środa, 28 października 2009

POKORA

"Zakochanie polega na tym, że mamy oczy zmrużone i za nic nie chcemy ich otworzyć tak, aby widzieć wyraźnie." J. Bucay

Kiedyś do jednego z wschodnich mistyków przyszła chrześcijańska misjonarka. Była nią młoda, sprawiająca wrażenie niezmiernie grzecznej i pokornej, kobieta. Dała mu Biblię i kilka broszurek, zachowując się przy tym bardzo cicho i niezwykle przyjaźnie.

„Zabieraj stąd te wszystkie śmieci.
Natychmiast!
Ta Święta Biblia to jedna z najmniej świętych ksiąg na świecie!”
– krzyknął obdarowany.

Kobieta niemalże eksplodowała. Zaatakowała mistyka oburzona, obrzucając obelgami, rozlewając ocean złości i nienawiści. Zupełnie zapomniała o swojej wcześniejszej, tak pokornej postawie.

„Oczywiście, może Pani zostawić Biblie. To była jedynie sztuczka aby pokazać, jaka Pani naprawdę jest.
Tak naprawdę nie jest Pani naprawdę pokorna, to poza.
Gdyby było inaczej nie uraziłbym Pani”
– powiedział wówczas ze współczuciem ów mistyk.

Jest jeszcze inna opowiastka.
Pewnego razu, kiedy Budda przechodził przez wioskę, ludzie zaczęli mu złorzeczyć. Wykrzykiwali wszystkie najbardziej obraźliwe słowa, jakie znali. Budda postał chwilę, posłuchał w milczeniu z wielką uwagą i odpowiedział: „Dzięki, że do mnie przyszliście, ale się spieszę. Muszę dotrzeć do sąsiedniej wioski, tam na mnie czekają. Dziś nie mogę wam poświęcić więcej czasu, ale jutro, wracając, będę swobodniejszy. Możecie znowu się zebrać i jeśli chcielibyście coś jeszcze powiedzieć, będziecie mieli taką możliwość. Ale dzisiaj musicie mi wybaczyć.”

Ludzie nie wierzyli własnym uszom i oczom: na tym człowieku nic nie zrobiło wrażenia, nic go nie poruszyło. Jeden z nich spytał: „Nie słyszałeś nas? Obrzuciliśmy cię strasznymi obelgami, a ty nawet nie odpowiedziałeś!”

Budda odparł: „Jeśli spodziewaliście się reakcji, przyszliście za późno. Trzeba było przyjść dziesięć lat wcześniej, wtedy bym zareagował na wasze słowa. Ale w ciągu tych dziesięciu lat nauczyłem się nie ulegać manipulacji. Nie jestem już niewolnikiem, jestem panem siebie. Działam zgodnie z moją wewnętrzną potrzebą. Do niczego mnie nie zmusicie. Wszystko jest w najlepszym porządku: wy chcieliście mnie obrażać i obrażaliście. Dostąpiliście spełnienia. Doskonale wykonaliście swoją pracę. Ale ja ze swej strony nie przyjmuję waszych obraźliwych słów, a dopóki ich nie przyjmę, pozostają bez znaczenia.”