"Wolność w miłości to o nic nie prosić ani niczego nie oczekiwać. Wolność – mieć najważniejszą rzecz na świecie, ale jej nie posiadać. Nikt nikogo nie traci, bo nikt nikogo nie może mieć na własność. Nie można się wzajemnie ranić, bo każdy odpowiada za swoje własne odczucia i nie ma prawa potępiać drugiego. Człowiek poznaje siebie, gdy pozna własne granice" P. Coelho
Teoria Freuda nie jest dowiedziona – oto najłagodniejszy osąd, jaki można o niej wygłosić, pomimo iż jego teorie są na tyle pojemne i nieprecyzyjne, że trudno ufać w jakiekolwiek z jego konkretnych interpretacji. Pewne idee Freuda — takie jak jego teoria pochodzenia religii, odwołująca się do wizji archaicznego ojcobójstwa i kanibalizmu — budziły zrozumiałe zakłopotanie ze względu na swój drastyczny i spekulatywny charakter. Szczególnie poważne zastrzeżenia żywili wobec nich biolodzy — na przykład w 1975 roku laureat Nagrody Nobla sir Peter Medawar nazwał teorię psychoanalityczną „największym intelektualnym oszustwem XX wieku".
Kilku śmiałków próbowało uwiarygodnić teorie Freuda za pomocą obiektywnych metod. Freudyści skłonni są np. wiązać wczesne odstawienie od piersi oraz wczesny trening czystości z odpowiednio z fiksacją oralną i analną. Podobno bierna osobowość oralna charakteryzuje się takimi cechami jak zamiłowanie do jedzenia i picia, pesymizm, poczucie winy i skłonność do uzależniania się od innych. Osobowość analna obsesyjnym zamiłowaniem do porządku, czystości, skąpstwem i uporem. Żadne przeprowadzone badania nie potwierdziły lub potwierdziły w nikłym stopniu korelacje pomiędzy osobowością a tego typu doświadczeniami z dzieciństwa. Tyle samo było wyników potwierdzających, co zaprzeczających tym sugestiom.
Przeprowadzono ponad pięćdziesiąt naukowych eksperymentów mających na celu sprawdzenie teorii represji. Neurotykom i osobom zdrowym prezentowano materiały, które – zgodnie teorią – powinny wywoływać u nich zdenerwowanie, a następnie badano czy reakcja na nie jest gwałtowniejsza niż materiały neutralne. Biorąc pod uwagę dane zgromadzone w wyniku tych eksperymentów pojęcie represji przy wyjaśnianiu tego zagadnienia jest nieuprawnione. Trzeba naprawdę wiele dobrej woli, aby nie wątpić w trafność i przydatność teorii, która nie poddaje się obiektywnym testom.
Jeszcze kilka lat temu wydawało się, że teoria Freuda może zyskać pewne uprawomocnienie dzięki badaniom nad rodzinami patologicznymi i rozbitymi. Jednak wyniki tych badań nie poddają się jednoznacznej interpretacji i nie potwierdzają żadnej części Freudowskiej teorii. Stwierdzono jednoznacznie, że badania prowadzone na ssakach z rodziny naczelnych obalają jego koncepcje w tym aspekcie. Rzeczywiście : np. małpki wychowywane w całkowitej izolacji wykazują w dorosłym życiu zaburzenia, ale osobniki wychowywane bez matki czy obojga rodziców, za to w towarzystwie rówieśników są zupełnie normalne. Badając historię w wielu okresach historycznych miłość rodzicielska była raczej osobliwością niż regułą, co nie powodowało żadnych odstępstw od normy w takich społecznościach (a można to potwierdzić poprzez obserwacje tzw. ludzkich wspólnot prymitywnych) a te kultury wydały na świat osoby prawdziwie spełnione: mistyków, gigantów mentalnych i intelektualnych oraz kultury modelowe (hellada, rzym).
Skoro teoria Freuda jest zbyt ograniczona, nielogiczna, pozbawiona jakiegokolwiek ugruntowania empirycznego to jest to poważny argument przeciwko stosowaniu tej i podobnych praktyk. Wydawało by się, że nic prostszego niż sprawdzić, czy wśród neurotyków poddanych psychoanalizie jest większy odsetek wyleczeń niż u chorych leczonych w inny sposób. W praktyce nie jest takie proste ponieważ:
1. Wielu neurotyków z czasem powraca do zdrowia niezależnie od tego czy są poddawani jakikolwiek terapii czy nie. Aby upewnić się, czy psychoanaliza przynosi pożądane rezultaty należało by rozlosować pacjentów do różnych grup gdzie jedna poddana by była psychoterapii, druga prowadzona za pomocą innej metody, trzecia nie leczona wcale. Jednak u pacjenta wierzącego w psychoanalizę jest to albo niemożliwe do przeprowadzenia, albo wątpliwe etycznie. Prawdopodobny jest w tym wypadku silnie rozciągnięty w czasie efekt placebo http://pl.wikipedia.org/wiki/Placebo
2. Większość psychoanalityków starannie dobiera sobie pacjentów, istnieje więc podejrzenie, że podejmują się leczenia jedynie tych, którzy mają szanse wyzdrowienia bądź tych od których można wyegzekwować odpowiednio dużą kwotę pieniędzy.
3. Bardzo wielu pacjentów wycofuje się z terapii psychoanalitycznej przed jej zakończeniem. Niektóre przeprowadzone badania mówią nawet o wyniku ponad 50% (sic!). Niewykluczone, że to najpoważniej chorzy nie mogą znieść długotrwałej psychoanalizy, a bez konkretnego zbadania tego w sposób statystyczny i niepodważalny wskaźnik "wyleczeń" jest zafałszowany.
4. Nie wiadomo kto bezstronnie miałby rozstrzygać czy pacjent rzeczywiście wyzdrowiał. Przecież nie psychoanalityk, który w tej sytuacji jest stroną. Może rodzina czy znajomi pacjenta, choć tu emocjonalne uwikłanie nie pozwalało by obiektywnie ocenić skutków. Najbardziej wiarygodnym kryterium, jakie się czasem stosuje przy tej okazji, jest zdolność pacjenta do powrotu do pracy. Jednak i ten wskaźnik nie potwierdza jednoznacznie przydatności tej metody terapii.
5. Ciekawą taktyką jest zrzucenie winy za brak efektów terapii na pacjenta. Psychoanalitycy tłumaczą swoja obojętność wobec tych czy innych dowodów w jeszcze inny sposób: podobno efektywne leczenie nie jest jedynym celem terapii, ma ona także zaowocować zmianą charakteru pacjenta. Z tego co ustalono empirycznie, ostatnią rzeczą jakiej chce neurotyk, często znajdujący się na dnie rozpaczy, jest zmiana jego charakteru. On chce po prostu wyzdrowieć i normalnie funkcjonować.
Trudno dowieść że psychoanaliza przynosi jakiekolwiek korzyści, jeśli nawet tak są one niewspółmiernie nikłe w stosunku do ponoszonych nakładów. W roku 1993 David Malan, znany brytyjski psychoanalityk, członek największego centrum psychoanalizy na wyspach brytyjskich przyznał „Dowody potwierdzające skuteczność terapii są wyjątkowo słabe. Badania nad najbardziej wpływową i najambitniejszą formą psychoterapii, tą oparta na psychoanalizie, nie dały żadnych efektów – wstyd i hańba- dopiero w ostatniej chwili uratował ją raport Fundacji Menningera”.
Wymieniona fundacja to jeden z głównych bastionów psychoanalizy w Stanach Zjednoczonych, a rzeczony raport jest podsumowaniem 18 letnich badań nad ta dziedziną wśród 40 pacjentów. Jedynym w miarę sensownym wnioskiem raportu jest stwierdzenie, że "pacjenci z silną osobowością poradzą sobie niezależnie od metody leczenia, a innym terapiom psychoanalityczna na niewiele się zda". Autorzy piszą nawet, że wnioski z ich badania czynią zasadnym pytanie „czy i do jakiego stopnia psychoanaliza jest dobra metoda leczenia nawet dla tych, którzy najmniej jej potrzebują, to jest dla osób o dużej sile ego”. Innymi słowy: psychoanaliza może okazać się bezużyteczna, bez względu na siłę ego pacjenta.
Jak pokazują empiryczne badania jeszcze się nie zdarzyło by usilne pogarszanie czyjegoś samopoczucia kiedykolwiek komukolwiek pomogło poczuć się lepiej.
Moja osobista rada dla wszystkich mających ochotę wybrać się do terapeuty brzmi: jeśli już musisz szukać u nich pomocy, wybierz takiego, który wydaje się Ci sympatyczny. Przynajmniej poznasz kogoś miłego :)