać w jakiekolwiek z jego konkretnych interpretacji. Pewne idee Freuda — takie jak jego teoria pochodzenia religii, odwołująca się do wizji archaicznego ojcobójstwa i kanibalizmu — budziły zrozumiałe zakłopotanie ze względu na swój drastyczny i spekulatywny charakter. Szczególnie poważne zastrzeżenia żywili wobec nich biolodzy — na przykład w 1975 roku laureat Nagrody Nobla sir Peter Medawar nazwał teorię psychoanalityczną „największym intelektualnym oszustwem XX wieku".
Kilku śmiałków próbowało uwiarygodnić teorie Freuda za pomocą obiektywnych metod. Freudyści skłonni są np. wiązać wczesne odstawienie od piersi oraz wczesny trening czystości z odpowiednio z fiksacją oralną i analną. Podobno bierna osobowość oralna charakteryzuje się takimi cechami jak zamiłowanie do jedzenia i picia, pesymizm, poczucie winy i skłonność do uzależniania się od innych. Osobowość analna obsesyjnym zamiłowaniem do porządku, czystości, skąpstwem i uporem. Żadne przeprowadzone badania nie potwierdziły lub potwierdziły w nikłym stopniu korelacje pomiędzy osobowością a tego typu doświadczeniami z dzieciństwa. Tyle samo było wyników potwierdzających, co zaprzeczających tym sugestiom.
Przeprowadzono ponad pięćdziesiąt naukowych eksperymentów mających na celu sprawdzenie teorii represji. Neurotykom i osobom zdrowym prezentowano materiały, które – zgodnie teorią – powinny wywoływać u nich zdenerwowanie, a następnie badano czy reakcja na nie jest gwałtowniejsza niż materiały neutralne. Biorąc pod uwagę dane zgromadzone w wyniku tych eksperymentów pojęcie represji przy wyjaśnianiu tego zagadnienia jest nieuprawnione. Trzeba naprawdę wiele dobrej woli, aby nie wątpić w trafność i przydatność teorii, która nie poddaje się obiektywnym testom.
Jeszcze kilka lat temu wydawało się, że teoria Freuda może zyskać pewne uprawomocnienie dzięki badaniom nad rodzinami patologicznymi i rozbitymi. Jednak wyniki tych badań nie poddają się jednoznacznej interpretacji i nie potwierdzają żadnej części Freudowskiej teorii. Stwierdzono jednoznacznie, że badania prowadzone na ssakach z rodziny naczelnych obalają jego koncepcje w tym aspekcie. Rzeczywiście : np. małpki wychowywane w całkowitej izolacji wykazują w dorosłym życiu zaburzenia, ale osobniki wychowywane bez matki czy obojga rodziców, za to w towarzystwie rówieśników są zupełnie normalne. Badając historię w wielu okresach historycznych miłość rodzicielska była raczej osobliwością niż regułą, co nie powodowało żadnych odstępstw od normy w takich społecznościach (a można to potwierdzić poprzez obserwacje tzw. ludzkich wspólnot prymitywnych) a te kultury wydały na świat osoby prawdziwie spełnione: mistyków, gigantów mentalnych i intelektualnych oraz kultury modelowe (hellada, rzym).
Skoro teoria Freuda jest zbyt ograniczona, nielogiczna, pozbawiona jakiegokolwiek ugruntowania empirycznego to jest to poważny argument przeciwko stosowaniu tej i podobnych praktyk. Wydawało by się, że nic prostszego niż sprawdzić, czy wśród neurotyków poddanych psychoanalizie jest większy odsetek wyleczeń niż u chorych leczonych w inny sposób. W praktyce nie jest takie proste ponieważ:
1. Wielu neurotyków z czasem powraca do zdrowia niezależnie od tego czy są poddawani jakikolwiek terapii czy nie. Aby upewnić się, czy psychoanaliza przynosi pożądane rezultaty należało by rozlosować pacjentów do różnych grup gdzie jedna poddana by była psychoterapii, druga prowadzona za pomocą innej metody, trzecia nie leczona wcale. Jednak u pacjenta wierzącego w psychoanalizę jest to albo niemożliwe do przeprowadzenia, albo wątpliwe etycznie. Prawdopodobny jest w tym wypadku silnie rozciągnięty w czasie efekt placebo http://pl.wikipedia.org/wiki/Placebo
2. Większość psychoanalityków starannie dobiera sobie pacjentów, istnieje więc podejrzenie, że podejmują się leczenia jedynie tych, którzy mają szanse wyzdrowienia bądź tych od których można wyegzekwować odpowiednio dużą kwotę pieniędzy.
3. Bardzo wielu pacjentów wycofuje się z terapii psychoanalitycznej przed jej zakończeniem. Niektóre przeprowadzone badania mówią nawet o wyniku ponad 50% (sic!). Niewykluczone, że to najpoważniej chorzy nie mogą znieść długotrwałej psychoanalizy, a bez konkretnego zbadania tego w sposób statystyczny i niepodważalny wskaźnik "wyleczeń" jest zafałszowany.
4. Nie wiadomo kto bezstronnie miałby rozstrzygać czy pacjent rzeczywiście wyzdrowiał. Przecież nie psychoanalityk, który w tej sytuacji jest stroną. Może rodzina czy znajomi pacjenta, choć tu emocjonalne uwikłanie nie pozwalało by obiektywnie ocenić skutków. Najbardziej wiarygodnym kryterium, jakie się czasem stosuje przy tej okazji, jest zdolność pacjenta do powrotu do pracy. Jednak i ten wskaźnik nie potwierdza jednoznacznie przydatności tej metody terapii.
5. Ciekawą taktyką jest zrzucenie winy za brak efektów terapii na pacjenta. Psychoanalitycy tłumaczą swoja obojętność wobec tych czy innych dowodów w jeszcze inny sposób: podobno efektywne leczenie nie jest jedynym celem terapii, ma ona także zaowocować zmianą charakteru pacjenta. Z tego co ustalono empirycznie, ostatnią rzeczą jakiej chce neurotyk, często znajdujący się na dnie rozpaczy, jest zmiana jego charakteru. On chce po prostu wyzdrowieć i normalnie funkcjonować.
Trudno dowieść że psychoanaliza przynosi jakiekolwiek korzyści, jeśli nawet tak są one niewspółmiernie nikłe w stosunku do ponoszonych nakładów. W roku 1993 David Malan, znany brytyjski psychoanalityk, członek największego centrum psychoanalizy na wyspach brytyjskich przyznał „Dowody potwierdzające skuteczność terapii są wyjątkowo słabe. Badania nad najbardziej wpływową i najambitniejszą formą psychoterapii, tą oparta na psychoanalizie, nie dały żadnych efektów – wstyd i hańba- dopiero w ostatniej chwili uratował ją raport Fundacji Menningera”.
Wymieniona fundacja to jeden z głównych bastionów psychoanalizy w Stanach Zjednoczonych, a rzeczony raport jest podsumowaniem 18 letnich badań nad ta dziedziną wśród 40 pacjentów. Jedynym w miarę sensownym wnioskiem raportu jest stwierdzenie, że "pacjenci z silną osobowością poradzą sobie niezależnie od metody leczenia, a innym terapiom psychoanalityczna na niewiele się zda". Autorzy piszą nawet, że wnioski z ich badania czynią zasadnym pytanie „czy i do jakiego stopnia psychoanaliza jest dobra metoda leczenia nawet dla tych, którzy najmniej jej potrzebują, to jest dla osób o dużej sile ego”. Innymi słowy: psychoanaliza może okazać się bezużyteczna, bez względu na siłę ego pacjenta.
Jak pokazują empiryczne badania jeszcze się nie zdarzyło by usilne pogarszanie czyjegoś samopoczucia kiedykolwiek komukolwiek pomogło poczuć się lepiej.
Moja osobista rada dla wszystkich mających ochotę wybrać się do terapeuty brzmi: jeśli już musisz szukać u nich pomocy, wybierz takiego, który wydaje się Ci sympatyczny. Przynajmniej poznasz kogoś miłego :)
KONSEKWENTNOŚĆ
“Jest cechą głupoty dostrzegać błędy innych, a zapominać o swoich” Cyceron
Nie wsłuchuj się w słowa. To co najważniejsze jest w ciszy, pomiędzy słowami. Akceptuj, ponieważ jeśli zaczniesz odrzucać cokolwiek, pojawi się napięcie, stres, które je wywołuje. Jeśli się wypierasz, pozbywasz się czegoś, jeśli coś Cie złości odrzucasz coś w sobie. Sokrates powiedział „Poznaj sam siebie, wszystko inne ma znaczenie drugorzędne.” Poznając sam siebie na początku będziesz samolubny, a kiedy całe życie przepełni się partycypacją będziesz bezinteresownym dzieleniem, które nie będzie oczekiwało żadnej, powtarzam żadnej nagrody. Ani w tym ani w innym świecie.
Dając żebrakowi jałmużnę uczysz go bezradności. Sam się oszukujesz nazywając to współczuciem, które jest iluzją. Empatia, współodczuwanie to jedyna prawdziwa etyka. Dopóki tego nie zrozumiesz sam dając stajesz się żebrakiem poprzez oczekiwanie rewanżu, choćby w postaci lepszego samopoczucia lub tego ze ktoś kiedyś pomoże Tobie. Kiedyś matka powiedziała do syna „Nie bądź samolubny, pomagaj innym, ponieważ altruizm to podstawa naszej religii”. Mały chłopiec powiedział (ponieważ dzieci myślą dużą trzeźwiej niż dorośli): „To dziwne, że ja mam pomagać innym, a oni mają pomagać mnie. Dlaczego tego nie uprościć mamo? Ja będę pomagać sobie a oni sobie!”
Zmiany zachodzą przez zrozumienie, a nie przez wymuszanie czegokolwiek. Staraj się rozumieć człowieka takim jakim jest, bez etykietek, bez psychologicznego szufladkowania. Kiedy mówisz komuś jaki powinien być on staje się ślepy na to jaki jest naprawdę. Kiedy stwierdzasz, że jakiś człowiek jest dobry lub zły przestajesz na niego patrzeć. Określiłaś go, skategoryzowałaś. Ta osoba przestaje dla Ciebie być tajemnicą. Posługujesz się jedynie etykietką, bez zastanawiania się. Dobry człowiek może stać się zły, a zły zamienić się w dobrego. Dzieje się tak w każdej chwili ale Ty już tego nie zauważasz. Jesteś konsekwentny wobec etykietki, wobec własnego wyobrażenia. Jednak możesz tak naprawdę ocenić człowieka kiedy będzie już martwy. Podejdziesz wtedy do jego grobu i przykleisz etykietkę „ta osoba jest taka a taka”.
Nikt nie jest tu po to aby spełniać Twoje oczekiwania. Tylko tchórzliwi ludzie próbują to robić. Prawdziwy człowiek pozostaje wolny, dziś zrobi jedną rzecz, jutro zrobi coś całkiem odwrotnego. Tylko fałszywi ludzie są konsekwentni. Prawdziwy, żywy człowiek nosi w sobie sprzeczności. Człowiek konsekwentny, z charakterem ma tylko swoją przeszłość. Jest bardzo użyteczny, działa jak automat, maszyna, nie złamie danej obietnicy. Tylko ktoś kto porzuci konsekwentność i charakter może być autentyczny, nie ma ustalonych planów. Jego życie ciągle płynie, jest spontaniczny, nie powtarza frazesów. Nie reaguje ale odpowiada. Reakcja bierze się z przeszłości.
Człowiek bez charakteru nie ma odpowiedzi, nie ma filozofii, nie ma konkretnego pomysłu jak co ma wyglądać. Jest lustrem, odzwierciedla.
Nie widzisz? Jeśli stajesz przed lustrem i jesteś zła lustro odbija twoją zezłoszczoną twarz, kiedy się śmiejesz lustro odbija Twoją roześmianą twarz. Jeśli jesteś stary lustro odbija Twój zaawansowany wiek, jeśli młody Twoja młodość. Nie możesz powiedzieć do lustra „Wczoraj pokazywałeś mnie śmiejącą się, a dziś odbijasz mnie złą i smutną” . Jesteś niekonsekwentne. Nie masz żadnego charakteru. Wyrzucę Cię z domu!
Nie wsłuchuj się w słowa. To co najważniejsze jest w ciszy, pomiędzy słowami. Akceptuj, ponieważ jeśli zaczniesz odrzucać cokolwiek, pojawi się napięcie, stres, które je wywołuje. Jeśli się wypierasz, pozbywasz się czegoś, jeśli coś Cie złości odrzucasz coś w sobie. Sokrates powiedział „Poznaj sam siebie, wszystko inne ma znaczenie drugorzędne.” Poznając sam siebie na początku będziesz samolubny, a kiedy całe życie przepełni się partycypacją będziesz bezinteresownym dzieleniem, które nie będzie oczekiwało żadnej, powtarzam żadnej nagrody. Ani w tym ani w innym świecie.
Dając żebrakowi jałmużnę uczysz go bezradności. Sam się oszukujesz nazywając to współczuciem, które jest iluzją. Empatia, współodczuwanie to jedyna prawdziwa etyka. Dopóki tego nie zrozumiesz sam dając stajesz się żebrakiem poprzez oczekiwanie rewanżu, choćby w postaci lepszego samopoczucia lub tego ze ktoś kiedyś pomoże Tobie. Kiedyś matka powiedziała do syna „Nie bądź samolubny, pomagaj innym, ponieważ altruizm to podstawa naszej religii”. Mały chłopiec powiedział (ponieważ dzieci myślą dużą trzeźwiej niż dorośli): „To dziwne, że ja mam pomagać innym, a oni mają pomagać mnie. Dlaczego tego nie uprościć mamo? Ja będę pomagać sobie a oni sobie!”
Zmiany zachodzą przez zrozumienie, a nie przez wymuszanie czegokolwiek. Staraj się rozumieć człowieka takim jakim jest, bez etykietek, bez psychologicznego szufladkowania. Kiedy mówisz komuś jaki powinien być on staje się ślepy na to jaki jest naprawdę. Kiedy stwierdzasz, że jakiś człowiek jest dobry lub zły przestajesz na niego patrzeć. Określiłaś go, skategoryzowałaś. Ta osoba przestaje dla Ciebie być tajemnicą. Posługujesz się jedynie etykietką, bez zastanawiania się. Dobry człowiek może stać się zły, a zły zamienić się w dobrego. Dzieje się tak w każdej chwili ale Ty już tego nie zauważasz. Jesteś konsekwentny wobec etykietki, wobec własnego wyobrażenia. Jednak możesz tak naprawdę ocenić człowieka kiedy będzie już martwy. Podejdziesz wtedy do jego grobu i przykleisz etykietkę „ta osoba jest taka a taka”.
Nikt nie jest tu po to aby spełniać Twoje oczekiwania. Tylko tchórzliwi ludzie próbują to robić. Prawdziwy człowiek pozostaje wolny, dziś zrobi jedną rzecz, jutro zrobi coś całkiem odwrotnego. Tylko fałszywi ludzie są konsekwentni. Prawdziwy, żywy człowiek nosi w sobie sprzeczności. Człowiek konsekwentny, z charakterem ma tylko swoją przeszłość. Jest bardzo użyteczny, działa jak automat, maszyna, nie złamie danej obietnicy. Tylko ktoś kto porzuci konsekwentność i charakter może być autentyczny, nie ma ustalonych planów. Jego życie ciągle płynie, jest spontaniczny, nie powtarza frazesów. Nie reaguje ale odpowiada. Reakcja bierze się z przeszłości.
Człowiek bez charakteru nie ma odpowiedzi, nie ma filozofii, nie ma konkretnego pomysłu jak co ma wyglądać. Jest lustrem, odzwierciedla.
Nie widzisz? Jeśli stajesz przed lustrem i jesteś zła lustro odbija twoją zezłoszczoną twarz, kiedy się śmiejesz lustro odbija Twoją roześmianą twarz. Jeśli jesteś stary lustro odbija Twój zaawansowany wiek, jeśli młody Twoja młodość. Nie możesz powiedzieć do lustra „Wczoraj pokazywałeś mnie śmiejącą się, a dziś odbijasz mnie złą i smutną” . Jesteś niekonsekwentne. Nie masz żadnego charakteru. Wyrzucę Cię z domu!
piątek, 2 października 2009
JA I NIE JA
„Ci, których umysł cichy jest i niewzruszony, już pokonali narodziny i śmierć. Dla tego, kto pokonał umysł, umysł ten jest najlepszym przyjacielem; ale komu się to nie powiodło, temu umysł będzie największym wrogiem” Bhagvad Gita
To, co uważamy za „ja”, zmienia się z chwili na chwilę. W momencie szkody była inna myśl i masa molekuł, które uważały się za "ja", podczas gdy to co jest uznawane teraz za "ja" to zupełnie inne myśli i inny zespół molekuł, należące jednak ciągle do tego samego procesu. Zatem, jedna istota skrzywdziła drugą, a gniewa się całkiem inna również na zupełnie inną. Czyż to nie jest niedorzeczna sytuacja?
Myśl „ja jestem” - jest nietrwałym stanem. Myśl „ja nie jestem” - jest nietrwałym stanem. Myśli, wspomnienia, świadomość myślenia, ciało samo w sobie, nasze emocje - wszystko to się zmienia. Dlatego tu i teraz, bądź świadom tego, że wszystko, czego jesteśmy świadomi, ulega ciągłym zmianom.
Jak to sprawdzić? Wtedy kiedy myślisz jesteśmy czymś innym. Wtedy, kiedy przestajesz myśleć jesteśmy tym samym. Czystą świadomością, obserwatorami zjawisk.
Wszyscy czasem doświadczamy uczucia gniewu. Często, w codziennych działaniach, czujemy zdenerwowanie. Na kogoś, na coś lub z jakiejś przyczyny. Nie wolno nam pozwolić sobie na to, by uczucie to przebywało zbyt długo w naszym umyśle. W jaki sposób rodzi się w nas negatywne uczucie?
Ponownie, po zbadaniu problemu, jasne i oczywiste staje się, że czujemy się nieszczęśliwi zawsze wtedy, gdy ktoś z naszego otoczenia zachowuje się w sposób, który się nam nie podoba, gdy dzieją się wokół nas rzeczy, których nie lubimy. Wydarza się coś niechcianego i dlatego rodzi się w nas napięcie. Z kolei nie wydarzają się rzeczy, których pragniemy, na drodze do nich pojawiają się jakieś przeszkody i w tej sytuacji również rodzi się w nas napięcie.
Przez całe życie dzieją się rzeczy niechciane, natomiast nie dzieją się rzeczy chciane - reagujemy na to napięciami, stresami i ten proces stałej, negatywnej reakcji prowadzi do skłębienia się napięć i stresów w jeden wielki gordyjski węzeł negatywności, sprawiający, że cała nasza mentalna i fizyczna struktura jest przesycona negacją. Życie może stać się przez to pełne udręki i cierpienia.
Kim jest Twój wróg? Twój wróg nie istnieje, to jedynie Twoja projekcja na temat przekonań innej osoby powoduje, że powstaje iluzja konfrontacji własnych przekonań, które są odmienne od przekonań drugiej osoby. Jedynym Twoim "wrogiem" jest więc twoja własna osobowość, która projektuje wroga poza Tobą. Tym samym, w praktyce patrzymy na wszechświat taki, jaki jest odbijany w naszym umyśle. Nie ma znaczenia, czego doświadcza ktokolwiek inny. To osobowość broni samej siebie. Nic poza tym.
Mamy w zwyczaju po prostu reagować w określony sposób i uznawać za pewnik, że wszystkie nasze „ja jestem” i „ja nie jestem” - są prawdą. Tworzymy siebie, jako osobowość i przywiązujemy się do naszych wspomnień. Pamiętamy rzeczy, których się nauczyliśmy i te, które uczyniliśmy. Uogólniając, lepiej pamiętamy te skrajne, łatwiej zapominamy o tych błahych. Więc jeżeli robimy niemiłe, okrutne i głupie rzeczy, mamy niemiłe wspomnienia. Czujemy się zawstydzeni lub winni. Jeżeli natomiast jeśli z naszego punktu robimy rzeczy dobre lub dobroczynne, mamy pozytywne wspomnienia w naszym życiu. Całość jest iluzją, póki tego nie odkryjemy.
Z początku winni jesteśmy zadręczać tym nasze umysły, ponieważ nasze umysły posiadają obsesję na punkcie wszelkiego rodzaju nieużytecznych zjawisk: troski o to lub tamto, zwątpienia, złości, mściwości, zawiści, strachu, otępienia, niezliczonych odcieni głupoty. Dysponujemy chorobliwymi umysłami, które są ogarnięte obsesją na punkcie spraw, jakie wywołują nasze cierpienie i jakie doprowadzają do trudności w naszym życiu. Mężczyzna ma pewne poglądy i upodobania w stosunku do kobiety, a kobieta ma pewne poglądy i upodobania w stosunku do mężczyzny. To jest, po prostu, właściwe dla danej jednostki. Poza iluzją „żeński”, czy „męski” to jedynie pojęcia, odczucia, percepcja umysłu.
Jakkolwiek bardzo byśmy nie rozpieszczali ciała wszystkimi pięcioma pasmami przyjemności zmysłowej, nigdy nie będzie ono wdzięczne. Nigdy nie będzie się zachowywało tak, jakbyśmy chcieli. Ilekroć byśmy go nie myli, będzie się brudziło. Ile byśmy go nie karmili, będzie głodne i zmęczone. Choruje, starzeje się, traci piękno i siłę. Nigdy nie podlega naszej kontroli. Dlatego też nie jest warto ulegać pragnieniu tego ciała, nazywania go „ja” i „moje”.
Nasze społeczeństwo nauczyło nas jak zapełniać umysł, zapchać go ideami, uprzedzeniami, żalami, przewidywaniami i oczekiwaniami — to społeczeństwo parające się napełnianiem naczyń. Spójrzcie na księgarnie wypełnione po brzegi wszelkimi informacjami, jakie pragnęlibyście zapewne poznać, opublikowanymi w niezwykle przyjemnych oprawach z obrazkami oraz ilustracjami… Albo możemy zapełnić nasze umysły słuchaniem muzyki, oglądaniem telewizji, internetem, pójściem do kina, czytaniem gazet… To dobry sposób na zapełnienie waszych umysłów — ale przyjrzyjcie się temu, co się drukuje w gazetach. Odwołują się one do niższych ludzkich instynktów i działań — wszystko na temat przemocy, wojen, korupcji i perwersji, a także plotek. Im bardziej udziwnione tym lepiej sprzedawalne. Zabawne jest społeczeństwo w którym biali usiłują identyfikować się z kulturą, muzyką, ubiorem i emocjami czarnoskórych, którzy dla odmiany kopiują w swoich strukturach gangów modele franczyzowo - korporacyjne wypracowane przez białych. Swego czasu krążył dowcip dlaczego Michaela Jacksona tak długo nie pochowano. Odpowiedź, dlatego że postanowiono go sprzedać po kawałku na e-bayu jest tylko z pozoru zabawna. Jest swoistą prawdą wynaturzeniu globalnego społeczeństwa XXI wieku.
Kiedy umysł jest pusty, postawcie pytanie: „Kim jest ten, który odpuszcza?”. Zadajcie pytanie, spróbujcie odkryć, kto to jest, co to jest, co odpuszcza. Pielęgnujcie ten stan niewiedzy używając słowa „Kto?”, „Kim jestem?”, „Kto odpuszcza?”. Pojawi się stan niepewności; pielęgnujcie go, pozwólcie mu się przejawić… i dochodzi do głosu pustka, próżnia, stan niepewności, w którym umysł po prostu pozostaje czysty i nieokreślony.
To, co uważamy za „ja”, zmienia się z chwili na chwilę. W momencie szkody była inna myśl i masa molekuł, które uważały się za "ja", podczas gdy to co jest uznawane teraz za "ja" to zupełnie inne myśli i inny zespół molekuł, należące jednak ciągle do tego samego procesu. Zatem, jedna istota skrzywdziła drugą, a gniewa się całkiem inna również na zupełnie inną. Czyż to nie jest niedorzeczna sytuacja?
Myśl „ja jestem” - jest nietrwałym stanem. Myśl „ja nie jestem” - jest nietrwałym stanem. Myśli, wspomnienia, świadomość myślenia, ciało samo w sobie, nasze emocje - wszystko to się zmienia. Dlatego tu i teraz, bądź świadom tego, że wszystko, czego jesteśmy świadomi, ulega ciągłym zmianom.
Jak to sprawdzić? Wtedy kiedy myślisz jesteśmy czymś innym. Wtedy, kiedy przestajesz myśleć jesteśmy tym samym. Czystą świadomością, obserwatorami zjawisk.
Wszyscy czasem doświadczamy uczucia gniewu. Często, w codziennych działaniach, czujemy zdenerwowanie. Na kogoś, na coś lub z jakiejś przyczyny. Nie wolno nam pozwolić sobie na to, by uczucie to przebywało zbyt długo w naszym umyśle. W jaki sposób rodzi się w nas negatywne uczucie?
Ponownie, po zbadaniu problemu, jasne i oczywiste staje się, że czujemy się nieszczęśliwi zawsze wtedy, gdy ktoś z naszego otoczenia zachowuje się w sposób, który się nam nie podoba, gdy dzieją się wokół nas rzeczy, których nie lubimy. Wydarza się coś niechcianego i dlatego rodzi się w nas napięcie. Z kolei nie wydarzają się rzeczy, których pragniemy, na drodze do nich pojawiają się jakieś przeszkody i w tej sytuacji również rodzi się w nas napięcie.
Przez całe życie dzieją się rzeczy niechciane, natomiast nie dzieją się rzeczy chciane - reagujemy na to napięciami, stresami i ten proces stałej, negatywnej reakcji prowadzi do skłębienia się napięć i stresów w jeden wielki gordyjski węzeł negatywności, sprawiający, że cała nasza mentalna i fizyczna struktura jest przesycona negacją. Życie może stać się przez to pełne udręki i cierpienia.
Kim jest Twój wróg? Twój wróg nie istnieje, to jedynie Twoja projekcja na temat przekonań innej osoby powoduje, że powstaje iluzja konfrontacji własnych przekonań, które są odmienne od przekonań drugiej osoby. Jedynym Twoim "wrogiem" jest więc twoja własna osobowość, która projektuje wroga poza Tobą. Tym samym, w praktyce patrzymy na wszechświat taki, jaki jest odbijany w naszym umyśle. Nie ma znaczenia, czego doświadcza ktokolwiek inny. To osobowość broni samej siebie. Nic poza tym.
Mamy w zwyczaju po prostu reagować w określony sposób i uznawać za pewnik, że wszystkie nasze „ja jestem” i „ja nie jestem” - są prawdą. Tworzymy siebie, jako osobowość i przywiązujemy się do naszych wspomnień. Pamiętamy rzeczy, których się nauczyliśmy i te, które uczyniliśmy. Uogólniając, lepiej pamiętamy te skrajne, łatwiej zapominamy o tych błahych. Więc jeżeli robimy niemiłe, okrutne i głupie rzeczy, mamy niemiłe wspomnienia. Czujemy się zawstydzeni lub winni. Jeżeli natomiast jeśli z naszego punktu robimy rzeczy dobre lub dobroczynne, mamy pozytywne wspomnienia w naszym życiu. Całość jest iluzją, póki tego nie odkryjemy.
Z początku winni jesteśmy zadręczać tym nasze umysły, ponieważ nasze umysły posiadają obsesję na punkcie wszelkiego rodzaju nieużytecznych zjawisk: troski o to lub tamto, zwątpienia, złości, mściwości, zawiści, strachu, otępienia, niezliczonych odcieni głupoty. Dysponujemy chorobliwymi umysłami, które są ogarnięte obsesją na punkcie spraw, jakie wywołują nasze cierpienie i jakie doprowadzają do trudności w naszym życiu. Mężczyzna ma pewne poglądy i upodobania w stosunku do kobiety, a kobieta ma pewne poglądy i upodobania w stosunku do mężczyzny. To jest, po prostu, właściwe dla danej jednostki. Poza iluzją „żeński”, czy „męski” to jedynie pojęcia, odczucia, percepcja umysłu.
Jakkolwiek bardzo byśmy nie rozpieszczali ciała wszystkimi pięcioma pasmami przyjemności zmysłowej, nigdy nie będzie ono wdzięczne. Nigdy nie będzie się zachowywało tak, jakbyśmy chcieli. Ilekroć byśmy go nie myli, będzie się brudziło. Ile byśmy go nie karmili, będzie głodne i zmęczone. Choruje, starzeje się, traci piękno i siłę. Nigdy nie podlega naszej kontroli. Dlatego też nie jest warto ulegać pragnieniu tego ciała, nazywania go „ja” i „moje”.
Nasze społeczeństwo nauczyło nas jak zapełniać umysł, zapchać go ideami, uprzedzeniami, żalami, przewidywaniami i oczekiwaniami — to społeczeństwo parające się napełnianiem naczyń. Spójrzcie na księgarnie wypełnione po brzegi wszelkimi informacjami, jakie pragnęlibyście zapewne poznać, opublikowanymi w niezwykle przyjemnych oprawach z obrazkami oraz ilustracjami… Albo możemy zapełnić nasze umysły słuchaniem muzyki, oglądaniem telewizji, internetem, pójściem do kina, czytaniem gazet… To dobry sposób na zapełnienie waszych umysłów — ale przyjrzyjcie się temu, co się drukuje w gazetach. Odwołują się one do niższych ludzkich instynktów i działań — wszystko na temat przemocy, wojen, korupcji i perwersji, a także plotek. Im bardziej udziwnione tym lepiej sprzedawalne. Zabawne jest społeczeństwo w którym biali usiłują identyfikować się z kulturą, muzyką, ubiorem i emocjami czarnoskórych, którzy dla odmiany kopiują w swoich strukturach gangów modele franczyzowo - korporacyjne wypracowane przez białych. Swego czasu krążył dowcip dlaczego Michaela Jacksona tak długo nie pochowano. Odpowiedź, dlatego że postanowiono go sprzedać po kawałku na e-bayu jest tylko z pozoru zabawna. Jest swoistą prawdą wynaturzeniu globalnego społeczeństwa XXI wieku.
Kiedy umysł jest pusty, postawcie pytanie: „Kim jest ten, który odpuszcza?”. Zadajcie pytanie, spróbujcie odkryć, kto to jest, co to jest, co odpuszcza. Pielęgnujcie ten stan niewiedzy używając słowa „Kto?”, „Kim jestem?”, „Kto odpuszcza?”. Pojawi się stan niepewności; pielęgnujcie go, pozwólcie mu się przejawić… i dochodzi do głosu pustka, próżnia, stan niepewności, w którym umysł po prostu pozostaje czysty i nieokreślony.
KRĄG 99
Był sobie kiedyś bardzo smutny król, który miał służącego, i podobnie jak każdy służący smutnego króla, był on bardzo szczęśliwy.
Każdego ranka budził króla, przynosząc mu śniadanie, śpiewając i mrucząc przy tym radosne pieśni trubadurów. Na jego podłużnej twarzy malował się szeroki uśmiech, a w życiu odznaczał się spokojem i radością.
Pewnego dnia król rozkazał wezwać go. Paziu — rzekł król - wyznaj mi twój sekret.
-Jaki sekret, Wasza Królewska Mość?
-Jaki jest sekret twojej radości?
-Nie ma żadnego sekretu, Wasza Wysokość,
-Nie okłamuj mnie, paziu. Nie raz rozkazałem obcinać głowy za mniejsza obrazę niż kłamstwo.
-Ja nie kłamię Wasza Wysokość. Nie ukrywam żadnego sekretu.
-Dlaczego zawsze jesteś radosny i szczęśliwy? No powiedz, dlaczego?
-Panie, nie mam powodu do smutku. Wasza Wysokość darzy mnie honorem, pozwalając na służenie mu. Mam żonę i dzieci mieszkających w domu przyznanym nam przez urzędników dworskich, którzy dają nam odzienie i pożywienie, a w dodatku Wasza Wysokość od czasu do czasu obdarowuje nas paroma monetami, byśmy mogli sobie pozwolić na dowolny kaprys. Jak mam nie być szczęśliwy?
-Jeśli zaraz nie wyznasz mi twojego sekretu to każę ściąć Ci głowę - rzekł król — Nikt na podstawie podanych mi przez Ciebie powodów nie może być szczęśliwy.
-Ależ Wasza Wysokość, nie ma żadnego sekretu. Niczego bardziej nic pragnę od możliwości spełnienia waszych oczekiwań, ale nie ma niczego, co bym przed wami ukrywał.
-Odejdź, odejdź, zanim zawołam kata!
Służący uśmiechnął się, oddał pokłon i wyszedł z komnaty.
Królem zawładnęło szaleństwo. Nic potrafił sobie wytłumaczyć, dlaczego paź będąc na służbie, chodząc w znoszonym odzieniu, zjadając resztki z pańskich stołów, mógł być szczęśliwy. Kiedy zdołał się uspokoić, zawołał najmądrzejszego ze swoich doradców i opowiedział mu o rozmowie, którą odbył tego dnia rano.
-Dlaczego ten człowiek jest szczęśliwy?
-Och, Wasza Wysokość, chodzi o to, że on znajduje się poza kręgiem.
-Poza kręgiem?
-No tak.
-I to go uszczęśliwia?
-Nie, Panie. To nie pozwala mu być nieszczęśliwym,
-Chwileczkę, nie wiem, czy dobrze zrozumiałem. Bycie w kręgu unieszczęśliwia Cię?
-No tak.
-I jego tam nie ma?
-No nie ma.
-A jak wyszedł?
-Nigdy nic wszedł.
-Co to za krąg?
-To krąg dziewięćdziesięciu dziewięciu.
-Doprawdy, nic nie rozumiem.
-Moglibyście Panie zrozumieć jedynie wtedy, gdybyście pozwolili mi na zademonstrowanie.
-Jak?
-Pozwalając na to, aby wasz paź wszedł do kręgu.
-Tak, zmusimy go, aby wszedł.
-Nie Wasza Wysokość. Nikt nie może nikogo zmusić, aby wszedł do kręgu.
-W takim razie trzeba będzie go oszukać.
-Nie trzeba Wasza Wysokość. Jeśli stworzymy mu taka możliwość, wejdzie z własnej i nieprzymuszonej woli.
-Ale on nie zorientuje się. że to będzie oznaczało przeobrażenie się w człowieka nieszczęśliwego?
-Tak, zorientuje się.
-W takim razie nie wejdzie.
-Wejdzie, nie będzie mógł się oprzeć.
-Mówisz, że zorientuje się, że wejście do tego dziwacznego kręgu uczyni go nieszczęśliwym, a pomimo to wejdzie, wiedząc, że nie ma wyjścia?
-Tak jest Panie. Jesteś skłonny stracić znakomitego służącego tylko dlatego, żeby pojąć strukturę kręgu?
-Tak.
-Dobrze. Dzisiejszej nocy przyjdę po Ciebie. Musisz mieć przygotowaną skórzaną sakwę z dziewięćdziesięcioma dziewięcioma dukatami. Ani jeden więcej, ani jeden mniej.
-Coś jeszcze? Mam wziąć ze sobą straż na wszelki wypadek?
-Nie, tylko skórzaną sakwę. Do zobaczenia w nocy Wasza Wysokość.
I tak się stało. Tej nocy mędrzec poszedł po króla. Po kryjomu przedostali się na podwórze pałacu i ukryli obok domu pazia. Tam przeczekali do świtu.
W domu zapaliła się pierwsza świeczka. Mędrzec przyczepił do skórzanej sakwy taką wiadomość:
TEN SKARB JEST TWÓJ.
JEST TO NAGRODA
ZA BYCIE DOBRYM CZŁOWIEKIEM.
CIESZ SIĘ NIM
I NIE MÓW NIKOMU JAK GO ZNALAZŁEŚ.
Potem przywiązał sakwę do drzwi domu służącego. Zapukał i schował się. Paź wyszedł, a mędrzec i król obserwowali go zza krzaków.
Służący otworzył skórzaną sakwę, przeczytał wiadomość, potrząsnął sakwą i słysząc dźwięk metalu, zadrżał, przycisnął skarb do piersi, rozejrzał się dookoła, sprawdzając, czy nikt go nie obserwuje i z powrotem wszedł do domu.
Na zewnątrz było słychać, jak ryglował drzwi i szpiedzy podeszli do okna, aby obserwować, co dalej będzie się działo.
Służący zrzucił wszystko, co znajdowało się na stole, poza świeczką. Usiadł i opróżnił sakwę. Własnym oczom nie wierzył.
Góra złotych monet.
On, który nigdy nie miał żadnej, teraz miał ich całą górę.
Paź dotykał je i przesypywał. Pieścił je i ustawiał świeczkę tak, aby jej płomień odbijał się w monetach. Grupował je i rozsypywał w kupki.
Tak bawiąc się i bawiąc, zaczął układać kupki z dziesięciu monet. Jedna kupka dziesięciomonetowa, dwie kupki dziesięciomonetowe, trzy kupki, cztery, pięć, sześć... Tymczasem liczył: dziesięć, dwadzieścia, trzydzieści, czterdzieści, pięćdziesiąt, sześćdziesiąt... Aż ustawił ostatnią kupkę, która składała się z dziewięciu monet!
Najpierw prześlizgnął się wzrokiem po stole, szukając jeszcze jednej monety. Następnie rozejrzał się po podłodze i na koniec sprawdził sakwę.
„Niemożliwe", pomyślał. Przybliżył ostatnia kupkę do pozostałych i zobaczył, że była niższa.
— Okradli mnie! — wykrzyknął. — Okradli mnie przeklęci!
Ponownie sprawdził stół, podłogę, sakwę, swoje ubranie, kieszenie, pod meblami... Ale me znalazł tego, czego szukał.
Leżąca na stole kupka monet lśniła, jakby chciała zadrwić z niego i przypomnieć mu, że było dziewięćdziesiąt dziewięć dukatów. Tylko dziewięćdziesiąt dziewięć.
„Dziewięćdziesiąt dziewięć monet. To dużo pieniędzy" pomyślał. „Ale brakuje mi jednej monety. Numer dziewięćdziesiąt dziewięć nie jest kompletny. Sto jest numerem kompletnym, ale dziewięćdziesiąt dziewięć nie".
Król i jego doradca patrzyli przez okno. Twarz pazia już nie była taka sama. Miał zmarszczone czoło i napiętą twarz. Oczy mu się zmniejszyły i przymknęły, usta przybrały okropny grymas, przez który widać było zęby.
Służący chowając monety do sakwy i rozglądając się po wszystkich kątach, sprawdzał, czy nic obserwuje go któryś z domowników. A potem ukrył sakwę między drewnem. Następnie wziął papier i pióro w celu zrobienia rachunków.
Ile czasu potrzebowałby służący na kupno setnej monety?
Mówił na głos do siebie.
Jest gotów ciężko pracować, aby ją zdobyć. Później już może nie będzie musiał pracować wcale.
Z setką monet człowiek jest bogaty.
Z setką monet można żyć spokojnie.
Skończył rachunki. Jeśliby pracował i oszczędzał całą pensje, a w dodatku gdyby wpadł mu jakiś dodatkowy pieniądz, przez jedenaście lub dwanaście lat miałby wystarczająco dużo pieniędzy na zakup złotej monety.
„Dwanaście lat to dużo czasu", pomyślał.
Może mógłby poprosić żonę aby poszukała pracy w miasteczku na jakiś czas. Ponadto on kończył pracę w pałacu o godzinie piątej po południu, mógłby wiec pracować do nocy i zarobić w ten sposób dodatkowe pieniądze.
Policzył — sumując pracę żony i swoją, za siedem lat miałby potrzebną mu liczbę monet. To za dużo czasu...
Może mógłby sprzedawać w miasteczku zostające im po kolacji jedzenie i zarobić trochę pieniędzy. W sumie im mniej zjedzą, to więcej będą mogli sprzedać.
Sprzedać, sprzedać...
Zaczynało się robić gorąco. Na co im miałoby się przydać tyle zimowych ubiorów? A jedna para butów nie wystarczy?
Było to wyrzeczeniem. Ale cztery lata wyrzeczenia i miałby swoją monetę numer sto.
Król i mędrzec wrócili do pałacu.
Paź wszedł do kręgu dziewięćdziesięciu dziewięciu...
W ciągu kolejnych miesięcy służący realizował swoje plany, zgodnie z tym co postanowił owej nocy. Pewnego poranka paź wszedł do królewskiej alkowy, waląc do drzwi, marudząc i źle się zachowując.
-Co Ci jest – zapytał król w dobrej wierze.
-Nic mi nie jest, nic.
-Przedtem śmiałeś się bez przerwy i śpiewałeś.
-Wykonuję swoją pracę, prawda? Czego sobie życzy królewska mość? Żebym też był waszym błaznem i trubadurem?
Po krótkim czasie król zwolnił służącego. Nieprzyjemnie było mieć pazia, który ciągle był w złym humorze.
Każdego ranka budził króla, przynosząc mu śniadanie, śpiewając i mrucząc przy tym radosne pieśni trubadurów. Na jego podłużnej twarzy malował się szeroki uśmiech, a w życiu odznaczał się spokojem i radością.
Pewnego dnia król rozkazał wezwać go. Paziu — rzekł król - wyznaj mi twój sekret.
-Jaki sekret, Wasza Królewska Mość?
-Jaki jest sekret twojej radości?
-Nie ma żadnego sekretu, Wasza Wysokość,
-Nie okłamuj mnie, paziu. Nie raz rozkazałem obcinać głowy za mniejsza obrazę niż kłamstwo.
-Ja nie kłamię Wasza Wysokość. Nie ukrywam żadnego sekretu.
-Dlaczego zawsze jesteś radosny i szczęśliwy? No powiedz, dlaczego?
-Panie, nie mam powodu do smutku. Wasza Wysokość darzy mnie honorem, pozwalając na służenie mu. Mam żonę i dzieci mieszkających w domu przyznanym nam przez urzędników dworskich, którzy dają nam odzienie i pożywienie, a w dodatku Wasza Wysokość od czasu do czasu obdarowuje nas paroma monetami, byśmy mogli sobie pozwolić na dowolny kaprys. Jak mam nie być szczęśliwy?
-Jeśli zaraz nie wyznasz mi twojego sekretu to każę ściąć Ci głowę - rzekł król — Nikt na podstawie podanych mi przez Ciebie powodów nie może być szczęśliwy.
-Ależ Wasza Wysokość, nie ma żadnego sekretu. Niczego bardziej nic pragnę od możliwości spełnienia waszych oczekiwań, ale nie ma niczego, co bym przed wami ukrywał.
-Odejdź, odejdź, zanim zawołam kata!
Służący uśmiechnął się, oddał pokłon i wyszedł z komnaty.
Królem zawładnęło szaleństwo. Nic potrafił sobie wytłumaczyć, dlaczego paź będąc na służbie, chodząc w znoszonym odzieniu, zjadając resztki z pańskich stołów, mógł być szczęśliwy. Kiedy zdołał się uspokoić, zawołał najmądrzejszego ze swoich doradców i opowiedział mu o rozmowie, którą odbył tego dnia rano.
-Dlaczego ten człowiek jest szczęśliwy?
-Och, Wasza Wysokość, chodzi o to, że on znajduje się poza kręgiem.
-Poza kręgiem?
-No tak.
-I to go uszczęśliwia?
-Nie, Panie. To nie pozwala mu być nieszczęśliwym,
-Chwileczkę, nie wiem, czy dobrze zrozumiałem. Bycie w kręgu unieszczęśliwia Cię?
-No tak.
-I jego tam nie ma?
-No nie ma.
-A jak wyszedł?
-Nigdy nic wszedł.
-Co to za krąg?
-To krąg dziewięćdziesięciu dziewięciu.
-Doprawdy, nic nie rozumiem.
-Moglibyście Panie zrozumieć jedynie wtedy, gdybyście pozwolili mi na zademonstrowanie.
-Jak?
-Pozwalając na to, aby wasz paź wszedł do kręgu.
-Tak, zmusimy go, aby wszedł.
-Nie Wasza Wysokość. Nikt nie może nikogo zmusić, aby wszedł do kręgu.
-W takim razie trzeba będzie go oszukać.
-Nie trzeba Wasza Wysokość. Jeśli stworzymy mu taka możliwość, wejdzie z własnej i nieprzymuszonej woli.
-Ale on nie zorientuje się. że to będzie oznaczało przeobrażenie się w człowieka nieszczęśliwego?
-Tak, zorientuje się.
-W takim razie nie wejdzie.
-Wejdzie, nie będzie mógł się oprzeć.
-Mówisz, że zorientuje się, że wejście do tego dziwacznego kręgu uczyni go nieszczęśliwym, a pomimo to wejdzie, wiedząc, że nie ma wyjścia?
-Tak jest Panie. Jesteś skłonny stracić znakomitego służącego tylko dlatego, żeby pojąć strukturę kręgu?
-Tak.
-Dobrze. Dzisiejszej nocy przyjdę po Ciebie. Musisz mieć przygotowaną skórzaną sakwę z dziewięćdziesięcioma dziewięcioma dukatami. Ani jeden więcej, ani jeden mniej.
-Coś jeszcze? Mam wziąć ze sobą straż na wszelki wypadek?
-Nie, tylko skórzaną sakwę. Do zobaczenia w nocy Wasza Wysokość.
I tak się stało. Tej nocy mędrzec poszedł po króla. Po kryjomu przedostali się na podwórze pałacu i ukryli obok domu pazia. Tam przeczekali do świtu.
W domu zapaliła się pierwsza świeczka. Mędrzec przyczepił do skórzanej sakwy taką wiadomość:
TEN SKARB JEST TWÓJ.
JEST TO NAGRODA
ZA BYCIE DOBRYM CZŁOWIEKIEM.
CIESZ SIĘ NIM
I NIE MÓW NIKOMU JAK GO ZNALAZŁEŚ.
Potem przywiązał sakwę do drzwi domu służącego. Zapukał i schował się. Paź wyszedł, a mędrzec i król obserwowali go zza krzaków.
Służący otworzył skórzaną sakwę, przeczytał wiadomość, potrząsnął sakwą i słysząc dźwięk metalu, zadrżał, przycisnął skarb do piersi, rozejrzał się dookoła, sprawdzając, czy nikt go nie obserwuje i z powrotem wszedł do domu.
Na zewnątrz było słychać, jak ryglował drzwi i szpiedzy podeszli do okna, aby obserwować, co dalej będzie się działo.
Służący zrzucił wszystko, co znajdowało się na stole, poza świeczką. Usiadł i opróżnił sakwę. Własnym oczom nie wierzył.
Góra złotych monet.
On, który nigdy nie miał żadnej, teraz miał ich całą górę.
Paź dotykał je i przesypywał. Pieścił je i ustawiał świeczkę tak, aby jej płomień odbijał się w monetach. Grupował je i rozsypywał w kupki.
Tak bawiąc się i bawiąc, zaczął układać kupki z dziesięciu monet. Jedna kupka dziesięciomonetowa, dwie kupki dziesięciomonetowe, trzy kupki, cztery, pięć, sześć... Tymczasem liczył: dziesięć, dwadzieścia, trzydzieści, czterdzieści, pięćdziesiąt, sześćdziesiąt... Aż ustawił ostatnią kupkę, która składała się z dziewięciu monet!
Najpierw prześlizgnął się wzrokiem po stole, szukając jeszcze jednej monety. Następnie rozejrzał się po podłodze i na koniec sprawdził sakwę.
„Niemożliwe", pomyślał. Przybliżył ostatnia kupkę do pozostałych i zobaczył, że była niższa.
— Okradli mnie! — wykrzyknął. — Okradli mnie przeklęci!
Ponownie sprawdził stół, podłogę, sakwę, swoje ubranie, kieszenie, pod meblami... Ale me znalazł tego, czego szukał.
Leżąca na stole kupka monet lśniła, jakby chciała zadrwić z niego i przypomnieć mu, że było dziewięćdziesiąt dziewięć dukatów. Tylko dziewięćdziesiąt dziewięć.
„Dziewięćdziesiąt dziewięć monet. To dużo pieniędzy" pomyślał. „Ale brakuje mi jednej monety. Numer dziewięćdziesiąt dziewięć nie jest kompletny. Sto jest numerem kompletnym, ale dziewięćdziesiąt dziewięć nie".
Król i jego doradca patrzyli przez okno. Twarz pazia już nie była taka sama. Miał zmarszczone czoło i napiętą twarz. Oczy mu się zmniejszyły i przymknęły, usta przybrały okropny grymas, przez który widać było zęby.
Służący chowając monety do sakwy i rozglądając się po wszystkich kątach, sprawdzał, czy nic obserwuje go któryś z domowników. A potem ukrył sakwę między drewnem. Następnie wziął papier i pióro w celu zrobienia rachunków.
Ile czasu potrzebowałby służący na kupno setnej monety?
Mówił na głos do siebie.
Jest gotów ciężko pracować, aby ją zdobyć. Później już może nie będzie musiał pracować wcale.
Z setką monet człowiek jest bogaty.
Z setką monet można żyć spokojnie.
Skończył rachunki. Jeśliby pracował i oszczędzał całą pensje, a w dodatku gdyby wpadł mu jakiś dodatkowy pieniądz, przez jedenaście lub dwanaście lat miałby wystarczająco dużo pieniędzy na zakup złotej monety.
„Dwanaście lat to dużo czasu", pomyślał.
Może mógłby poprosić żonę aby poszukała pracy w miasteczku na jakiś czas. Ponadto on kończył pracę w pałacu o godzinie piątej po południu, mógłby wiec pracować do nocy i zarobić w ten sposób dodatkowe pieniądze.
Policzył — sumując pracę żony i swoją, za siedem lat miałby potrzebną mu liczbę monet. To za dużo czasu...
Może mógłby sprzedawać w miasteczku zostające im po kolacji jedzenie i zarobić trochę pieniędzy. W sumie im mniej zjedzą, to więcej będą mogli sprzedać.
Sprzedać, sprzedać...
Zaczynało się robić gorąco. Na co im miałoby się przydać tyle zimowych ubiorów? A jedna para butów nie wystarczy?
Było to wyrzeczeniem. Ale cztery lata wyrzeczenia i miałby swoją monetę numer sto.
Król i mędrzec wrócili do pałacu.
Paź wszedł do kręgu dziewięćdziesięciu dziewięciu...
W ciągu kolejnych miesięcy służący realizował swoje plany, zgodnie z tym co postanowił owej nocy. Pewnego poranka paź wszedł do królewskiej alkowy, waląc do drzwi, marudząc i źle się zachowując.
-Co Ci jest – zapytał król w dobrej wierze.
-Nic mi nie jest, nic.
-Przedtem śmiałeś się bez przerwy i śpiewałeś.
-Wykonuję swoją pracę, prawda? Czego sobie życzy królewska mość? Żebym też był waszym błaznem i trubadurem?
Po krótkim czasie król zwolnił służącego. Nieprzyjemnie było mieć pazia, który ciągle był w złym humorze.
czwartek, 1 października 2009
JEDEN RAZ WYSTARCZY
Pewien król podziwiał proste i niewinne życie buddyjskiego mnicha. Chciał, by ten został jego nauczycielem. Król chciał jednak upewnić się, że ma do czynienia z osobą świętą, z Buddą. Udał do mnicha, pokłonił do stóp i powiedział: Panie, zapraszam Cię, abyś zamieszkał w moim pałacu.
W głębi serca król oczekiwał, że mnich odmówi jego prośbie. Sadził, że odpowie: „Jestem prostym człowiekiem, będę mieszkał pod drzewem. Wyrzekłem się świata i nie chcę do niego wracać".
Mnich jednak odrzekł: W porządku. Przywołaj powóz. Pojedziemy do pałacu.
Król był zaskoczony i pomyślał, że ten człowiek jest oszustem. Było już jednak za późno, by mógł się wycofać. Przywołał więc powóz. Kiedy wsiedli, król odczuł smutek. Mnich wszedł doń niczym władca, król zaś niczym poddany. Król przygotował dla mnicha najlepszy pokój w pałacu, ten rozgościł się i zaczął wydawać rozkazy.
Z upływem dni serce króla nabrzmiewało bólem. Stawał się on coraz bardziej posępny. Mnich wiódł tak królewskie życie, nie miał problemów, wypoczywał, korzystał ze wszelkich wygód. Król zaś kierował państwem i miał różnorodne kłopoty.
Pewnego dnia sytuacja stała się dla króla nie do zniesienia. Mnich wyszedł na poranny spacer do ogrodu. Król zbliżył się do niego i powiedział: Chcę z tobą porozmawiać i spytać o jedna, rzecz. Czy istnieje w tej chwili jakaś różnica pomiędzy tobą a mną? Korzystasz z wystawnego życia, jeździsz złotym powozami, spożywasz doskonale posiłki, wytwornie się ubierasz.
Mnich roześmiał się i odparł: Zaczekaj trochę. Odpowiem ci na to pytanie, kiedy wyjedziemy z miasta.
Wyjechali z miasta i przekroczyli rzekę. Król spytał: Po co mamy jechać dalej? Dlaczego nie odpowiesz mi teraz raz na to pytanie?
Mnich odparł mu : Zaczekaj. Szukam właściwego miejsca, by ci odpowiedzieć.
Dotarli do granicy królestwa. Wtedy król powiedział: To właściwy czas. Znajdujemy się już na granicy.
Chodziło mi właśnie o tu miejsce - odrzekł mnich - Ja jadę dalej. Czy pojedziesz ze mną, czy też wrócisz?
Jakże mogę jechać dalej? Mam przecież Królestwo, bogactwo, żony i dzieci. Nie mogę tego wszystkiego opuścić - odpowiedział król.
Czy teraz zauważasz, na czym polega różnica między nami? Jadę dalej i nie odwracam się. Żyłem w pałacu i używałem wszelkich dóbr, lecz wcale ich nie pragnę. Ty natomiast jesteś przywiązany do swojej własności. Na tym polega różnica między nami. Jadę dalej — powiedział mnich. Święty rozebrał się do naga, oddał ubranie królowi i rzekł: Weź te szaty i bądź szczęśliwy.
Wtedy król pojął własna, głupotę. Ten mnich był prawdziwym skarbem. Upadł więc do jego stóp i powiedział: Wróć, proszę. Dotąd nic rozumiałem. Dziś widzę, na czym polega różnica między nami. Jesteś naprawdę świętą osobą.
Mnich odparł tymi słowami: Mogę wrócić, lecz ty znowu poczniesz się smucić. Różnica nie polega na posiadaniu dóbr, lecz na stosunku do nich. Nie chcę przysparzać ci cierpienia. Przekonałem się, że jesteś głupia osobą. Jeden raz wystarczy.
W głębi serca król oczekiwał, że mnich odmówi jego prośbie. Sadził, że odpowie: „Jestem prostym człowiekiem, będę mieszkał pod drzewem. Wyrzekłem się świata i nie chcę do niego wracać".
Mnich jednak odrzekł: W porządku. Przywołaj powóz. Pojedziemy do pałacu.
Król był zaskoczony i pomyślał, że ten człowiek jest oszustem. Było już jednak za późno, by mógł się wycofać. Przywołał więc powóz. Kiedy wsiedli, król odczuł smutek. Mnich wszedł doń niczym władca, król zaś niczym poddany. Król przygotował dla mnicha najlepszy pokój w pałacu, ten rozgościł się i zaczął wydawać rozkazy.
Z upływem dni serce króla nabrzmiewało bólem. Stawał się on coraz bardziej posępny. Mnich wiódł tak królewskie życie, nie miał problemów, wypoczywał, korzystał ze wszelkich wygód. Król zaś kierował państwem i miał różnorodne kłopoty.
Pewnego dnia sytuacja stała się dla króla nie do zniesienia. Mnich wyszedł na poranny spacer do ogrodu. Król zbliżył się do niego i powiedział: Chcę z tobą porozmawiać i spytać o jedna, rzecz. Czy istnieje w tej chwili jakaś różnica pomiędzy tobą a mną? Korzystasz z wystawnego życia, jeździsz złotym powozami, spożywasz doskonale posiłki, wytwornie się ubierasz.
Mnich roześmiał się i odparł: Zaczekaj trochę. Odpowiem ci na to pytanie, kiedy wyjedziemy z miasta.
Wyjechali z miasta i przekroczyli rzekę. Król spytał: Po co mamy jechać dalej? Dlaczego nie odpowiesz mi teraz raz na to pytanie?
Mnich odparł mu : Zaczekaj. Szukam właściwego miejsca, by ci odpowiedzieć.
Dotarli do granicy królestwa. Wtedy król powiedział: To właściwy czas. Znajdujemy się już na granicy.
Chodziło mi właśnie o tu miejsce - odrzekł mnich - Ja jadę dalej. Czy pojedziesz ze mną, czy też wrócisz?
Jakże mogę jechać dalej? Mam przecież Królestwo, bogactwo, żony i dzieci. Nie mogę tego wszystkiego opuścić - odpowiedział król.
Czy teraz zauważasz, na czym polega różnica między nami? Jadę dalej i nie odwracam się. Żyłem w pałacu i używałem wszelkich dóbr, lecz wcale ich nie pragnę. Ty natomiast jesteś przywiązany do swojej własności. Na tym polega różnica między nami. Jadę dalej — powiedział mnich. Święty rozebrał się do naga, oddał ubranie królowi i rzekł: Weź te szaty i bądź szczęśliwy.
Wtedy król pojął własna, głupotę. Ten mnich był prawdziwym skarbem. Upadł więc do jego stóp i powiedział: Wróć, proszę. Dotąd nic rozumiałem. Dziś widzę, na czym polega różnica między nami. Jesteś naprawdę świętą osobą.
Mnich odparł tymi słowami: Mogę wrócić, lecz ty znowu poczniesz się smucić. Różnica nie polega na posiadaniu dóbr, lecz na stosunku do nich. Nie chcę przysparzać ci cierpienia. Przekonałem się, że jesteś głupia osobą. Jeden raz wystarczy.
DUALIZM
„Nie przyciągasz tego czego pragniesz, przyciągasz to czym jesteś” Dr. Wayne W. Dyer
Ludzkie życie bywa swoistym dylematem pomiędzy jego zwierzęcą a boską częścią. Jedynym pozytywnym rozwiązaniem ludzkim dylematów jest pogłębianie i realizacja głębokiego potencjału – boskości człowieka. Ma ono paradoksalną naturę, nie rządząc się prawami logiki a dialektyki. Te bieguny nie są wobec siebie opozycyjne, choć tak się pozornie prezentują. Są po prostu komplementarne.
Nienawiść i miłość nie są dwoma oddzielnymi uczuciami, podobnie jak życie i śmierć. W istocie stanowią jedno; miłośćnienawić, życieśmierć lub dzieńnoc. Szczyty nie mogły by istnieć bez dolin, a doliny bez szczytów gdyż stanowią oba końce dualności zjawiska. Dokonujesz rzeczywistej akceptacji w tym momencie kiedy akceptujesz całość. Piękno istnienia polega na tym, że łączy ono oba przeciwieństwa. Zostaw życie samemu sobie. Niech się dzieje. Nie możesz zmienić świata, który jest twoją projekcją ale możesz zmieniać swój umysł, który jest projektorem.
Czasem możesz wpaść w pułapkę potrzeby rozwoju. Poszukujesz wiedzy, informacji. Kiedy zdobędziesz ją np. poznając koncepcje filozoficzne, teorie naukowe, święte księgi, tradycje, historię by na pewnym poziomie uświadomić sobie, że te starania były bezużyteczne. Zauważ, że całą tą tego typu wiedzę zapożyczyłeś. Poglądy, stereotypy, nawet język którym się posługujesz nie pochodzi od samego Ciebie. Doszedłeś do tego jedynie przez mechaniczny proces gromadzenia informacji. W momencie kiedy zgromadzisz jej odpowiednią ilość możesz porzucić ją niewiedzą człowieka który osiągnął mądrość. Istnieje przysłowie „Lepszy wróbel w garści, niż gołąb na dachu”. Wypuść wróbla, dopiero wtedy możesz sięgnąć po coś naprawdę cennego.
Jedyne co naprawdę mądry człowiek może powiedzieć to po prostu „nie wiem”.
Jedynie stwierdzić fakt. Dopiero wtedy jego oczy otwierają się na coś naprawdę cennego.
Człowiek jest jedyną istotą na ziemi obdarzoną wolnością. Prawda o życiu nie została Ci dana, sam ją stwarzasz. Mimo to ludzie zazwyczaj przerzucają odpowiedzialność na innych za swoje cierpienia. Na swoją żonę, męża, swoich rodziców, system finansowy państwa, los, karmę czy też Boga. Znajdują kolejne usprawiedliwienia. Są one potrzebne po to, aby uniknąć rozpoznania prawdy, że sami za siebie jesteśmy odpowiedzialni i to sami tworzymy siebie.
Wszyscy z którymi masz kontakt stwarzają kontekst Twojej przemiany, zarówno przyjaciele jak i wrogowie, ludzi dobry i źle. Bądź wdzięczny im wszystkim. Tym którzy stwarzali przeszkody, życzliwym jak również osobom wobec Ciebie obojętnym.
Ludzie próbują kochać innych, nie uświadamiając sobie, że nie kochają siebie.
Nie możesz dzielić się tym czego nie masz.
Możesz dać innym tylko to, co znajdujesz w sobie.
Ludzkie życie bywa swoistym dylematem pomiędzy jego zwierzęcą a boską częścią. Jedynym pozytywnym rozwiązaniem ludzkim dylematów jest pogłębianie i realizacja głębokiego potencjału – boskości człowieka. Ma ono paradoksalną naturę, nie rządząc się prawami logiki a dialektyki. Te bieguny nie są wobec siebie opozycyjne, choć tak się pozornie prezentują. Są po prostu komplementarne.
Nienawiść i miłość nie są dwoma oddzielnymi uczuciami, podobnie jak życie i śmierć. W istocie stanowią jedno; miłośćnienawić, życieśmierć lub dzieńnoc. Szczyty nie mogły by istnieć bez dolin, a doliny bez szczytów gdyż stanowią oba końce dualności zjawiska. Dokonujesz rzeczywistej akceptacji w tym momencie kiedy akceptujesz całość. Piękno istnienia polega na tym, że łączy ono oba przeciwieństwa. Zostaw życie samemu sobie. Niech się dzieje. Nie możesz zmienić świata, który jest twoją projekcją ale możesz zmieniać swój umysł, który jest projektorem.
Czasem możesz wpaść w pułapkę potrzeby rozwoju. Poszukujesz wiedzy, informacji. Kiedy zdobędziesz ją np. poznając koncepcje filozoficzne, teorie naukowe, święte księgi, tradycje, historię by na pewnym poziomie uświadomić sobie, że te starania były bezużyteczne. Zauważ, że całą tą tego typu wiedzę zapożyczyłeś. Poglądy, stereotypy, nawet język którym się posługujesz nie pochodzi od samego Ciebie. Doszedłeś do tego jedynie przez mechaniczny proces gromadzenia informacji. W momencie kiedy zgromadzisz jej odpowiednią ilość możesz porzucić ją niewiedzą człowieka który osiągnął mądrość. Istnieje przysłowie „Lepszy wróbel w garści, niż gołąb na dachu”. Wypuść wróbla, dopiero wtedy możesz sięgnąć po coś naprawdę cennego.
Jedyne co naprawdę mądry człowiek może powiedzieć to po prostu „nie wiem”.
Jedynie stwierdzić fakt. Dopiero wtedy jego oczy otwierają się na coś naprawdę cennego.
Człowiek jest jedyną istotą na ziemi obdarzoną wolnością. Prawda o życiu nie została Ci dana, sam ją stwarzasz. Mimo to ludzie zazwyczaj przerzucają odpowiedzialność na innych za swoje cierpienia. Na swoją żonę, męża, swoich rodziców, system finansowy państwa, los, karmę czy też Boga. Znajdują kolejne usprawiedliwienia. Są one potrzebne po to, aby uniknąć rozpoznania prawdy, że sami za siebie jesteśmy odpowiedzialni i to sami tworzymy siebie.
Wszyscy z którymi masz kontakt stwarzają kontekst Twojej przemiany, zarówno przyjaciele jak i wrogowie, ludzi dobry i źle. Bądź wdzięczny im wszystkim. Tym którzy stwarzali przeszkody, życzliwym jak również osobom wobec Ciebie obojętnym.
Ludzie próbują kochać innych, nie uświadamiając sobie, że nie kochają siebie.
Nie możesz dzielić się tym czego nie masz.
Możesz dać innym tylko to, co znajdujesz w sobie.
środa, 30 września 2009
INTELIGENCJA
„Nie uskarżaj się, że różany krzew ma kolce; ciesz się, że kolczasty krzew nosi na sobie róże” – przysłowie islamskie
Są trzy wymiary inteligencji:
Inteligencja racjonalna – która jest umiejętnością radzenia sobie z otoczeniem. To coś co powszechnie nazywamy zdolnością rozumowania. Większa część ludzkiego mózgu, zwłaszcza kora mózgowa obsługuje tą część inteligencji.
Inteligencja emocjonalna to z kolei umiejętność kierowania emocjami i zdolnością odczuwania. Wskaźnik EQ, podobnie jak IQ, można do pewnego stopnia zwiększyć do dzięki treningowi i nauce. Może także się on zmniejszyć, na wskutek specyficznych wstrząsów emocjonalnych.
Jest jeszcze trzeci rodzaj inteligencji, która prowadzi zarówno do szczęścia jak i do jego źródła.
Inteligencja duchowa jest zdolnością naszego niematerialnego wymiaru. To nieoszlifowany diament który ma każdy z nas. Inteligencja duchowa umacnia nas, abyśmy byli szczęśliwi mimo okoliczności, a nie dzięki nim. Śmierć kogoś bliskiego, rozwód czy odtrącenie to wszystko może nas zniszczyć. I właśnie w takich chwilach nasza siła duchowa minimalizuje ból i każe nam się podnieść i żyć dalej.
Niezmiernie istotna jest integracja tych trzech rodzajów inteligencji. Są one jak trzy konie zaprzężone do jednego powozu, często ciągnąc różnych kierunkach. To człowiek staje przed ogromnym wyznaniem aby zharmonizować energię owych trzech rumaków.
Potrzebujemy ich wszystkich, aby tak zintegrować ich zdolności byśmy mogli osiągnąć cel naszego życia.
Koń emocji jest zawsze impulsywny, mimo to odłączanie go od zaprzęgu pozbawiło by naszą dalszą podróż polotu. Nie liczy się jak intensywne są twoje uczucia, lecz to, dokąd Cie one w końcu zaprowadzą.
Z kolei nie liczy się jak bardzo jesteś bystry ale to jak jesteś ludzki w korzystaniu ze swojej inteligencji racjonalnej.
Szeroka przepaść dzieli wiedzę, iż coś jest lepsze lub gorsze i samo czynienie dobra. Inteligencja duchowa kładzie most nad ta przepaścią. Inteligencja duchowa chroni nas przed nami samymi i wiedzie ku trwałemu szczęściu.
Zapytano kiedyś mędrca „Czym jest niebo, a czym piekło? „niebem jest serce szczęśliwe, piekłem serce obarczone ciężarem”- odparł.
Są trzy wymiary inteligencji:
Inteligencja racjonalna – która jest umiejętnością radzenia sobie z otoczeniem. To coś co powszechnie nazywamy zdolnością rozumowania. Większa część ludzkiego mózgu, zwłaszcza kora mózgowa obsługuje tą część inteligencji.
Inteligencja emocjonalna to z kolei umiejętność kierowania emocjami i zdolnością odczuwania. Wskaźnik EQ, podobnie jak IQ, można do pewnego stopnia zwiększyć do dzięki treningowi i nauce. Może także się on zmniejszyć, na wskutek specyficznych wstrząsów emocjonalnych.
Jest jeszcze trzeci rodzaj inteligencji, która prowadzi zarówno do szczęścia jak i do jego źródła.
Inteligencja duchowa jest zdolnością naszego niematerialnego wymiaru. To nieoszlifowany diament który ma każdy z nas. Inteligencja duchowa umacnia nas, abyśmy byli szczęśliwi mimo okoliczności, a nie dzięki nim. Śmierć kogoś bliskiego, rozwód czy odtrącenie to wszystko może nas zniszczyć. I właśnie w takich chwilach nasza siła duchowa minimalizuje ból i każe nam się podnieść i żyć dalej.
Niezmiernie istotna jest integracja tych trzech rodzajów inteligencji. Są one jak trzy konie zaprzężone do jednego powozu, często ciągnąc różnych kierunkach. To człowiek staje przed ogromnym wyznaniem aby zharmonizować energię owych trzech rumaków.
Potrzebujemy ich wszystkich, aby tak zintegrować ich zdolności byśmy mogli osiągnąć cel naszego życia.
Koń emocji jest zawsze impulsywny, mimo to odłączanie go od zaprzęgu pozbawiło by naszą dalszą podróż polotu. Nie liczy się jak intensywne są twoje uczucia, lecz to, dokąd Cie one w końcu zaprowadzą.
Z kolei nie liczy się jak bardzo jesteś bystry ale to jak jesteś ludzki w korzystaniu ze swojej inteligencji racjonalnej.
Szeroka przepaść dzieli wiedzę, iż coś jest lepsze lub gorsze i samo czynienie dobra. Inteligencja duchowa kładzie most nad ta przepaścią. Inteligencja duchowa chroni nas przed nami samymi i wiedzie ku trwałemu szczęściu.
Zapytano kiedyś mędrca „Czym jest niebo, a czym piekło? „niebem jest serce szczęśliwe, piekłem serce obarczone ciężarem”- odparł.
poniedziałek, 28 września 2009
PRZYWIĄZANIE
"Jesteś tak dumny ze swojej inteligencji - zwrócił się Mistrz do jednego z uczniów.- Jesteś jak skazaniec, dumny, że jego więzienna cela jest taka obszerna." A.D. Mello
Istnieje jedna z podstawowych przyczyn nieszczęścia, której na imię przywiązanie. To pewien emocjonalny stan kurczowego trzymania się zjawisk wynikający z przekonania, że bez pewnych rzeczy czy osób nie możesz być szczęśliwy. Jego natura jest taka, że nawet jeśli mając ich wiele uda ci się zaspokoić większość z nich, to tylko to jedno, którego nie zaspokoisz, będzie cię dręczyć i uczyni cię nieszczęśliwym. Niekończące się dociekania „dlaczego”, „co” i „jak” zajmują większą część Twojego życia. Poczucie szczęścia zależy bardziej od tego jak radzimy sobie z życiem, niż od tego jak życie traktuje nas. Osoby przywiązane do sławy, bogactwa, atrakcyjności, tacy którzy wydają się mieć wszystko mają egzystencje przepełnioną pustką.
Mówi się nawet, że posiadamy naturalną potrzebę bycia kochanym, bycia docenianym, potrzebę przynależności i przywiązania. To kłamstwo. Porzuć te złudzenia, a odnajdziesz wolność. Mamy naturalną potrzebę dążenia do wolności, naturalną potrzebę kochania, ale nie bycia kochanym. Ktoś ci wmówił, że musisz być zakochany? To, czego potrzebujesz, to wolność. To, czego potrzebujesz, to kochać. I taka jest Twa natura. Ale może chcesz być pożądany, oklaskiwany, atrakcyjny, lubiany. Marnujesz swoje życie. Obudź się. Nie potrzebujesz tego. Możesz trwać w błogim szczęściu i bez tych atrakcji. Jeśli zaś coś jest ślepe to właśnie przywiązanie, w swej naturze ma swe źródło w błędnym przekonaniu, że coś albo ktoś jest koniecznie potrzebny dla Twojego szczęścia. Czy jesteś do czegoś albo kogoś przywiązany — czy istnieją ludzie albo rzeczy, bez których wydaje ci się, że nie możesz być szczęśliwy? Mistycy wciąż próbują nam przekazywać, że rzeczywistość, która nas otacza, jest najzupełniej w porządku. Problemy tkwią nie w tej rzeczywistości, znajdują się one wyłącznie w ludzkich umysłach. Sama rzeczywistość jest pozbawiona problemów.
Jak dochodzi do powstania przywiązania? Na początku stykasz się z czymś, co działa na emocje, przyjemność: nowy zakup, zręcznie zrobiona reklama, słowo pochwały, towarzystwo jakiejś osoby. Potem przychodzi pragnienie, by to przy sobie zatrzymać, powtórzyć uczucie, jakie dana rzecz czy osoba w Tobie wywołały. Przyjemne doświadczenia dodają życiu uroku. W końcu przychodzi przekonanie, że bez tej osoby czy bez tej rzeczy nie możesz być szczęśliwy, gdyż nakreśliłeś znak równości pomiędzy doznaną przyjemnością a szczęściem. Ruch wahadła w jedną stronę nieuchronnie pociąga za sobą ruch w przeciwną. Miłość i wolność można znaleźć tylko wtedy, kiedy człowiek potrafi cieszyć się każdą nową chwilą, która nadchodzi, i następnie gdy pozwala jej odejść, by móc być w pełni otwartym na przychodzącą rzeczywistość. Psychologowie mówią nam, jak ważne jest poczucie przynależności. Gadanie! Dlaczego miałbyś chcieć przynależeć do kogokolwiek? Czysty absurd.
Spójrz na całą sprawę w następujący sposób: postrzegasz osoby i rzeczy nie takimi, jakimi one naprawdę są, ale takimi, jakimi ty je uczyniłeś. Jeśli chcesz zobaczyć, jakie one są naprawdę, to musisz się przyjrzeć Twoim lękom, zrodzonym przez te wyobrażenia. Dzieje się tak dlatego, że kiedy patrzysz na życie, twoje przywiązania i lęki decydują o tym, co dostrzeżesz, a co umknie twojej uwadze. To one kierują twoją uwagą niezależnie od tego, co dostrzegłeś. Tutaj właśnie rodzą się twoje przekonania: ustalony, przez wewnętrzny system wartości sposób patrzenia na rzeczywistość, która wcale nie jest ustalona ani niezmienna, ale podlega ciągłemu ruchowi i zmianom. Tak więc świat, który masz przed oczyma i który kochasz, wcale nie jest prawdziwy, ale jest to świat stworzony przez twój umysł. Zwykle chcemy, by dla naszego dobrego samopoczucia zmienił się ktoś inny. Ale czy nigdy nie pomyśleliście, co by się stało, gdyby rzeczywiście twój partner się zmienił? Ty jesteś tym, który ma się zmieniać, który musi zażyć lekarstwa. Twierdzisz: "Czuję się dobrze, bo świat jest w porządku." Nieprawda. Świat jest w porządku, ponieważ Ty czujesz się dobrze :)
Przyjrzyj się z pewnego dystansu swoim przywiązaniem i zobacz fałszywość takiej drogi. Po prostu zauważ swoje przywiązanie i odrzuć je. Jeśli nauczysz się cenić zapach tysiąca kwiatów, nie przywiążesz się kurczowo do jednego i nie będziesz cierpiał, jeśli go nie dostaniesz. Jeśli masz tysiąc ulubionych przysmaków, utrata jednego nie zostanie nawet zauważona i nie naruszy twego dobrego samopoczucia. To właśnie twoje przywiązania uniemożliwiają ci szerszy, bardziej zróżnicowany rozwój rozumienia i smakowania tego co dostajesz od życia.
Istnieje jedna z podstawowych przyczyn nieszczęścia, której na imię przywiązanie. To pewien emocjonalny stan kurczowego trzymania się zjawisk wynikający z przekonania, że bez pewnych rzeczy czy osób nie możesz być szczęśliwy. Jego natura jest taka, że nawet jeśli mając ich wiele uda ci się zaspokoić większość z nich, to tylko to jedno, którego nie zaspokoisz, będzie cię dręczyć i uczyni cię nieszczęśliwym. Niekończące się dociekania „dlaczego”, „co” i „jak” zajmują większą część Twojego życia. Poczucie szczęścia zależy bardziej od tego jak radzimy sobie z życiem, niż od tego jak życie traktuje nas. Osoby przywiązane do sławy, bogactwa, atrakcyjności, tacy którzy wydają się mieć wszystko mają egzystencje przepełnioną pustką.
Mówi się nawet, że posiadamy naturalną potrzebę bycia kochanym, bycia docenianym, potrzebę przynależności i przywiązania. To kłamstwo. Porzuć te złudzenia, a odnajdziesz wolność. Mamy naturalną potrzebę dążenia do wolności, naturalną potrzebę kochania, ale nie bycia kochanym. Ktoś ci wmówił, że musisz być zakochany? To, czego potrzebujesz, to wolność. To, czego potrzebujesz, to kochać. I taka jest Twa natura. Ale może chcesz być pożądany, oklaskiwany, atrakcyjny, lubiany. Marnujesz swoje życie. Obudź się. Nie potrzebujesz tego. Możesz trwać w błogim szczęściu i bez tych atrakcji. Jeśli zaś coś jest ślepe to właśnie przywiązanie, w swej naturze ma swe źródło w błędnym przekonaniu, że coś albo ktoś jest koniecznie potrzebny dla Twojego szczęścia. Czy jesteś do czegoś albo kogoś przywiązany — czy istnieją ludzie albo rzeczy, bez których wydaje ci się, że nie możesz być szczęśliwy? Mistycy wciąż próbują nam przekazywać, że rzeczywistość, która nas otacza, jest najzupełniej w porządku. Problemy tkwią nie w tej rzeczywistości, znajdują się one wyłącznie w ludzkich umysłach. Sama rzeczywistość jest pozbawiona problemów.
Jak dochodzi do powstania przywiązania? Na początku stykasz się z czymś, co działa na emocje, przyjemność: nowy zakup, zręcznie zrobiona reklama, słowo pochwały, towarzystwo jakiejś osoby. Potem przychodzi pragnienie, by to przy sobie zatrzymać, powtórzyć uczucie, jakie dana rzecz czy osoba w Tobie wywołały. Przyjemne doświadczenia dodają życiu uroku. W końcu przychodzi przekonanie, że bez tej osoby czy bez tej rzeczy nie możesz być szczęśliwy, gdyż nakreśliłeś znak równości pomiędzy doznaną przyjemnością a szczęściem. Ruch wahadła w jedną stronę nieuchronnie pociąga za sobą ruch w przeciwną. Miłość i wolność można znaleźć tylko wtedy, kiedy człowiek potrafi cieszyć się każdą nową chwilą, która nadchodzi, i następnie gdy pozwala jej odejść, by móc być w pełni otwartym na przychodzącą rzeczywistość. Psychologowie mówią nam, jak ważne jest poczucie przynależności. Gadanie! Dlaczego miałbyś chcieć przynależeć do kogokolwiek? Czysty absurd.
Spójrz na całą sprawę w następujący sposób: postrzegasz osoby i rzeczy nie takimi, jakimi one naprawdę są, ale takimi, jakimi ty je uczyniłeś. Jeśli chcesz zobaczyć, jakie one są naprawdę, to musisz się przyjrzeć Twoim lękom, zrodzonym przez te wyobrażenia. Dzieje się tak dlatego, że kiedy patrzysz na życie, twoje przywiązania i lęki decydują o tym, co dostrzeżesz, a co umknie twojej uwadze. To one kierują twoją uwagą niezależnie od tego, co dostrzegłeś. Tutaj właśnie rodzą się twoje przekonania: ustalony, przez wewnętrzny system wartości sposób patrzenia na rzeczywistość, która wcale nie jest ustalona ani niezmienna, ale podlega ciągłemu ruchowi i zmianom. Tak więc świat, który masz przed oczyma i który kochasz, wcale nie jest prawdziwy, ale jest to świat stworzony przez twój umysł. Zwykle chcemy, by dla naszego dobrego samopoczucia zmienił się ktoś inny. Ale czy nigdy nie pomyśleliście, co by się stało, gdyby rzeczywiście twój partner się zmienił? Ty jesteś tym, który ma się zmieniać, który musi zażyć lekarstwa. Twierdzisz: "Czuję się dobrze, bo świat jest w porządku." Nieprawda. Świat jest w porządku, ponieważ Ty czujesz się dobrze :)
Przyjrzyj się z pewnego dystansu swoim przywiązaniem i zobacz fałszywość takiej drogi. Po prostu zauważ swoje przywiązanie i odrzuć je. Jeśli nauczysz się cenić zapach tysiąca kwiatów, nie przywiążesz się kurczowo do jednego i nie będziesz cierpiał, jeśli go nie dostaniesz. Jeśli masz tysiąc ulubionych przysmaków, utrata jednego nie zostanie nawet zauważona i nie naruszy twego dobrego samopoczucia. To właśnie twoje przywiązania uniemożliwiają ci szerszy, bardziej zróżnicowany rozwój rozumienia i smakowania tego co dostajesz od życia.
UMYSŁ
"Tylko ofiary pytają wciąż: „dlaczego?!”. Spokoju należy szukać
w akceptacji faktu, iż w każdym zdarzeniu kryje się „boska doskonałość”, lekcja dla Ciebie." C. Tipping
Często ludzie lubią się poczuć w jakiś sposób lepsi do innych. W związku z tym chętnie obudowujemy nasze życie różnymi rzeczami: edukacją, pieniędzmi, religią, filozofią, praktyką zen, tao, czymkolwiek. Powodem, dla którego ludzie lubią zasady, plany i religie jest fakt, iż dają one ludziom chwilowe poczucie bezpieczeństwa. Jedynym sposobem zrozumienia jest nie wiedzieć. Wtedy nie zostaje w nas nic czym moglibyśmy być przygnieceni i zagubieni. Z jednej strony budujemy przecież to wszystko, żeby móc się czegoś trzymać - tymczasem z drugiej te podtrzymujące idee trzymają nas w szachu. Stajemy się więźniami. Medytując mając konkretny cel przenosisz się z jednego więzienia do drugiego. Stajesz się więźniem subtelnej postawy, która mówi że wchodząc w duchowość, zmieniając się wewnętrznie wchodzisz na właściwą drogę.
Pozornie mamy wrażenie, że wszystko jest dobrze, że jesteśmy pobożni lub wyzwoleni, że robimy rzecz, która jest ponad przeciętność. Ci inni paskudni ludzie piją, jedzą, uprawiają seks, liczą pieniądze, a ja siedzę i medytuję - a więc jestem w porządku. To bardzo niebezpieczne myślenie, bardzo niebezpieczny sen. Ten sen z pieniędzmi i całą resztą nie jest aż tak niebezpieczny, bo łatwo się z niego obudzić. Ale ten sen o praktyce, o oświeceniu, o specjalnych energiach, o byciu na drodze do oświecenia to jest dopiero demoniczny sen. To się do nas przykleja i dużo trudniej jest zmyć to z siebie. Z jednej strony to cudowna rzecz, to coś nieocenionego, "jestem osobą zaangażowaną w duchowość, a więc jestem lepszy". Jest taki kącik w naszym umyśle, który potrzebuje jakiejś kariery, nawet tej wewnętrznej. Pojawiają się pieniądze umysłu. Tyle, że to kolejna iluzja. Ci którzy sztywno przestrzegają zasad pobożności, starają się jak mogą. Dla nich obserwowanie, jak świat pogrąża się w pozornym chaosie jest przerażające dopóki nie uświadomią sobie , że chaos sam w sobie jest Bogiem w jego nieskończonej inteligencji. Sądzą że wszystko jest lepsze, wtedy kiedy zostanie zamknięte w koherentnej strukturze.
A gdzie są korzenie ludzkiego strachu? Zgadnij! Umysł. Nadal umysł. Jakikolwiek problem pojawia się na tym świecie, także ten naprawdę wielki, jeśli się mu przyjrzysz, zaczniesz analizować i sprawdzać, gdzie to się zaczęło, skąd się to wzięło - zawsze skończysz w umyśle. Umysł jest tak potężny, że mógłby unieść wyimaginowaną pieść, uderzyć nią w mur i wierzyć, że to naprawdę Twoja pięść. Jeśli do tego dojdzie zacznij wątpić w to że siedzący w Tobie terrorysta jest Tobą. Nie ważne od czego zaczniesz to kwestionować. Zadawaj dobre pytania: czy to że „ja jestem taki – czy to prawda?”, czy "on jest niewdzięczny – czy to prawda?” Wola Boga i twoja wola to jedno i to samo. Bez znaczenia czy jesteś tego świadomy czy nie. Te rzeczy, które uważamy za najstraszniejsze w rzeczywistości uczą nas najwięcej. Zawsze dostajemy to, co jest nam potrzebne, a nie to co myślimy że jest nam potrzebne.
Świat stworzony przez umysł można unicestwić tak by wrócił tam, skąd przyszedł. Jak? Stawiając odpowiednie pytania i szukając głębokiej odpowiedzi, nie płynącej już z umysłu, ze słów wypowiadanych przez umysł ale wypływające z samej głębi siebie.
1. Zapytaj siebie czy to o czym mówi umysł to prawda, absolutnie niepodważalna czy tylko pewne wyobrażenie, historyjka na ten temat. Odrzuć pierwsze, automatyczne i wychodzące z umysłu odpowiedzi. Szukaj głębiej. Coraz głębiej. Aż znajdziesz prawdę w sobie.
2. Jak się czujesz myśląc w dotychczasowy sposób, bez kontestowania tego co umysł wytworzył?
3. Gdzie w Tobie jest to uczucie, w jaki sposób Cię prześladuje?
4. Teraz po prostu odrzuć ten sposób myślenia i sprawdź kim byłabyś bez tej pierwotnej, niszczącej Cię myśli. Jakie to uczucie? Co czujesz?
5. Znajdź co najmniej trzy dowody na to, że myśl przeciwna myśli w którą wierzyłaś, tej która pozornie wydawała się prawdziwa są jeszcze bardziej prawdziwe niż ona sama. Najprawdopodobniej znajdziesz ich znacznie więcej niż trzy.
6. Porównaj je z pierwotną, nieszczącą Cię myślą. Zauważ, że dzięki temu ćwiczeniu przestała sprawiać wrażenie prawdziwej.
To zdumiewające jak to działa. Jesteś wolna. Możesz czuć radość, która jest Twoją pierwotną naturą.
Dzięki temu procesowi odkryjesz, że jesteś uwolniona z okowów umysłu, uwalniasz się z jego kontroli. Możesz zakochać się w tym, co niepoznane. A ponieważ przestaniesz wtedy wierzyć umysłowi, w myśli, nawet umysł odczuje spokój, ostatecznie stając się Twoim przyjacielem.
Być może w pewnym momencie myśl podobna do tej pierwotnej powróci w zbliżonej, zmienionej formie. Zakwestionuj ją ponownie, działając wg. tej procedury.
Chcesz wiedzieć czy to zadziała? Zawsze działa. Przekonaj się.
w akceptacji faktu, iż w każdym zdarzeniu kryje się „boska doskonałość”, lekcja dla Ciebie." C. Tipping
Często ludzie lubią się poczuć w jakiś sposób lepsi do innych. W związku z tym chętnie obudowujemy nasze życie różnymi rzeczami: edukacją, pieniędzmi, religią, filozofią, praktyką zen, tao, czymkolwiek. Powodem, dla którego ludzie lubią zasady, plany i religie jest fakt, iż dają one ludziom chwilowe poczucie bezpieczeństwa. Jedynym sposobem zrozumienia jest nie wiedzieć. Wtedy nie zostaje w nas nic czym moglibyśmy być przygnieceni i zagubieni. Z jednej strony budujemy przecież to wszystko, żeby móc się czegoś trzymać - tymczasem z drugiej te podtrzymujące idee trzymają nas w szachu. Stajemy się więźniami. Medytując mając konkretny cel przenosisz się z jednego więzienia do drugiego. Stajesz się więźniem subtelnej postawy, która mówi że wchodząc w duchowość, zmieniając się wewnętrznie wchodzisz na właściwą drogę.
Pozornie mamy wrażenie, że wszystko jest dobrze, że jesteśmy pobożni lub wyzwoleni, że robimy rzecz, która jest ponad przeciętność. Ci inni paskudni ludzie piją, jedzą, uprawiają seks, liczą pieniądze, a ja siedzę i medytuję - a więc jestem w porządku. To bardzo niebezpieczne myślenie, bardzo niebezpieczny sen. Ten sen z pieniędzmi i całą resztą nie jest aż tak niebezpieczny, bo łatwo się z niego obudzić. Ale ten sen o praktyce, o oświeceniu, o specjalnych energiach, o byciu na drodze do oświecenia to jest dopiero demoniczny sen. To się do nas przykleja i dużo trudniej jest zmyć to z siebie. Z jednej strony to cudowna rzecz, to coś nieocenionego, "jestem osobą zaangażowaną w duchowość, a więc jestem lepszy". Jest taki kącik w naszym umyśle, który potrzebuje jakiejś kariery, nawet tej wewnętrznej. Pojawiają się pieniądze umysłu. Tyle, że to kolejna iluzja. Ci którzy sztywno przestrzegają zasad pobożności, starają się jak mogą. Dla nich obserwowanie, jak świat pogrąża się w pozornym chaosie jest przerażające dopóki nie uświadomią sobie , że chaos sam w sobie jest Bogiem w jego nieskończonej inteligencji. Sądzą że wszystko jest lepsze, wtedy kiedy zostanie zamknięte w koherentnej strukturze.
A gdzie są korzenie ludzkiego strachu? Zgadnij! Umysł. Nadal umysł. Jakikolwiek problem pojawia się na tym świecie, także ten naprawdę wielki, jeśli się mu przyjrzysz, zaczniesz analizować i sprawdzać, gdzie to się zaczęło, skąd się to wzięło - zawsze skończysz w umyśle. Umysł jest tak potężny, że mógłby unieść wyimaginowaną pieść, uderzyć nią w mur i wierzyć, że to naprawdę Twoja pięść. Jeśli do tego dojdzie zacznij wątpić w to że siedzący w Tobie terrorysta jest Tobą. Nie ważne od czego zaczniesz to kwestionować. Zadawaj dobre pytania: czy to że „ja jestem taki – czy to prawda?”, czy "on jest niewdzięczny – czy to prawda?” Wola Boga i twoja wola to jedno i to samo. Bez znaczenia czy jesteś tego świadomy czy nie. Te rzeczy, które uważamy za najstraszniejsze w rzeczywistości uczą nas najwięcej. Zawsze dostajemy to, co jest nam potrzebne, a nie to co myślimy że jest nam potrzebne.
Świat stworzony przez umysł można unicestwić tak by wrócił tam, skąd przyszedł. Jak? Stawiając odpowiednie pytania i szukając głębokiej odpowiedzi, nie płynącej już z umysłu, ze słów wypowiadanych przez umysł ale wypływające z samej głębi siebie.
1. Zapytaj siebie czy to o czym mówi umysł to prawda, absolutnie niepodważalna czy tylko pewne wyobrażenie, historyjka na ten temat. Odrzuć pierwsze, automatyczne i wychodzące z umysłu odpowiedzi. Szukaj głębiej. Coraz głębiej. Aż znajdziesz prawdę w sobie.
2. Jak się czujesz myśląc w dotychczasowy sposób, bez kontestowania tego co umysł wytworzył?
3. Gdzie w Tobie jest to uczucie, w jaki sposób Cię prześladuje?
4. Teraz po prostu odrzuć ten sposób myślenia i sprawdź kim byłabyś bez tej pierwotnej, niszczącej Cię myśli. Jakie to uczucie? Co czujesz?
5. Znajdź co najmniej trzy dowody na to, że myśl przeciwna myśli w którą wierzyłaś, tej która pozornie wydawała się prawdziwa są jeszcze bardziej prawdziwe niż ona sama. Najprawdopodobniej znajdziesz ich znacznie więcej niż trzy.
6. Porównaj je z pierwotną, nieszczącą Cię myślą. Zauważ, że dzięki temu ćwiczeniu przestała sprawiać wrażenie prawdziwej.
To zdumiewające jak to działa. Jesteś wolna. Możesz czuć radość, która jest Twoją pierwotną naturą.
Dzięki temu procesowi odkryjesz, że jesteś uwolniona z okowów umysłu, uwalniasz się z jego kontroli. Możesz zakochać się w tym, co niepoznane. A ponieważ przestaniesz wtedy wierzyć umysłowi, w myśli, nawet umysł odczuje spokój, ostatecznie stając się Twoim przyjacielem.
Być może w pewnym momencie myśl podobna do tej pierwotnej powróci w zbliżonej, zmienionej formie. Zakwestionuj ją ponownie, działając wg. tej procedury.
Chcesz wiedzieć czy to zadziała? Zawsze działa. Przekonaj się.
niedziela, 27 września 2009
OŚWIECENIE
“Nie umiem wyobrazić sobie Boga nagradzającego i karzącego tych, których stworzył, a którego cele są wzorowane na naszych własnych – krótko mówiąc, Boga, który jest jedynie odbiciem ludzkich słabości.” A.Einstein
Ludzie myślą, że aby uzyskać wolność, muszą doświadczyć oświecenia, lecz nikt nie wie czym ono jest. Owszem, słowo to pojawia się w świętych pismach, owszem, ten guru czy tamten lama twierdzi że jest oświecony, lecz to tylko pojęcie, opowieść o przeszłości. Oświecenie mogło by istnieć jedynie w chwili teraźniejszej. Czy wierzysz w myśl, która wywołuje w Tobie napięcie? Jeśli tak to jesteś zagubiona. Czy zdajesz sobie sprawę że ta myśl nie jest prawdziwa? Jeśli tak to jesteś oświecony. To takie proste.
Ludzie starają się uwolnić od swoich myśli. Przypomina to sytuacje, w której ludzie uciekają od świata na pustynie, ale zabierając ze sobą w myślach cały świat, wszystko co kiedykolwiek doświadczyli. To nie działa. Myśli nie są bardziej indywidualne niż program telewizyjny, który wszyscy oglądają. Na całym świecie, w każdej kulturze ludzie cierpią ponieważ wierzą w podobne, wywołujące ból stwierdzenia typu „matka mnie nie kocha”, „nie jestem wystarczająco dobra”, „mąż powinien mnie rozumieć”, „żona nie miała prawa ode mnie odejść”, „należy ocalić świat”.
Niestety, nic nie możemy poradzić na to, że wierzymy swoim myślom, dopóki nie zaczniemy ich podważać, obserwować zamiast się z nimi identyfikować. Właśnie tak to działa.
Umiłuj świat jako Siebie. Wówczas wszystkie rzeczy będą dla Ciebie ważne. Papierkiem lakmusowym pozwalającym sprawdzić, czy urzeczywistniliśmy siebie jest nieustające poczucie wdzięczności. To całkowita akceptacja i jednocześnie pochłanianie siebie, które w tej chwili zostaje odzwierciedlone w centralnym punkcie, przypominającym syntezę, połączeni. Kiedy źródłem Twojego życia staje się ta wdzięczność to znak, że wróciłaś do domu.
Ludzie myślą, że aby uzyskać wolność, muszą doświadczyć oświecenia, lecz nikt nie wie czym ono jest. Owszem, słowo to pojawia się w świętych pismach, owszem, ten guru czy tamten lama twierdzi że jest oświecony, lecz to tylko pojęcie, opowieść o przeszłości. Oświecenie mogło by istnieć jedynie w chwili teraźniejszej. Czy wierzysz w myśl, która wywołuje w Tobie napięcie? Jeśli tak to jesteś zagubiona. Czy zdajesz sobie sprawę że ta myśl nie jest prawdziwa? Jeśli tak to jesteś oświecony. To takie proste.
Ludzie starają się uwolnić od swoich myśli. Przypomina to sytuacje, w której ludzie uciekają od świata na pustynie, ale zabierając ze sobą w myślach cały świat, wszystko co kiedykolwiek doświadczyli. To nie działa. Myśli nie są bardziej indywidualne niż program telewizyjny, który wszyscy oglądają. Na całym świecie, w każdej kulturze ludzie cierpią ponieważ wierzą w podobne, wywołujące ból stwierdzenia typu „matka mnie nie kocha”, „nie jestem wystarczająco dobra”, „mąż powinien mnie rozumieć”, „żona nie miała prawa ode mnie odejść”, „należy ocalić świat”.
Niestety, nic nie możemy poradzić na to, że wierzymy swoim myślom, dopóki nie zaczniemy ich podważać, obserwować zamiast się z nimi identyfikować. Właśnie tak to działa.
Umiłuj świat jako Siebie. Wówczas wszystkie rzeczy będą dla Ciebie ważne. Papierkiem lakmusowym pozwalającym sprawdzić, czy urzeczywistniliśmy siebie jest nieustające poczucie wdzięczności. To całkowita akceptacja i jednocześnie pochłanianie siebie, które w tej chwili zostaje odzwierciedlone w centralnym punkcie, przypominającym syntezę, połączeni. Kiedy źródłem Twojego życia staje się ta wdzięczność to znak, że wróciłaś do domu.
sobota, 26 września 2009
ŻYJ ZAMIAST SZUKAĆ ŻYCIA
"Przepraszam panią - rzekła jedna morska ryba do drugiej - jest pani starsza ode mnie i bardziej doświadczona, pewnie będzie mi pani mogła dopomóc. Proszę mi powiedzieć, gdzie mogę znaleźć to, co nazywają oceanem? Szukałam już wszędzie - bez rezultatu. - Oceanem jest miejsce, gdzie teraz pływasz - odpowiedziała stara ryba. - To? Przecież to tylko woda... A ja szukam oceanu! - odparła rozczarowana młoda ryba odpływając, by szukać gdzie indziej." A.D.Mello
Jest pewna chrześcijańska idea, którą można określić mianem koncepcji, w której kiedy robimy coś dla innych nie musimy być szczęśliwi sami. Jak masz cieszyć się życiem i pomagać innym, gdy stale czujesz się winny, stale chodzisz do kościoła, by spowiadać się ze swych złych uczynków? Źle zrobiłem, źle, źle… całe życie wydaje ci się składać z grzechów. Instytucja spowiedzi powstała ponad 1100 lat po śmierci Chrystusa, dodatkowo nigdzie w Nowym Testamencie nie znajdziesz informacji o konieczności tworzenia jakiejkolwiek instytucji katolickiej. Kto dał kapłanom prawo do rozgrzeszania i oceny innych w imię Boga? To czysta iluzja, że jakikolwiek człowiek może kogokolwiek rozgrzeszyć. Pierwszy Papież był mianowany w IV wieku a Rzym stał się miejscem jego urzędowania jedynie dlatego, że tam było ówczesne "urzędowe" centrum cywilizacji. Stąd była potrzeba sformalizowania także religijności, aby cała władza nad ludzkością znalazła w jednym miejscu. Formuła istnienia grzechu, mimo śmierci Zbawiciela, który odkupił ludzkość za wszystko z przeszłości i przyszłości to w istocie pogląd, który pozwala wygodnie manipulować społeczeństwem.
Natomiast jeżeli Ty chcesz kochać świat, zbawiać go i karmić, to wspaniale. Lecz najpierw pokochaj i nakarm siebie.
Koncepcje oparte na duchowości Wschodu są w opozycji do idei typu nieszczęśliwy pomaga nieszczęśliwym i jest to coś, do czego pomału dochodzą nurty współczesnej filozofii i psychologii. Nie musisz nadstawiać drugiego policzka, możesz robić coś co da radość, bez poczucia winy, działać celowo i efektywnie. Jeśli twój umysł za swoją naturalną drogę uznaje cierpienie skupiasz się na koncepcji winy, kary i nagrody po śmierci. Dobre uczynki dają automatycznie szczęście temu kto je wykonuje, co więcej przynoszenie szczęścia innym daje własne poczucie radości i spełnienia. Nie jest to ograniczone przez formy dualizmu. Jeden ze starożytnych filozofów twierdził, że całe dobro, które wykonujemy jest egoistyczne. Dziś jego pogląd nazywa się „Błędem Hedrona”. Wynika to z faktu, iż wtedy, kiedy odczuwamy głód lub pragnienie to myślimy o jego zaspokojeniu a nie o dobrym samopoczuciu. Jeśli jakaś cześć naszego ego myśli, że otrzyma za to jakąś nagrodę, choćby przez to, że dostaniesz od świata to co mu dajesz ma to zdecydowanie drugorzędne znaczenie. Ciesz się z dobrych uczuć, które masz w sobie robiąc coś dla innych. Jakiekolwiek poglądy na temat tego, co robić a czego nie robić nie są potrzebne. W takim podejściu jest za mało wolności i prawdziwej radości. W życiu chodzi nie o to, aby mieć wszystko, czego się pragnie, ale o to, aby pragnąć wszystkiego, co się ma. Najdonioślejsze stwierdzenia na temat życia na ogół są intuicyjne. Wiesz, że są prawda, zanim jeszcze rozumiesz, jak i dlaczego. Są wynikiem głębokiego wglądu, który wykracza poza dowody, logikę, rozum. Każde zdarzenie w życiu jest cudem, jak samo życie. Życie ma za zadanie dostarczyć duszy idealnych narzędzi, idealnych okoliczności, idealnych warunków, do urzeczywistniania i doświadczania, ogłaszania i obwieszczania, objawiania i spełniania twej prawdziwej istoty. Toteż nie osądzaj ani nie potępiaj. Odrzucaj etykietki wszędzie tam gdzie są. Żyj poprzez doświadczenie.
Twoje życie jest zbyt krótkie i zbyt cenne aby stać się kopią czy naśladowcą. Oczywiście, możesz je spędzić ucząc się na pamięć wersetów biblijnych czy sutr. Ale tak naprawdę zostaw to co pomyśleli i napisali wcześniej inni. Zostaw wygrywanie i przegrywanie, po porostu odnajdź swoją pierwotną radość. Szczęście jest chwilowe a radość jest na zawsze. Lepiej być Panem siebie niż panem całego świata. Ten kto osiągnie radość stanie się źródłem inspiracji dla innych ludzi. Czegokolwiek dotkniesz stanie się złotem. Zwykłe kamyki w Twojej ręce przeobrażą się w diamenty a ludzie dotknięci przez Ciebie nie będą już zwykłymi ludźmi.
Karol Marks i jego naśladowcy twierdzili, że religia a w zasadzie duchowość to opium dla ludu. To zdecydowanie błędny pogląd ponieważ było to pigułką nasenną dla marksistów. Rzeczywiste doświadczenie pokazuje, że opium daje takiego kopa, że trudno uwierzyć. Karol Marks prawdopodobnie nie wiedział nawet jak ono działa. Ale tak jest z większością tak zwanych prawd powszechnych, uznawanych za społeczeństwo za pewnik. Ludzie nie mających pewnych doświadczeń wiedzą zwykle lepiej "jak to jest" od tych co je mieli :)
Zachodnia cywilizacja unika prawd związanych z prawdziwą naturą istnienia. Ważne jest to aby żyć komfortowo i przyjemnie, w świecie iluzji. Unika się tematów choroby, starości i śmierci czyli tego co kluczowe i ostateczne. Kiedy Bóg chce Ci zrobić podarunek, zawsze opakowuje go w kłopot. Im większy podarunek otrzymujesz, tym większym kłopotem Bóg go maskuje.
Pewna iluzja dotycząca pozycji społecznej, władzy, posiadania wiedzy czy też uznania w oczach innych popularności czy finansowego spełniania, tytułów naukowych, daje pozory prawdziwego życia. Buduje pozornie prawdziwy obraz tego, co jest ważne. Ludzie tracą czas usiłując znaleźć szczęście tam, gdzie nigdy znaleźć go nie można. Są jednak cztery pośrednie cierpienia, które dharma od ponad dwóch tysięcy lat ściśle definiuje. Cierpienie tego, że a) nie ma się do czego się dąży lub się pragnie, b) lęk przed utratą tego co się ma, c) cierpienie związane z tym, że dostaje się to czego się nie lubi oraz d) cierpienie związane z tym, że nie dostaje się tego co się lubi. Zauważ jak to po wielu latach jest nadal superaktualne.
Aleksander Macedoński, który jako jedyny w historii władał praktycznie całym światem, ostatecznie kazał się pochować w pustymi rękami, aby pokazać ludziom, że bogactwo, władza, prestiż i szacunek nie mają żadnego realnego znaczenia. Uznał ostatecznie, że zmarnował swój czas na to, aby cieszyć się życiem, nigdy nie będąc w pełni szczęśliwy ani spełniony mimo iż był prawdziwym numerem jeden tamtych czasów. Cesarzem świata. Niestety, taka dokładnie jest natura ludzkiego umysłu. Twoje potrzeby powstają wtedy, kiedy wydaje ci się, że istnieje coś na zewnątrz Ciebie, czego nie posiadasz, a co twoim zdaniem jest konieczne dla twojego szczęścia.
Ciekawa jest powszechnie akceptowana koncepcja, że ludzie oddają cześć Bogom, z którymi tak naprawdę nie potrafiliby w rzeczywistym świecie egzystować. Jestem przekonany, że gdyby Chrystus zstąpił powtórnie na ziemie ludzie bardzo szybko doszli by do wniosku, że nie spełnia ich oczekiwań religijnych. Prawdopodobnie nie trzymałby się nauk tzw. Pisma Świętego, zadawał by się z niewłaściwymi ludźmi i tak dla hierarchów kościoła jak i dla fundamentalistów dosyć szybko stałby się wrogiem. Ludzie zbyt są przywiązaniu do prawd upatrujących jedynej słusznej wersji w Pismach napisanych przez ludzi, a zwanymi przez innych Świętymi.
Podobnie Allach. Jestem pewien, że robiąc to co kiedyś robił na pewno siedział by w więzieniu. Nie wiem także czy z Bogiem ze Starego Testamentu chciałbyś zamieszkać w jednym domu. Jeśli ktoś nie nadaje się na Twojego sąsiada z pewnością nie powinieneś traktować go jako swojego Boga. Rozumiem, że mahometanie chcą mieć jak najwięcej dzieci aby móc toczyć święte wojny a chrześcijanie aby miał kto utrzymywać hierarchię kościelną, ale nie zgadzam się z takim postawieniem sprawy. Nam powinno zależeć przede wszystkim na jakości a nie ilości. Zresztą nigdzie w Pismach nie sprecyzowano, że do modlitwy potrzebni są duchowni, wspólnota religijna czy księża. To koncepcje czysto ludzkie. Do Boga można i warto się modlić bez żadnych pośredników. Zauważ że religia jest kompletnym i sprawdzonym biznesowo systemem, opartym na zarządzaniu i logistyce, najczęściej nie mającym w istocie zbyt wiele wspólnego z prawdziwą duchowością.
Jeśli do szczęścia potrzebne ci jest zaistnienie określonego wyniku, to jest to uzależnienie. Jeśli po prostu życzysz sobie określonego wyniku, to jest to upodobanie. Jeśli zaś nie masz upodobań w tym względzie, to jest to akceptacja.
Jest pewna chrześcijańska idea, którą można określić mianem koncepcji, w której kiedy robimy coś dla innych nie musimy być szczęśliwi sami. Jak masz cieszyć się życiem i pomagać innym, gdy stale czujesz się winny, stale chodzisz do kościoła, by spowiadać się ze swych złych uczynków? Źle zrobiłem, źle, źle… całe życie wydaje ci się składać z grzechów. Instytucja spowiedzi powstała ponad 1100 lat po śmierci Chrystusa, dodatkowo nigdzie w Nowym Testamencie nie znajdziesz informacji o konieczności tworzenia jakiejkolwiek instytucji katolickiej. Kto dał kapłanom prawo do rozgrzeszania i oceny innych w imię Boga? To czysta iluzja, że jakikolwiek człowiek może kogokolwiek rozgrzeszyć. Pierwszy Papież był mianowany w IV wieku a Rzym stał się miejscem jego urzędowania jedynie dlatego, że tam było ówczesne "urzędowe" centrum cywilizacji. Stąd była potrzeba sformalizowania także religijności, aby cała władza nad ludzkością znalazła w jednym miejscu. Formuła istnienia grzechu, mimo śmierci Zbawiciela, który odkupił ludzkość za wszystko z przeszłości i przyszłości to w istocie pogląd, który pozwala wygodnie manipulować społeczeństwem.
Natomiast jeżeli Ty chcesz kochać świat, zbawiać go i karmić, to wspaniale. Lecz najpierw pokochaj i nakarm siebie.
Koncepcje oparte na duchowości Wschodu są w opozycji do idei typu nieszczęśliwy pomaga nieszczęśliwym i jest to coś, do czego pomału dochodzą nurty współczesnej filozofii i psychologii. Nie musisz nadstawiać drugiego policzka, możesz robić coś co da radość, bez poczucia winy, działać celowo i efektywnie. Jeśli twój umysł za swoją naturalną drogę uznaje cierpienie skupiasz się na koncepcji winy, kary i nagrody po śmierci. Dobre uczynki dają automatycznie szczęście temu kto je wykonuje, co więcej przynoszenie szczęścia innym daje własne poczucie radości i spełnienia. Nie jest to ograniczone przez formy dualizmu. Jeden ze starożytnych filozofów twierdził, że całe dobro, które wykonujemy jest egoistyczne. Dziś jego pogląd nazywa się „Błędem Hedrona”. Wynika to z faktu, iż wtedy, kiedy odczuwamy głód lub pragnienie to myślimy o jego zaspokojeniu a nie o dobrym samopoczuciu. Jeśli jakaś cześć naszego ego myśli, że otrzyma za to jakąś nagrodę, choćby przez to, że dostaniesz od świata to co mu dajesz ma to zdecydowanie drugorzędne znaczenie. Ciesz się z dobrych uczuć, które masz w sobie robiąc coś dla innych. Jakiekolwiek poglądy na temat tego, co robić a czego nie robić nie są potrzebne. W takim podejściu jest za mało wolności i prawdziwej radości. W życiu chodzi nie o to, aby mieć wszystko, czego się pragnie, ale o to, aby pragnąć wszystkiego, co się ma. Najdonioślejsze stwierdzenia na temat życia na ogół są intuicyjne. Wiesz, że są prawda, zanim jeszcze rozumiesz, jak i dlaczego. Są wynikiem głębokiego wglądu, który wykracza poza dowody, logikę, rozum. Każde zdarzenie w życiu jest cudem, jak samo życie. Życie ma za zadanie dostarczyć duszy idealnych narzędzi, idealnych okoliczności, idealnych warunków, do urzeczywistniania i doświadczania, ogłaszania i obwieszczania, objawiania i spełniania twej prawdziwej istoty. Toteż nie osądzaj ani nie potępiaj. Odrzucaj etykietki wszędzie tam gdzie są. Żyj poprzez doświadczenie.
Twoje życie jest zbyt krótkie i zbyt cenne aby stać się kopią czy naśladowcą. Oczywiście, możesz je spędzić ucząc się na pamięć wersetów biblijnych czy sutr. Ale tak naprawdę zostaw to co pomyśleli i napisali wcześniej inni. Zostaw wygrywanie i przegrywanie, po porostu odnajdź swoją pierwotną radość. Szczęście jest chwilowe a radość jest na zawsze. Lepiej być Panem siebie niż panem całego świata. Ten kto osiągnie radość stanie się źródłem inspiracji dla innych ludzi. Czegokolwiek dotkniesz stanie się złotem. Zwykłe kamyki w Twojej ręce przeobrażą się w diamenty a ludzie dotknięci przez Ciebie nie będą już zwykłymi ludźmi.
Karol Marks i jego naśladowcy twierdzili, że religia a w zasadzie duchowość to opium dla ludu. To zdecydowanie błędny pogląd ponieważ było to pigułką nasenną dla marksistów. Rzeczywiste doświadczenie pokazuje, że opium daje takiego kopa, że trudno uwierzyć. Karol Marks prawdopodobnie nie wiedział nawet jak ono działa. Ale tak jest z większością tak zwanych prawd powszechnych, uznawanych za społeczeństwo za pewnik. Ludzie nie mających pewnych doświadczeń wiedzą zwykle lepiej "jak to jest" od tych co je mieli :)
Zachodnia cywilizacja unika prawd związanych z prawdziwą naturą istnienia. Ważne jest to aby żyć komfortowo i przyjemnie, w świecie iluzji. Unika się tematów choroby, starości i śmierci czyli tego co kluczowe i ostateczne. Kiedy Bóg chce Ci zrobić podarunek, zawsze opakowuje go w kłopot. Im większy podarunek otrzymujesz, tym większym kłopotem Bóg go maskuje.
Pewna iluzja dotycząca pozycji społecznej, władzy, posiadania wiedzy czy też uznania w oczach innych popularności czy finansowego spełniania, tytułów naukowych, daje pozory prawdziwego życia. Buduje pozornie prawdziwy obraz tego, co jest ważne. Ludzie tracą czas usiłując znaleźć szczęście tam, gdzie nigdy znaleźć go nie można. Są jednak cztery pośrednie cierpienia, które dharma od ponad dwóch tysięcy lat ściśle definiuje. Cierpienie tego, że a) nie ma się do czego się dąży lub się pragnie, b) lęk przed utratą tego co się ma, c) cierpienie związane z tym, że dostaje się to czego się nie lubi oraz d) cierpienie związane z tym, że nie dostaje się tego co się lubi. Zauważ jak to po wielu latach jest nadal superaktualne.
Aleksander Macedoński, który jako jedyny w historii władał praktycznie całym światem, ostatecznie kazał się pochować w pustymi rękami, aby pokazać ludziom, że bogactwo, władza, prestiż i szacunek nie mają żadnego realnego znaczenia. Uznał ostatecznie, że zmarnował swój czas na to, aby cieszyć się życiem, nigdy nie będąc w pełni szczęśliwy ani spełniony mimo iż był prawdziwym numerem jeden tamtych czasów. Cesarzem świata. Niestety, taka dokładnie jest natura ludzkiego umysłu. Twoje potrzeby powstają wtedy, kiedy wydaje ci się, że istnieje coś na zewnątrz Ciebie, czego nie posiadasz, a co twoim zdaniem jest konieczne dla twojego szczęścia.
Ciekawa jest powszechnie akceptowana koncepcja, że ludzie oddają cześć Bogom, z którymi tak naprawdę nie potrafiliby w rzeczywistym świecie egzystować. Jestem przekonany, że gdyby Chrystus zstąpił powtórnie na ziemie ludzie bardzo szybko doszli by do wniosku, że nie spełnia ich oczekiwań religijnych. Prawdopodobnie nie trzymałby się nauk tzw. Pisma Świętego, zadawał by się z niewłaściwymi ludźmi i tak dla hierarchów kościoła jak i dla fundamentalistów dosyć szybko stałby się wrogiem. Ludzie zbyt są przywiązaniu do prawd upatrujących jedynej słusznej wersji w Pismach napisanych przez ludzi, a zwanymi przez innych Świętymi.
Podobnie Allach. Jestem pewien, że robiąc to co kiedyś robił na pewno siedział by w więzieniu. Nie wiem także czy z Bogiem ze Starego Testamentu chciałbyś zamieszkać w jednym domu. Jeśli ktoś nie nadaje się na Twojego sąsiada z pewnością nie powinieneś traktować go jako swojego Boga. Rozumiem, że mahometanie chcą mieć jak najwięcej dzieci aby móc toczyć święte wojny a chrześcijanie aby miał kto utrzymywać hierarchię kościelną, ale nie zgadzam się z takim postawieniem sprawy. Nam powinno zależeć przede wszystkim na jakości a nie ilości. Zresztą nigdzie w Pismach nie sprecyzowano, że do modlitwy potrzebni są duchowni, wspólnota religijna czy księża. To koncepcje czysto ludzkie. Do Boga można i warto się modlić bez żadnych pośredników. Zauważ że religia jest kompletnym i sprawdzonym biznesowo systemem, opartym na zarządzaniu i logistyce, najczęściej nie mającym w istocie zbyt wiele wspólnego z prawdziwą duchowością.
Jeśli do szczęścia potrzebne ci jest zaistnienie określonego wyniku, to jest to uzależnienie. Jeśli po prostu życzysz sobie określonego wyniku, to jest to upodobanie. Jeśli zaś nie masz upodobań w tym względzie, to jest to akceptacja.
Subskrybuj:
Posty (Atom)