środa, 28 października 2009

PLANOWANIE

Dawno temu w Japonii były dwie świątynie, położone na pobliskich wzgórzach, które jak to w takich przypadkach bywa, mocno rywalizowały ze sobą. Ich mnichowie tak się ze sobą skłócili, że nawet nie chcieli na siebie patrzeć i spotykając się na ulicy odwracali wzrok w odmiennych kierunkach. Od wieków ich poprzednicy nie zamienili ze sobą ani słowa.

Klasztory przygarniały małych chłopców, którzy zanim sami stali się mnichami byli chłopcami na posługi. W obu klasztorach panował strach, że chłopcy mogliby zaprzyjaźnić się ze sobą. Zwykle kapłan pouczał chłopca „Pamiętaj aby nie rozmawiać z tamtym chłopcem, tamta świątynia to nasz odwieczny wróg. To niebezpieczni ludzie – unikaj ich”.

Jednak pewnego razu w świątyni żył chłopiec, który był niezmiernie ciekawski. Męczył się wysłuchiwaniem długich świątynnych kazań ponieważ nie rozumiał ich. Czytano teksty w języku, którego nie znał, wciąż dyskutowano o niezwykle skomplikowanych kwestiach, których znaczenia nie pojmował. A on nie miał się z kim bawić. Wtedy, kiedy kapłan przestrzegł go przed rozmową z chłopcem z drugiego klasztoru, narodziło się w nim pragnienie, wielka pokusa. Pewnego dnia chłopiec nie wytrzymał i odezwał się do tego drugiego chłopca. Zobaczył go na ulicy i spytał go: "Dokąd idziesz?".

Drugi chłopiec był jednak już trochę filozofem ponieważ słuchając filozoficznych wywodów swoich mistrzów przesiąknął już ich nastrojem. Odpowiedział: "Idziesz? Nikt nie idzie i nikt nie wraca! To się dzieje samo, ja idę tam dokąd poniesie mnie wiatr". Wiele razy sam słyszał jak jego mistrz opowiadał, że w ten sposób żyje Budda, który jest jak opadły liść, zmierza tam, dokąd go niesie wiatr. Chłopiec dodał więc: "To nie ja! Nie ma tego kto działa. Jak mam więc iść? Opowiadasz jakieś bzdury! Jestem opadłym liściem. Tam dokąd mnie poniesie wiatr ... "

Pierwszy chłopiec oniemiał. Nie potrafił odpowiedzieć i nie był nawet w stanie wydobyć z siebie słowa. Był naprawdę zakłopotany więc zawstydził się. Wtedy pomyślał jednakże: "Mój mistrz miał rację, nie powinno się rozmawiać z tymi ludźmi! Oni są niebezpieczni. Co to za mowa? Zadałem proste pytanie: "Dokąd idziesz?" Właściwie i tak wiedziałem dokąd idzie, bo obaj mamy kupić warzywa na targu. Wystarczyłaby prosta odpowiedź...

Wrócił do swojego mistrza i poprosił go o rozmowę.
- Przepraszam, wybacz mi mistrzu. Zabroniłeś mi rozmawiać z tamtym chłopcem, ale Cie nie posłuchałem. Właściwie to poczułem pokusę właśnie dlatego, że mi tego zabroniłeś. Po raz pierwszy odezwałem się do niego. Zadałem mu proste pytanie: "Dokąd idziesz?", a on w odpowiedzi zaczął mi opowiadać jakieś dziwactwa: "Nie ma chodzenia i nie ma wracania. Kto idzie? Kto wraca? Jestem całkowitą pustką" - powiada - "Jestem tylko opadłym liściem na wietrze. Idę tam, gdziekolwiek poniesie mnie wiatr"

- A nie mówiłem Ci? - odpowiedział mistrz - Trudno, stało się. Jednak jutro koniecznie poczekaj na niego w tym samym miejscu i znów go zapytaj o to, dokąd idzie. A kiedy powie ci to wszystko, odpowiedz po prostu: "Tak, to prawda, jesteś opadłym liściem i ja też. Ale dokąd idziesz, gdy nie wieje wiatr? Dokąd wtedy pójdziesz?". Powiedz mu tylko te słowa, to wystarczy, by zbić go z tropu - a koniecznie trzeba to zrobić, trzeba go pokonać. Spieramy się już od dawna, do tej pory nie pokonali nas w żadnej dyskusji. Teraz to sprawa honorowa.

Chłopiec wstał rano, przygotował swoją kwestię i powtórzył ją sobie kilka razy przed wyjściem. Stanął w tym samym miejscu, gdzie drugi chłopiec zwykle przechodził przez ulicę, znowu powtórzył sobie, co ma powiedzieć. Wreszcie nadszedł ten drugi chłopiec.

"Jazda, teraz!" - powiedział do siebie ten pierwszy. Tamten podszedł do niego i chłopiec spytał go: "Dokąd idziesz?" - i tylko czekał, aż nadarzy się okazja. Ale w odpowiedzi tym razem usłyszał: "Idę tam gdzie mnie nogi poniosą". Ani słowa o wietrze. Nawet nie wspomniał o nicości. Nic nie mówił o działaniu i nie-działaniu! I co teraz? Cała przygotowana z góry kwestia wyglądała absurdalnie. Cała ta mowa o wietrze do niczego przecież nie pasowała.

Chłopiec zasmucił się, przekonany, że jest rzeczywiście głupi, a ten drugi naprawdę wie o różnych dziwnych rzeczach, bo tym razem odpowiedział: "Gdzie mnie nogi poniosą".

Wrócił więc do swojego mistrza. Mistrz tym razem poważnie się zdenerwował: "Mówiłem ci przecież, lepiej nie rozmawiać z tymi ludźmi, oni są niebezpieczni! Wiemy to od setek lat. Ale teraz trzeba coś zrobić. Jutro znowu go spytaj, dokąd idzie, a kiedy odpowie "Gdzie mnie nogi poniosą", zapytaj go "A gdybyś nie miał nóg?". Trzeba z tym skończyć, i to raz na zawsze!

Toteż następnego dnia znów zapytał: "Dokąd idziesz?" I czekał z przygotowaną kwestią na odpowiedź. A ten drugi chłopiec odrzekł mu wtedy po prostu: "No jak to gdzie, idę do miasta, na rynek, po jarzyny".